Stare filmy znów ratują ofertę Netflixa. Te thrillery nadal zawstydzają większość nowości
Netflix co miesiąc dorzuca do katalogu nowe filmy z minami tak poważnymi, jakby każdy z nich właśnie przyjechał ratować kino. Świeże plakaty, znajome twarze, zwiastuny pocięte tak szybko, że człowiek nie zdąży zauważyć, czy pod efektownym montażem w ogóle kryje się jakaś historia. A potem mija kilka dni, miniatura znika z pierwszego rzędu i okazuje się, że znacznie więcej emocji daje produkcja, która miała premierę kilkanaście lat temu. Stara, sprawdzona i nadal ostrzejsza niż połowa nowości wyjętych prosto z algorytmu.
W sierpniowym katalogu znów pojawi się kilka takich filmów - thrillerów, które nie potrzebowały co pięć minut wyjaśniać widzowi, że właśnie ma się bać. Budowały napięcie spojrzeniem, ciszą, jednym złym wyborem i ludźmi, przy których nawet zwykła rozmowa zaczynała pachnieć katastrofą. Wiecie, czasem platforma wydaje miliony na poszukiwanie następnego hitu, a najlepsze rzeczy już dawno powstały.
Archiwum znowu na pierwszej stronie
Netflix działa dziś trochę jak ogromny supermarket, w którym co tydzień ktoś przestawia półki i próbuje przekonać nas, że właśnie przyjechała najważniejsza dostawa roku. Nowości lądują na wielkich banerach, dostają czerwone oznaczenia i przez kilka dni wyskakują z każdego kąta aplikacji. Później algorytm przesuwa je głębiej, robi miejsce następnym i cała zabawa zaczyna się od początku.
Sierpniowy zestaw thrillerów pokazuje to wyjątkowo dobrze. Nightcrawler nadal wbija szpilę w świat mediów karmiących się cudzym nieszczęściem, a Jake Gyllenhaal jako Lou Bloom wygląda jak człowiek, który nauczył się uśmiechać wyłącznie po to, żeby łatwiej wejść do zamkniętego pomieszczenia. Dziewczyna z tatuażem Davida Finchera od pierwszych minut zalewa ekran chłodem, błotem i poczuciem, że za drzwiami porządnego domu może gnić coś znacznie gorszego niż rodzinny sekret.
Trochę inaczej działa Ingrid Goes West, choć pod kolorową powierzchnią również trzyma coś ostrego. Aubrey Plaza gra kobietę próbującą wejść do idealnego życia oglądanego wcześniej przez ekran telefonu. Im bliżej podchodzi do swojej internetowej obsesji, tym wyraźniej widać, że piękne zdjęcia są tu dekoracją postawioną przed bardzo pustym pokojem. Film powstał przed erą dzisiejszych influencerów generowanych przez algorytmy, a mimo to momentami wygląda, jakby ktoś nakręcił go po przejrzeniu naszych kont z przyszłości.
Stare filmy, świeże nerwy
Te powroty obnażają pewien problem nowych produkcji streamingowych. Wiele z nich wygląda dobrze na miniaturce, ma mocne pierwsze dziesięć minut i scenę stworzoną specjalnie po to, żeby krążyła później w krótkich klipach. Potem napięcie uchodzi jak powietrze z materaca, bohaterowie zaczynają tłumaczyć własne emocje, a finał pozostawia więcej miejsca pod ewentualną kontynuację niż pod sensowne zakończenie. Starsze thrillery zwykle nie miały luksusu budowania marki przez pięć sezonów.
Pomaga im również cierpliwość. Fincher potrafi zatrzymać kamerę na twarzy odrobinę dłużej, niż robi się wygodnie. Nightcrawler pozwala bohaterowi przesuwać granice tak powoli, że widz orientuje się za późno, jak daleko za nim zaszedł. Nikt nie podkłada co kilka minut głośnego dźwięku, żeby przypomnieć o napięciu.
Nie znaczy to, że kiedyś produkowano wyłącznie arcydzieła, a dzisiejszy Netflix nie ma niczego wartościowego. Stare przeciętniaki po prostu zdążyły spaść z sita pamięci, podczas gdy obecne oglądamy razem z całą masą rzeczy, o których za dekadę nikt nie wspomni. Mimo tego obecność takich filmów w katalogu jest potrzebna. Pozwala zestawić świeże premiery z produkcjami, które przetrwały pierwszą falę zachwytów, późniejsze mody i zmianę sposobu oglądania.
Dla Netflixa archiwalne hity są przy tym wyjątkowo wygodnym paliwem. Nie trzeba finansować zdjęć, czekać na efekty ani zastanawiać się, czy gwiazda dojedzie na kampanię promocyjną. Wystarczy kupić licencję, postawić znajomy tytuł w dobrym miejscu i pozwolić, żeby reputacja zrobiła resztę. Widz dostaje wartościowy film, platforma wypełnia katalog, a nowości otrzymują dość niewygodne towarzystwo.
Podsumowując
Stare filmy ratują Netflix tym, że ktoś kiedyś potraktował widza poważnie, zaufał atmosferze i nie próbował co chwilę odzyskiwać jego uwagi głośnym montażem. Nightcrawler, Dziewczyna z tatuażem oraz Ingrid Goes West pochodzą z różnych miejsc, ale każda z tych produkcji zostawia po sobie nieprzyjemny ślad. Człowiek kończy seans, odkłada pilot i jeszcze przez chwilę nie ma ochoty wracać do przewijania miniaturek.
Może więc najlepszą sierpniową nowością wcale nie będzie rzecz naprawdę nowa. Czasami platforma musi tylko otworzyć magazyn, odsunąć kilka zakurzonych pudeł i przypomnieć widzom, że napięcie nie starzeje się tak szybko jak technologia. Zwłaszcza gdy siedzi w dobrze napisanej postaci, złym spojrzeniu i historii, która nie wypuszcza nas z pokoju zaraz po zgaśnięciu ekranu.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych