SVOD oglądanie

Netflix pozwala wielkiemu hitowi normalnie się skończyć. Dziś to niemal wielkie wydarzenie

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Seriale coraz częściej nie kończą się wtedy, kiedy opowieść rzeczywiście dociera do mety. Kończą się wtedy, gdy ktoś w sali konferencyjnej przesuwa palcem po wykresie i stwierdza, że kolejny sezon nie zmieści się już w tabelce. Bohater zostaje więc nad przepaścią, tajemnica bez odpowiedzi, a widz z komunikatem o anulowaniu produkcji i bardzo konkretną ochotą, żeby rzucić pilotem w ścianę. W streamingu finał bywa dziś luksusem. 

Dlatego wiadomość, że jeden z wielkich hitów Netflixa dostanie prawdziwe pożegnanie, brzmi niemal podejrzanie dobrze. Bez nagłego wyciągania wtyczki, bez ostatniego odcinka przypadkiem zamienionego w wieczny cliffhanger i bez tłumaczenia, że „ta podróż była wyjątkowa”, choć nikt nie pozwolił jej dotrzeć do celu. Tym razem twórcy mogą zamknąć drzwi we właściwym momencie, a platforma zamierza nawet pożegnać serię razem z fanami. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Gdy algorytm dopisuje zakończenie

Streaming przyzwyczaił widzów do bardzo specyficznego rodzaju napięcia. Człowiek kończy sezon, bohater właśnie otwiera drzwi prowadzące do największej tajemnicy, ekran gaśnie, a później zaczyna się zupełnie inny thriller: sprawdzanie, czy platforma zamówi ciąg dalszy. Finał historii zależy od wyników z pierwszych tygodni, liczby osób docierających do ostatniego odcinka i kosztu następnej serii. Scenarzysta może mieć plan na pięć sezonów. Wykres czasem kończy opowieść po dwóch.

Najbardziej boli moment, w którym produkcja nie dostaje nawet szansy na awaryjne lądowanie. Serial znika po cliffhangerze, twórcy publikują smutne podziękowania, a widzowie zostają z historią przypominającą książkę pozbawioną ostatnich stu stron. Oczywiście platforma nie prowadzi działalności charytatywnej i nie może latami finansować wszystkiego. Trudno jednak oczekiwać przywiązania do nowych tytułów, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy inwestowanie kolejnych wieczorów nie skończy się następnym komunikatem o kasacji.

Powstaje z tego dość paskudne błędne koło. Widz czeka z seansem na potwierdzenie kontynuacji, platforma widzi słabszy start, więc rezygnuje z serialu, a później wszyscy słyszą, że zainteresowanie było zbyt małe. Kolejna premiera trafia do katalogu i zaczyna walczyć z nieufnością odziedziczoną po poprzednikach. Przycisk „odtwórz” nadal działa, tylko przed jego naciśnięciem coraz częściej pojawia się pytanie: czy ta opowieść w ogóle będzie miała koniec?

Finał zamiast komunikatu o kasacji

Outer Banks uniknie takiego losu. Piąty sezon od dawna był zapowiadany jako ostatni, a twórcy mówią, że finałową scenę znali właściwie od początku. Mogą więc prowadzić Pogues do mety, zamiast nerwowo domykać kilka lat historii w ostatnich dziesięciu minutach. Premiera finałowej serii została wyznaczona na 20 sierpnia, po czterech sezonach, które zebrały łącznie prawie 200 milionów wyświetleń i 25 razy trafiały na anglojęzyczną listę TOP 10 Netflixa.

Dla samego serialu to szczególnie ważne, bo Outer Banks od początku żyło z obietnicy następnej wyprawy. Kolejny skarb czekał gdzieś za mapą, następny wróg pojawiał się chwilę po pokonaniu poprzedniego, a bohaterowie potrafili przeżyć sytuacje, po których normalny człowiek na zawsze przestałby wychodzić z domu. Taka historia zasługuje na moment, w którym naprawdę można odstawić kompas

Platforma postanowiła również zrobić z finału coś większego niż kolejny rząd miniaturek w aplikacji. 15 sierpnia w Los Angeles odbędzie się Pogues for Life: A Fan Farewell Event z obsadą, wspomnieniami i nagrodami wybieranymi przez fanów. Wydarzenie będzie transmitowane w Tudum, a uczestnicy internetowego pokazu zobaczą pierwszy odcinek sezonu jeszcze przed jego oficjalną premierą. 

Takie podejście może wydawać się marketingową oczywistością. Popularny serial kończy bieg, więc organizujemy imprezę, wyciągamy obsadę na scenę i sprzedajemy widzom jeszcze odrobinę wzruszeń. Jasne. Nadal jest jednak różnica między pożegnaniem przygotowanym razem z twórcami a nekrologiem napisanym przez dział prasowy kilka tygodni po cliffhangerze. 

Przypadek Outer Banks nie oznacza oczywiście, że każdy serial powinien ciągnąć się przez pięć sezonów. Czasem najlepszą decyzją jest szybkie zakończenie, zanim dobry pomysł zostanie rozciągnięty do grubości paragonu. Chodzi raczej o uczciwość wobec opowieści. Gdy platforma wie, że następnej serii nie będzie, może dać twórcom kilka odcinków na zamknięcie drzwi. Widz nie potrzebuje dwudziestu sezonów. 

Ostatnia fala

Netflix nie zasługuje na medal za pozwolenie własnemu hitowi dotrzeć do zakończenia. Tak powinno działać opowiadanie historii. Dziś nawet zwyczajna meta wygląda jednak niemal odświętnie, bo katalogi platform są pełne seriali przerwanych w chwili, gdy zaczynały odsłaniać karty. Outer Banks dostaje finał, datę, wydarzenie dla fanów i możliwość powiedzenia ostatniego słowa. Niby podstawowy pakiet. W streamingu coraz częściej wersja premium.

Pogues przeżyli burze, strzelaniny, zdrady i więcej polowań na skarby, niż dałoby się bezpiecznie wpisać do jednego wakacyjnego planu. Teraz czeka ich rzecz znacznie rzadsza: prawdziwe zakończenie. Gdy 20 sierpnia ruszą w ostatnią podróż, widzowie przynajmniej będą wiedzieli, że na końcu mapy znajduje się finał, a nie komunikat o zmianie strategii programowej. Czasami największym skarbem w streamingu okazuje się po prostu ostatni odcinek.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper