Dziesięć horrorów tak złych, że aż wspaniałych
Coraz większą popularnością cieszą się pokazy złego kina, ze szczególnym uwzględnieniem horrorów. To właśnie w tym gatunku powstało najwięcej filmów — często kompletnie amatorskich — które po początkowym odrzuceniu po latach wracały jako absurdalne perełki, zachwycające widzów pokracznym aktorstwem, kuriozalnymi rozwiązaniami fabularnymi czy przaśnymi efektami specjalnymi.
Różnica pomiędzy horrorem po prostu złym, a horrorem tak złym, że aż cudownym, jest oczywiście płynna, ale każdy, kto zetknął się z fenomenem złego kina, nie powinien mieć problemów z ich rozpoznaniem. Do pierwszej kategorii należą po prostu schematyczne produkcje, niewyróżniające się niczym, zarówno pod względem scenariuszowym, jak i aktorskim. Często w poprawny, ale i przeciętny sposób realizujące wszelkie założenia gatunku. W drugiej grupie znajdziemy zaś filmy kompletnie przerysowane, tak jeśli chodzi o ekspresję odtwórców, jak i prześmieszne wątki fabularne, okraszone rozczulająco miernymi efektami specjalnymi, realizowane zazwyczaj przez ludzi, którzy nie mieli większego pojęcia o kręceniu filmów.
Choć w ostatnich latach w kinach i na małym ekranie pojawia się coraz więcej horrorów celowo złych, które często nie zawodzą jeśli chodzi o czystą rozrywkę, tak naprawdę najlepsi przedstawiciele tego specyficznego podgatunku to obrazy, których twórcy nie do końca wiedzieli co tak naprawdę realizują, dzięki czemu dostarczyli widowni prawdziwe perełki. Z tego też powodu na mojej liście nie znalazły się m.in. “Zombiebobry”. Sztandarowy przykład widowiska przeznaczonego dla amatorów filmowych kuriozów, przez co jednak nie tak dobrego jak reprezentanci poniższej listy.
The Creeping Terror
Za najgorszy film w historii długo uchodził “Plan 9. z kosmosu”. Ci, którzy jednak widzieli sławetne dzieło Edwarda Wooda juniora dobrze wiedzą, że wcale nie jest to produkcja tak fatalna, jak można by wnioskować po liczbie odniesień w przeróżnych artykułach podejmujących temat najgorszych obrazów w historii. Dużo słabszą pozycją jest choćby dzieło Vica Savage’a, które przeszła do historii głównie ze względu na wręcz fatalny wygląd kosmity pożerającego stojących mu na drodze ludzi. Legenda głosi, że twórcy mieli na planie dużo lepszy model kosmicznego stwora, który jednak na kilka dni przed początkiem prac został skradziony. Z konieczności musieli się więc uciec do połączenia kilku przeróżnych materiałów, poruszanych przez grupę znajdujących się pod nimi ludzi, do dziś wywołującego salwy śmiechu na nocnych pokazach. Obrazowi nie pomaga wręcz koszmarne aktorstwo, chaotyczny scenariusz, jak również obecność narratora, który często tłumaczy to co akurat widzimy na ekranie.
Manos - Ręce przeznaczenia
O zrealizowanym w drugiej połowie lat 60. XX wieku filmie niejakiego Harolda P. Warrena, na co dzień trudniącego się sprzedażą ubezpieczeń i nawozów w El Paso, zapewne nikt by dziś nie pamiętał gdyby nie pokaz fragmentów tego dzieła w programie “Mystery Science Theater 3000”. Widzów zafascynowały wtedy całe sekwencje opowieści o rodzinie, która podczas podróży trafia do tajemniczej posiadłości należącej do przywódcy pogańskiego kultu, wyróżniające się okrutnie nieudolnym aktorstwem, fatalnym montażem, kuriozalnymi efektami specjalnymi i chaotycznym scenariuszem. Wkrótce film powrócił na fali fascynacji najgorszymi tworami kinematografii, pojawiając się na wielu seansach na dużym ekranie, dzięki którym dziś funkcjonuje jako jeden z najgorszych, ale i najbardziej fascynujących filmów w historii.
Noc lepusa
Nic nie bawi tak jak miłe, urocze zwierzątka, które nagle zamieniają się w krwiożercze bestie. Zwłaszcza gdy tak absurdalny pomysł zostanie podany z niemal całkowitą powagą. Obraz Williama F. Claxtona to osobliwy horror science fiction, w którym eksperyment mający ograniczyć populację królików prowadzi do narodzin hordy gigantycznych, mięsożernych istot terroryzujących miasteczko w Arizonie. Film od razu po premierze został przez krytyków wyśmiany za absurdalny punkt wyjścia, sztywne aktorstwo i efekty, które zamiast przerażać budzą rozbawienie. Z czasem jego wady stały się jednak największym atutem. Dzięki campowej atmosferze, niezamierzonemu komizmowi i wyjątkowo niedorzecznemu konceptowi „Noc lepusa” zyskała status kultowego monster movie. Obecnie seans filmu jest celebracją osobliwości kina najgorszego sortu. Zwłaszcza, gdy na ekran wkraczają króliki grane przez zwyczajne, filmowane z bliska zwierzęta.
Cmentarzysko
Kultowy włoski obraz Andrei Bianchiego to rzecz reprezentująca podgatunek zombie horrorów. Jak w przypadku większości filmów na liście tak i tu zaczyna się absolutnie standardowo, od przyjazdu grupki ludzi do pewnej rezydencji. Od początku uwagę zwraca jedna postać, zwana Michaelem. Choć bowiem matka utrzymuje, że ma on zaledwie kilka lat, bohater grany jest przez 26-letniego Pietro Barzocchina, który ma bardzo duże problemy z udawaniem dziecka. Na wspomnianą rezydencję zaczyna napierać horda nieumarłych, która w przeciwieństwie do zombie znanych z innych produkcji zachodnich, potrafi operować bronią białą. Kuriozalne sekwencje walki, porażkowe aktorstwo, a także iście freudowskie zakończenie z udziałem matki i wspomnianego już przedziwnego Michaela zapewniły tej produkcji kultowy status.
Maksymalne przyspieszenie
Rzadko zdarza się, by reżyserski debiut był jednocześnie ostatnim filmem twórcy, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z artystą znanym na całym świecie. Tak było jednak w przypadku Stevena Kinga, który po ogromnej porażce “Maksymalnego przyspieszenia” ostatecznie zrezygnował z dalszego realizowania produkcji, mimo iż początkowo wspominał w wywiadach o tym, że praca nad filmem była cennym etapem w jego karierze, z którego wyciągnie wnioski na przyszłość. Tuż po premierze krytycy rozjechali jego widowisko tak jak filmowe maszyny rozjeżdżały ludzi. Zarzucali mu brak panowania nad tonacją, pomiędzy horrorem i czarną komedią, kiepskie aktorstwo i kompletny chaos scenariuszowy. Z czasem jednak produkcja zyskała drugie życie. Wielkie ciężarówki polujące na ludzi, z gigantycznym zielonym goblinem na masce jednej z nich, AC/DC grające niemal bez przerwy i kompletnie odjechany ton sprawiły, że film zaczął funkcjonować jako kultowy przykład kina tak złego, że aż cudownego.
Cicha noc, śmierci noc 2
Pokraczny obraz w reżyserii Lee Harry’ego to jeden z najbardziej osobliwych sequeli w historii kina grozy i prawdziwa perełka z filmowego śmietnika. Produkcja z 1987 roku, będąca kontynuacją kontrowersyjnego slashera „Cicha noc, śmierci noc”, zasłynęła nie tylko absurdalną fabułą i nieporadnym aktorstwem, ale przede wszystkim wyjątkowo bezczelnym wykorzystaniem materiału z pierwszej części. Znaczna część filmu to przerobione i ponownie zmontowane sceny z oryginału, uzupełnione nowymi fragmentami. To właśnie ta oszczędnościowa strategia, połączona z groteskową historią głównego bohatera, a może przede wszystkim jego słynnym wybuchem „Garbage day!”, uczyniła z produkcji obiekt kultu.
Cripozoidzi
Występujący w trakcie swej długiej kariery pod przeróżnymi pseudonimami David DeCoteau, ma na swoim koncie ponad 100 różnych produkcji. Mało która z pozycji w jego długiej filmografii dorównuje jednak słynnym “Cripozoidom”, które swego czasu miałem przyjemność zobaczyć na jednym z pokazów niezastąpionego VHS Hell. Fabuła? “A komu to potrzebne? A dlaczego?”. Wiadomo, że akcja toczy się w 1998 roku, sześć lat po wielkiej zagładzie nuklearnej, po której na planecie pozostały jedynie poszukujące schronienia ludzkie niedobitki. W jednym z takich - z pozoru bezpiecznych - miejsc grupka bohaterów napotyka na śmiertelne zagrożenie. Film był kręconym w zaledwie 15 dni, w jednym z magazynów w Los Angeles, przy pomocy zaledwie 150 tysięcy dolarów, z udziałem aktorów, o których dziś już nikt nie pamięta. No chyba, że akurat gustuje się w tej mocno specyficznej części kinematografii, której gwiazdą była w ostatnich dekadach XX. wieku Ashlyn Gere.
Nocny koszmar
Jim Wynorski to kolejny weteran najgorszego kina, który w trakcie swojej długiej kariery realizował produkcje należące do przeróżnych gatunków. Już w XXI wieku zasłynął choćby erotyczną parodią słynnego “Blair Witch Project” w postaci “Wiedźmy z Blair”, która doczekała się nawet kontynuacji. Jego fascynację soft pornografią widać również w jednym z jego najgorszych projektów, którym był - znów pokazywany ongiś w ramach VHS Hell - “Nocny Koszmar”. Jak wiadomo złe kino dzieli się na świadomie złe, jak również nieświadomie złe. Dzieło Wynorskiego zdaje się mieścić dokładnie pośrodku. Od czasu do czasu zdarza się w nim bowiem jakiś ironiczny tekst, czy nieco lepszy fragment, który wydaje się gestem puszczenia oka do widza. Z drugiej jednak strony przez większą część króluje absolutna nieudolność w prowadzeniu fabuły tego quasi-slashera, a wspomniana już fascynacja erotyką objawia się w momentach, w których twórcy jakby nagle przypominali sobie, że dla celów marketingowych warto by jednak rozebrać główne bohaterki. Często w najbardziej absurdalnych momentach.
Troll 2
Obraz w reżyserii Claudio Fragasso opowiada o rodzinie, która trafia do miasteczka Nilbog — siedziby wegetariańskich goblinów zamieniających ludzi w rośliny. Choć produkcja miała być osobliwym połączeniem fantasy, w stylu “Labiryntu” Jima Hensona, z horrorem to jednak nieporadne aktorstwo, absurdalny scenariusz, kuriozalne dialogi i osobliwe efekty specjalne uczyniły z niej niezamierzoną komedię. Tuż po premierze „Troll 2” został właściwie powszechnie uznany za jeden z najgorszych filmów w historii. Z czasem jednak doczekał się statusu filmu kultowego, czego przejawem były nie tylko liczne nocne pokazy dla wiernej publiczności, ale również produkcja dokumentu “Best Worst Movie”
Ptakodermia
Mimo ogromnej fascynacji kinem Wietnamczyk James Nguyen nigdy nie uzyskał formalnego wykształcenia filmowego. Zamiast się uczyć wolał bowiem godzinami analizować filmy Alfreda Hitchcocka, ze szczególnym wyróżnieniem “Ptaków”. W latach 90. został sprzedawcą oprogramowania w Silicon Valley, a w 1999 roku kupił swoją pierwszą kamerę, co okazało się wstępem do prawdziwej katastrofy. Niemal dokładnie dekadę później premierę miała bowiem “Ptakodermia”, rozpoczynająca trylogię filmów, które okazały się jednymi z najgorszych tworów w historii kinematografii. Głównie ze względu na drętwe amatorskie aktorstwo, absurdalne dialogi, chaotyczną fabułę, a przede wszystkim niesamowite efekty specjalne, które zamiast straszyć wywołują niedowierzanie. Plastikowe orły i sępy, przypominające animacje z wczesnych gier komputerowych, stały się jego prawdziwym znakiem rozpoznawczym.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych