Top Gun pasuje do Battlefielda 6 zaskakująco dobrze. Carrier Strike powinien zostać na stałe
Współpraca Battlefielda 6 z Top Gun mogła skończyć się na dwóch płatnych skórkach, kilku efektownych animacjach i obowiązkowym „Danger Zone” puszczonym w zwiastunie. Wygląda jednak na to, że twórcy chcieli nam dostarczyć coś dużo ciekawszego.
Battlefield Studios podeszło do tematu znacznie ambitniej. Najważniejszym elementem aktualizacji jest Carrier Strike, czyli tryb, który wreszcie wykorzystuje piechotę, lotnictwo i jednostki morskie do realizacji jednego, bardzo konkretnego celu.
Na papierze aktualizacja Top Gun wygląda jak typowy sezonowy pakiet. Dostajemy odświeżone Wake Island, dwa nowe samoloty, potężny karabin snajperski Interdictor, specjalne wyzwania i garść elementów kosmetycznych. Do tego dochodzą dwa tryby: Carrier Strike w klasycznym multiplayerze oraz Gauntlet: Fighter Sweep w darmowym REDSEC. Tylko że jeden z nich zdecydowanie wyrasta ponad resztę. Carrier Strike nie jest krótką atrakcją przygotowaną wyłącznie po to, żeby przez kilka tygodni sprzedawać skórki z filmu. To najbardziej „battlefieldowa” rzecz, jaka pojawiła się w grze od dłuższego czasu.
Lotniskowiec nie jest tutaj tylko dekoracją
Carrier Strike rozgrywa się w formacie 32 na 32 graczy na rozbudowanej wersji Tsuru Reef. Każda drużyna zaczyna na pokładzie własnego lotniskowca, który pełni jednocześnie funkcję bazy, miejsca startu samolotów oraz najważniejszego celu przeciwnika. Już początek meczu świetnie sprzedaje skalę całej operacji. Część żołnierzy biegnie do samolotów i śmigłowców, pozostali wskakują do łodzi albo próbują możliwie szybko przedostać się na wyspy. Start myśliwca odbywa się przy użyciu katapulty i otrzymał osobną, efektowną sekwencję inspirowaną filmami. Niby drobiazg, ale właśnie takich chwil brakowało wielu wcześniejszym mapom Battlefielda 6.
Najważniejsze są jednak rozsiane po mapie baterie pocisków przeciwokrętowych. Działają podobnie do klasycznych punktów z Podboju, ale ich przejmowanie ma tutaj znacznie bardziej czytelną konsekwencję. Kontrolowana bateria co 15 sekund odpala salwę w stronę wrogiego lotniskowca. Utrzymanie większości stanowisk zapewnia również dostęp do automatycznej obrony przeciwlotniczej, więc walka o teren wpływa jednocześnie na sytuację na ziemi, wodzie i w powietrzu. Lotniskowiec można uszkadzać także bezpośrednio. Bomby zrzucane przez samoloty, pociski czołgów, wyrzutnie piechoty i pozostałe materiały wybuchowe rzeczywiście odbierają mu punkty wytrzymałości. Piloci nie krążą więc nad mapą wyłącznie po to, żeby nabijać efektowne statystyki. Dobrze wykonany nalot może realnie przesunąć całą drużynę w stronę zwycięstwa.
Gdy wytrzymałość okrętu spadnie do 50%, rozpoczyna się najciekawszy etap spotkania. Atakujący mogą wedrzeć się do środka od strony wody i spróbować zniszczyć dwa przekaźniki M-COM. Wysadzenie pierwszego otwiera drogę do pomieszczenia reaktora, gdzie znajduje się drugi. Nagle szeroka wojna prowadzona na ogromnej mapie zamienia się w ciasną, brutalną walkę na korytarzach lotniskowca. To właśnie tutaj Carrier Strike pokazuje największy potencjał. Jedna drużyna desperacko broni własnej bazy, druga próbuje utrzymać podłożone ładunki, a nad pokładem nadal latają samoloty i wybuchają pociski. Chaos, ale chaos z bardzo czytelną stawką.
Niestety nie każdy mecz musi dojść do tej fazy. Lotniskowiec można zniszczyć samymi salwami z baterii i bezpośrednim ostrzałem, całkowicie pomijając abordaż. To dziwna decyzja, ponieważ najbardziej emocjonujący fragment trybu może się zwyczajnie nie wydarzyć. Zdarzają się również irytujące punkty odrodzenia, szczególnie podczas walki w pobliżu okrętów. Carrier Strike potrzebuje więc jeszcze odrobiny szlifowania, ale jego fundamenty są znakomite.
Fighter Sweep jest efektowny, ale znacznie płytszy
Drugim trybem jest Gauntlet: Fighter Sweep dostępny w REDSEC. Sześć dwuosobowych zespołów walczy wyłącznie w samolotach, zdobywając punkty za niszczenie przeciwników oraz składów uzbrojenia umieszczonych na ziemi. Wygrywa ekipa, która jako pierwsza dobije do 1000 punktów.
Na początku jest widowiskowo. Nad Tsuru Reef lata jednocześnie cała grupa myśliwców, w chmurach można zgubić przeciwnika lub zerwać namierzanie, a pomiędzy kolejnymi pojedynkami trzeba jeszcze atakować cele na powierzchni. Problem w tym, że po kilku rundach Fighter Sweep zaczyna odsłaniać dość prostą konstrukcję. To przyjemny dodatek dla osób uwielbiających lotnictwo, ale nie ma takiej zmienności i skali jak Carrier Strike. W obu trybach wykorzystano dwa nowe, dwuosobowe samoloty: F/A-81F Super Spectre oraz F-74A Seacat, będącego dość czytelnym odpowiednikiem filmowego F-14 Tomcat. Drugi gracz może obsługiwać uzbrojenie, oznaczać cele i zdejmować część obowiązków z pilota. Dzięki temu nawet osoba, która nie opanowała latania, nie musi spędzać całej rundy na ziemi.
Tylko że dobrze zgrany duet jest zazwyczaj groźniejszy w dwóch osobnych maszynach niż w jednej. Dwuosobowe myśliwce świetnie pasują do Top Gun i dostarczają ciekawych sytuacji, ale nie stanowią automatycznej recepty na zwycięstwo. Początkującym pomoże za to nowy system wspomagania sterowania samolotem, który prowadzi maszynę w stronę środka kamery i automatycznie zarządza częścią ruchów. Można go wypróbować na strzelnicy, a później opcjonalnie włączyć również w multiplayerze.
Wake Island wraca w dobrej formie
Odświeżone Wake Island to bardziej zachowawcza część aktualizacji. Układ wyspy pozostaje znajomy, ale twórcy poprawili trasy przemieszczania się, dodali więcej osłon dla piechoty i jednostek pływających oraz lepiej wykorzystali pustą wcześniej przestrzeń w środkowej części mapy.
Największą zmianą jest wrak statku znajdujący się na wodzie pomiędzy ramionami wyspy. Zapewnia osłonę łodziom, tworzy dodatkową przestrzeń do walki i został połączony z lądem przy pomocy tyrolek. To proste rozwiązanie, ale ogranicza konieczność biegania przez długie, odsłonięte fragmenty terenu. Wake Island dobrze działa zarówno w Podboju, jak i Eskalacji. Jest wystarczająco rozległe, żeby samoloty, śmigłowce oraz łodzie miały tutaj sens, a jednocześnie nie zapomina o piechocie. Nie jest to najbardziej rewolucyjna wersja tej mapy, lecz Battlefield Studios po raz kolejny udowadnia, że doskonale rozumie jej charakter.
Całość spina oprawa przygotowana pod Top Gun. Rooster, Bob i Warlock otrzymali głosy Milesa Tellera, Lewisa Pullmana oraz Charlesa Parnella, a przed meczami pojawiają się specjalne odprawy i filmowe sekwencje. Współpraca jest obecna praktycznie wszędzie, ale nie sprawia wrażenia elementu doklejonego do gotowej gry. Top Gun i Battlefield po prostu opowiadają o podobnym rodzaju kontrolowanego militarnego szaleństwa.
Pozostaje jeden duży problem. Wydarzenie Top Gun zakończy się 15 września, a EA nie wyjaśniło jeszcze jednoznacznie, co później stanie się z trybami i nowymi samolotami. Fighter Sweep może pozostać sezonową ciekawostką. Carrier Strike jest jednak zbyt rozbudowany i zbyt dobrze wykorzystuje możliwości Battlefielda 6, żeby po kilku tygodniach trafić do magazynu.
Największą niewiadomą pozostaje zachowanie trybu na zwyczajnych serwerach, gdzie 32 przypadkowych graczy nie zawsze będzie chciało współpracować, przejmować baterie i bronić lotniskowca. Fundament jest jednak bardzo mocny. Carrier Strike wreszcie daje poczucie, że wszystkie elementy wojennej piaskownicy Battlefielda pracują na jeden wspólny cel. Dokładnie dlatego powinien zostać w grze na stałe.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Battlefield 6.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych