Uncharted

Uncharted nie potrzebuje remake’u. Potrzebuje gry, której Naughty Dog wciąż nam nie dało

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Uncharted już raz nauczyło nas, że wystarczy mapa, kilka kłamstw zapisanych w dzienniku, samolot do miejsca, w którym nikt rozsądny nie powinien lądować, i specyficzny rodzaj przygody, gdzie połowa planu rozpada się razem z mostem. Dlatego gdy słyszę kolejne pomysły o remake’ach, odświeżeniach i powrotach do znanych rozdziałów, mam raczej ochotę spojrzeć na Naughty Dog i zapytać… Serio? 

Te gry nadal można ograć, nadal mają tempo, charakter i sceny, które pamięta się bez pomocy nostalgicznego filtra. Brakuje nowego biletu w jedną stronę, nowego miasta na mapie i bohatera, który znów otworzy drzwi, za którymi nikt nie wie, co czeka. Seria o odkrywaniu nie powinna przecież całe życie odkrywać samej siebie. Jeśli ma wrócić, niech wreszcie znajdzie coś, czego jeszcze nie widzieliśmy.

Dalsza część tekstu pod wideo

Skarb już znaleźliśmy

Pierwsze Uncharted ma swoje lata i oczywiście widać to po animacjach, strzelaniu czy konstrukcji niektórych poziomów. Tylko czy naprawdę trzeba od razu rozbierać je do fundamentów i budować ponownie? Drake’s Fortune nadal prowadzi nas przez dokładnie tę samą historię, z tym samym Nathanem, Sullym i Eleną. Można poprawić twarze, zagęścić dżunglę i sprawić, że mokra koszula Drake’a będzie odbijała światło w trzy razy bardziej realistyczny sposób. Tajemnica na końcu mapy pozostanie jednak ta sama.

Remake miałby sens jako technologiczna ciekawostka. Pierwsza część przebudowana na współczesnym silniku Naughty Dog zapewne wyglądałaby obłędnie, a część scen mogłaby dostać tempo znane z późniejszych odsłon. Tyle że Uncharted zawsze ciągnęła ciekawość tego, co będzie za następnym zakrętem. Powrót do znanej gry zabiera połowę tej przyjemności jeszcze przed startem. Wiecie, o co chodzi. 

Mało tego, seria zakończyła przygodę Nathana w wyjątkowo wygodnym miejscu. Uncharted 4 pozwoliło mu odłożyć broń bez wrzucania bohatera do grobu, a Zaginione Dziedzictwo pokazało później, że logo na pudełku spokojnie działa bez jego twarzy na pierwszym planie. To powinno być dla Naughty Dog otwarciem ogromnych drzwi. Zamiast przez nie przejść, marka od lat stoi przed wejściem, jakby ktoś zgubił klucz dokładnie w chwili, gdy zrobiło się najciekawiej.

Mapa ma jeszcze mnóstwo pustych miejsc

Chloe Frazer i Nadine Ross właściwie podały twórcom rozwiązanie na tacy. Zaginione Dziedzictwo udowodniło, że można zachować wspinaczkę, zagadki, przekomarzanie się nad przepaścią i budowle rozpadające się dokładnie wtedy, gdy bohater dotknie najważniejszego artefaktu, a jednocześnie opowiedzieć coś świeżego. Możliwości jest więcej. Sam, Sully, zupełnie nowa ekipa - ten świat nie musi kończyć się wraz z emeryturą jednego łowcy skarbów.

Najbardziej kusząca byłaby jednak gra, która naprawdę potraktowałaby słowo „przygoda” trochę szerzej. Mniej strzelania do całych batalionów najemników, więcej eksploracji, archeologii i momentów, gdy sami próbujemy zrozumieć miejsce, do którego trafiliśmy. Uncharted 4 już delikatnie skręcało w tę stronę, dając więcej przestrzeni i spokojniejszych fragmentów. Nowa odsłona mogłaby pójść dalej, nie zmieniając serii w symulator szczoteczki do wykopalisk.

Naughty Dog ma dziś doświadczenie, którego nie miało przy pierwszych częściach. Studio nauczyło się prowadzić znacznie spokojniejsze sceny, budować relacje bez ciągłego podbijania stawki i tworzyć światy, w których człowiek zwalnia nawet wtedy, gdy gra nie stawia przed nim niewidzialnej ściany. Wrzucone z powrotem do Uncharted mogłoby stworzyć przygodę dojrzalszą, ale nadal lekką. Bez robienia z każdego grobowca metafory cierpienia. 

No i zwyczajnie tęsknię za takim typem gry. Liniowe, wysokobudżetowe przygodówki na kilkanaście godzin zrobiły się dziwnie rzadkie. Wszystko musi dziś mieć wielką mapę, rozwój postaci, crafting, poboczne aktywności i powód, żeby zatrzymać nas na sto wieczorów. Nowe Uncharted mogłoby wejść dokładnie w tę lukę: bez gigantycznego świata do sprzątania, za to z tempem, które co godzinę pakuje bohaterów w następne tarapaty. Taki powrót ekscytowałby mnie znacznie bardziej niż sprawdzanie, jak w 4K wygląda wrak niemieckiego U-Boota.

Czas ruszyć dalej

Remake pierwszego Uncharted pewnie znalazłby kupców. Sam prawdopodobnie też odpaliłbym go z ciekawości, uśmiechnął się przy pierwszym spotkaniu z Sullym i sprawdził, ile szczegółów da się dziś upchnąć na jednej tropikalnej wyspie. Tylko po napisach nadal zostałbym dokładnie w tym samym miejscu co wcześniej. Z historią, którą już znam, i serią, która nadal nie zrobiła następnego kroku.

A Uncharted jest przecież stworzone do robienia następnych kroków, szczególnie tych kończących się zarwaniem podłogi. Niech Nathan odpoczywa. Niech stare gry zostaną tam, gdzie są. Naughty Dog ma cały glob do obklejenia czerwonymi kółkami, legendy do wymyślenia i ruiny, których jeszcze nie zdążyliśmy przypadkiem wysadzić. Seria o odkrywaniu świata zasługuje na coś lepszego niż kolejną wyprawę po własne wspomnienia.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Uncharted 4: Kres Złodzieja.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper