Netflix ma jedną z najzabawniejszych komedii, o których prawie nikt nie mówi. A szkoda!
Netflix ma ten dziwny talent do chowania bardzo dobrych rzeczy kilka rzędów niżej niż powinien. Na górze świeci nowość z gigantycznym banerem, obok wyskakuje serial, który algorytm proponuje nam już trzeci tydzień, a gdzieś pod spodem siedzi komedia, przy której człowiek śmieje się częściej niż przy połowie produkcji reklamowanych jako „najzabawniejsze wydarzenie roku”.
Najlepsze jest to, że ten serial wcale nie potrzebuje pięciu odcinków na rozgrzewkę ani cierpliwego tłumaczenia, kiedy właściwie zacznie być zabawnie. Ma bohaterów, którzy potrafią zrobić katastrofę z normalnej rozmowy, sytuacje wymykające się spod kontroli dokładnie o jeden krok za daleko i humor, który częściej wynika z ludzi niż z dowcipu napisanego czerwonym flamastrem w scenariuszu. A mimo to mam wrażenie, że sporo widzów przechodzi obok niego bez zatrzymania. I szkoda…
Komedia schowana pod podnośnikiem
Oponiarze nie wyglądają jak serial, który Netflix powinien wciskać wielkim banerem na pół ekranu. Nie ma tu pięknych mieszkań, egzotycznych wakacji ani bohaterów wyglądających tak, jakby przed każdą zmianą w warsztacie spędzali godzinę w charakteryzatorni. Jest zakład samochodowy, kilku facetów mających zdecydowanie za dużo czasu na gadanie i Will, który próbuje prowadzić rodzinny biznes, choć jego kuzyn Shane traktuje każdy normalny dzień pracy jak okazję do rozpoczęcia małego pożaru.
Shane Gillis, Steve Gerben i John McKeever zbudowali komedię, która chwilami wygląda, jakby ktoś zostawił kamerę w prawdziwym warsztacie i przypadkiem nagrał najgorszą zmianę miesiąca. Ludzie przerywają sobie, rzucają głupie uwagi, za długo ciągną fatalny żart i potrafią z niewinnego tematu dojść do miejsca, w którym połowa załogi powinna już dostać wezwanie do HR-u.
Najbardziej lubię jednak to, że Oponiarze nie próbują udowodnić nam co pięć minut, jak bardzo są zabawni. Humor często siedzi w głupiej minie, krótkiej wymianie zdań albo tym jednym pracowniku stojącym z tyłu i słuchającym rozmowy, która dawno powinna zostać zakończona. To komedia o ludziach, których prawdopodobnie gdzieś już spotkaliśmy. Może nie w warsztacie, ale w pracy na pewno. Ten gość, który nigdy nie wie, kiedy skończyć żart? Jest. Szef przekonany, że właśnie wymyślił genialny plan? Oczywiście. Człowiek obserwujący katastrofę i nawet nie próbujący jej zatrzymać? Proszę bardzo.
Trzeci sezon może przebić sufit
13 sierpnia ekipa wraca i tym razem Netflix od razu podrzuci dwanaście kolejnych odcinków. To całkiem sporo jak na serial, którego epizody zwykle mieszczą się w okolicach dwudziestu kilku minut. Można więc odpalić jeden przed snem i około trzeciej nad ranem odkryć, że właśnie spędziło się pół nocy w zakładzie wulkanizacyjnym z ludźmi, których w prawdziwym życiu prawdopodobnie unikalibyśmy podczas przerwy obiadowej.
Trzeci sezon ma też dobrą pozycję startową, bo Oponiarze nie muszą już tłumaczyć własnego dowcipu. Will, Shane, Cal, Dave i Kilah zdążyli wyrobić sobie rytm, a Thomas Haden Church po występie w poprzedniej serii wraca jako stały członek obsady. Można więc zrobić rzecz najprzyjemniejszą dla sitcomu - zamknąć znanych ludzi w pomieszczeniu, wrzucić im głupi problem i obserwować, kto pierwszy pogorszy sytuację.
To również jeden z tych seriali, które świetnie pasują do streamingu, tylko niekoniecznie do jego najbardziej efektownej strony. Nie trzeba pamiętać drzewa genealogicznego, oglądać poprzednich trzech produkcji ani czytać podsumowania przed rozpoczęciem sezonu. Przychodzimy zobaczyć, jak banda ludzi fatalnie radzi sobie z pracą i sobą nawzajem. Dwadzieścia minut później wychodzimy.
Netflix ma katalog zbudowany pod rzeczy, które wyglądają imponująco na jednym obrazku. Smok wygląda dobrze. Morderstwo wygląda dobrze. Wielka gwiazda stojąca na tle eksplozji również daje działowi marketingu spore pole manewru. Kilku facetów siedzących między kompletem opon i automatem z kawą wygląda trochę gorzej. Tyle że po uruchomieniu serialu proporcje szybko się odwracają.
Warto zajrzeć do warsztatu
Nie będę przekonywał, że Oponiarze są jakimś ukrytym arcydziełem telewizji, które zmieni sposób patrzenia na ludzką egzystencję. To byłoby trochę jak… Analizowanie ciśnienia w oponach przy pomocy teleskopu ;). Ten serial chce przede wszystkim bawić i robi to w bardzo konkretny, sposób. Jeśli lubicie komedie miejsca pracy, dialogi pachnące prawdziwą rozmową i bohaterów zdolnych zepsuć prostą sytuację bez najmniejszej pomocy scenarzysty katastroficznego filmu, zdecydowanie warto dać mu szansę.
Wystarczy kilka wieczorów, żeby nadrobić wcześniejsze odcinki i od 13 sierpnia razem z resztą ekipy ponownie można podnosić bramę warsztatu. Netflix ma mnóstwo seriali, o których przypomina nam przy każdym uruchomieniu aplikacji. Oponiarze są jednym z tych, o których platforma mogłaby mówić trochę głośniej. A skoro tego nie robi, pozostaje zrobić hałas za nią.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych