Graliśmy w Expeditions: Samurai. Japonia za panowania cesarza Fortnite'a
Od premiery ostatniej odsłony Expeditions minęły cztery lata. W międzyczasie odpowiedzialne za serię studio Logic Artists zostało zamknięte, a tworzeniem nowej części zajął się inny deweloper. Expeditions: Samurai debiutuje właśnie we wczesnym dostępie. Wyszło jako tako.
Wersja Early Access oferuje jedynie pierwszy akt, z misjami głównymi i pobocznymi. To, jak zapowiedzieli twórcy z Campfire Cabal, wystarczy na 6-8 godzin rozgrywki. Wiem, że podobne decyzje dotyczące zakresu Early Access zapadały już na branżowym poletku, jednak wciąż można zastanawiać się nad ich zasadnością. Wczesny dostęp ma na celu zapoznanie graczy z niedokończonym produktem i zebranie opinii na jego temat. Jeśli opinie będą dotyczyły jedynie pierwszych kilku procent gry, to ciekawe, jak odbije się to na dalszej części projektu.
Seria Expeditions klasycznie odwołuje się do autentycznych wydarzeń z historii podbojów świata, wplatając w nie fikcyjne historie i postacie. W Expeditions: Samurai wcielamy się w dowódcę, który na przełomie XVI i XVII wieku jako jedyny Europejczyk zasłużył sobie na tytuł samuraja. To znaczy, w grze ten historyczny dowódca zostaje przez nas pobity, a my podszywamy się pod niego, zbieramy grupkę ziomków i nowo poznanych rekrutów i bierzemy udział w wojnie domowej i intrygach feudalnej Japonii.
Osobiście uwielbiam samurajskie klimaty i pomimo zalewu rynku grami o tej tematyce jakoś nadal nie mam dość. Z mojej perspektywy decyzja o wyborze głównego tematu pozostaje więc jak najbardziej trafiona. Misje główne i poboczne wydają się wciągające i całkiem zróżnicowane – a przynajmniej tak można wnioskować na podstawie małego fragmentu rozgrywki, który udostępniono w Early Access.
Dialogi ponownie dają nam możliwość konkretnego wpływania na rozwój opowieści i to pozostaje plusem. Doceniam również śladowe ilości humoru w rozmowach, choć jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że w paru miejscach kwestie dialogowe niepotrzebnie rozwleczono.
Kluczowy aspekt gameplayu w Expeditions: Samurai stanowią standardowo turowe potyczki z przeciwnikami. Twórcy dorzucili tu elementy skradankowe i to jest dobry pomysł, choć nie wszystko działa tu tak, jak powinno. Po pierwsze, sztuczna inteligencja wrogów zawodzi – czasem przeciwnicy chociażby dziwnie miotają się pomiędzy elementami otoczenia, zanim w końcu dotrą tam, gdzie sobie zamierzyli.
Po drugie, niejednokrotnie zaobserwowałam problemy ze sterowaniem. Niby spowalniasz ruch postaci, niby skradasz się, niby wchodzisz w jakąś interakcję – a gra często tego nie odczytuje i trzeba klikać po parę razy, żeby zadziałało. Oczywiście w takich przypadkach próby bezszelestnego załatwiania spraw kończą się frustrującym niepowodzeniem. Jasne, walki mają tu swoją dynamikę i pozostają wciągające, ale nie ma co się oszukiwać – na rynku jest mnóstwo strategii z lepszym i bardziej dopracowanym systemem turowym.
O, jejku
Jeśli chodzi o oprawę wizualną Expeditions: Samurai, na moje oko nie wygląda to dobrze. Z jakiegoś powodu cykl nabawił się kreskówkowych rysów a la Fortnite, w związku z czym parę elementów drastycznie zbrzydło. Czy to jakaś choroba? Szczególnie portrety postaci prezentują się paskudnie. Te krzaczaste brwi, włosy o grubości parówek – i nosy ciosane siekierą! Nie wiem, czy można te wizerunki jakoś wyłączyć lub chociaż zmniejszyć, bo trudno udawać, że tego nie ma, jeśli często zasłania to połowę ekranu.
Poprzednie wersje Expeditions – Rome i Viking – podeszły do tematu całkiem sensownie. Bohaterowie wyglądali bardziej realistycznie i do tego ładnie, świat też. W przypadku Samurai świat bywa gdzieniegdzie ładny, ale w innych miejscach pozostaje mało szczegółowy i zamglony. Kilkukrotnie sprawdzałam, czy na pewno gram na ustawieniach Ultra, bo całość prezentowała się tak, jakby parametry były co najwyżej średnie. Dlaczego zdecydowano się na pójście w stronę stylistyki produkcji mobilnych? Czyżby ktoś chciał przyciągnąć tu młodszych graczy? Nie wiem, czy to odpowiednia seria.
W Expeditions: Samurai we wczesnym dostępie występuje spory problem z pracą kamery. Podczas walk turowych widok automatycznie przełącza się na postać, która wykonuje w danym momencie jakąś czynność. W praktyce kamera tańcuje, jak jej się podoba, często pokazując korony drzew i dachy budynków zamiast kluczowych dla potyczki momentów. A jeśli gdzieś nieopodal znajduje się nierówność terenu, to już całkiem wszystko to odlatuje.
Na obecnym etapie produkcja mierzy się również z krytycznymi błędami, które definitywnie kończą rozgrywkę. Na przykład podczas eksploracji lasu coś mi się całkowicie... wykrzaczyło i zobaczyłam piękny, dorodny komunikat o błędzie z malowniczym pulpitem w tle. Później naturalnie trzeba było wrócić do ostatniego zapisu i ponownie przemierzyć ten sam kawałek świata i przewinąć parę przydługich rozmów. Nie są to bynajmniej rzeczy, które wpływają pozytywnie na odbiór gry.
Oprawa dźwiękowa także pozostaje daleka od ideału. Expeditions: Samurai oferuje dubbing po angielsku. Dialogi mówione czasem brzmią dobrze, a czasem trochę kwadratowo, ale to nie jest największym problemem w tym przypadku. Sęk w tym, że dość często jedna postać jest w trakcie swojej kwestii, gdy w tle bez większego powodu odpala się wypowiedź innego bohatera. I tak sobie mówią jednocześnie przez pół minuty, a gracz wychodzi z siebie i staje obok, aby to zrozumieć. Aha – na chwilę obecną tytuł nie polskiego tłumaczenia tekstowego.
Expeditions: Samurai - czy warto zagrać w Early Access?
Choć produkcje z systemem turowym cenię i szanuję, a klimaty samurajskie uwielbiam, to jednak po ograniu Expeditions: Samurai w wersji Early Access mam mieszane uczucia. Nie ma tu nic, co mogłoby przyciągnąć moją uwagę na dłużej. Walki są w porządku, ale nie sądzę, by ulepiono z tego tytuł, przy którym można będzie zarywać nocki. Do tego całość wygląda średnio, głównie za sprawą kreskówkowych portretów z wielkimi, krzaczastymi brwiami.
Jeśli ktoś jest wielkim fanem cyklu, to pewnie zaryzykuje i nabędzie tę turówkę we wczesnym dostępie. Jeśli tak, to przypominam: otrzymacie jedynie pierwszy akt (sami oceńcie, czy 6-8 godzin rozgrywki was zadowoli) i do tego w niedopracowanym stanie technicznym. Oczywiście jeśli nadal nie czujecie się zniechęceni, to droga wolna – pierwsze misje Ekspedycji z tańczącą kamerą i krnąbrnym sterowaniem od dziś są dostępne na Steamie.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych