Netflix odświeża mangę sprzed ponad 70 lat. Anime nie musi żyć wyłącznie nowościami
Anime pędzi dziś tak szybko, że czasem trudno zapamiętać tytuł poprzedniego hitu, zanim platformy rzucą nam pod nogi kolejne dwanaście premier. Nowe sezony, świeże adaptacje, następne mangi ustawione w kolejce do ekranizacji - wszystko pachnie chwilą, trendem i walką o uwagę widza, który wieczorem ma jeszcze pięć innych rzeczy do nadrobienia. Netflix postanowił jednak odwrócić głowę od taśmy produkcyjnej i zajrzeć znacznie głębiej do archiwum.
I bardzo dobrze. Dobra opowieść nie dostaje nagle daty ważności tylko dlatego, że jej pierwsze kadry powstały, gdy telewizor był luksusem. Anime nie musi przez cały czas gonić za następną sensacją, najmodniejszą kreską i bohaterem skrojonym pod krótki klip w mediach społecznościowych. Czasem warto wyciągnąć z półki historię starszą od większości współczesnych marek i sprawdzić, czy pod pożółkłymi stronami nadal bije serce.
Stara opowieść, nowa wstążka
The Ribbon Hero to współczesna interpretacja Princess Knight, mangi Osamu Tezuki sprzed ponad siedemdziesięciu lat. W centrum ponownie stoi Sapphire, młoda bohaterka zmuszona chwycić za miecz, gdy jej świat rozpada się pod naporem potężnego zagrożenia. Zmieniła się kreska, tempo i sposób opowiadania, ale pod spodem nadal pracuje fundament postawiony w czasach, gdy dzisiejszy rynek anime nie istniał nawet w najodważniejszych marzeniach.
Sam wybór tej historii jest ciekawszy niż kolejna adaptacja mangi, której pierwszy tom jeszcze pachnie farbą drukarską. Princess Knight wyrasta z zupełnie innej epoki, a mimo to jej bohaterka, baśniowa przygoda i zabawa rolami narzuconymi przez otoczenie wcale nie brzmią jak muzealny eksponat. Tezuka stworzył opowieść, która pomagała wyznaczać kierunek mandze shojo i późniejszym historiom o wojowniczych dziewczynach.
Oczywiście taka operacja łatwo może skończyć się źle. Wystarczy zachować imiona, dorzucić współczesną animację i wygładzić wszystko, co w oryginale wydaje się dziś trochę niewygodne. Klasyk zostaje wtedy sprowadzony do logo przyklejonego na nowym produkcie. The Ribbon Hero ma jednak ekipę, która przynajmniej wizualnie nie wygląda na zainteresowaną spokojnym odtwarzaniem dawnych kadrów.
Archiwa są pełne gotowych hitów
Anime nie cierpi dziś na brak materiału. Co sezon dostajemy nowe adaptacje, kontynuacje i historie przenoszone na ekran, zanim manga zdąży dobrze rozgościć się na księgarnianej półce. W tym pośpiechu łatwo jednak zapomnieć, że za plecami stoją całe dekady produkcji, których młodszy widz zwyczajnie nie ma jak poznać.
Dobre odświeżenie może ten mur rozebrać bez wysadzania domu stojącego po drugiej stronie. Czasem wystarczy poprawić obraz, udostępnić całość na współczesnej platformie i zadbać, żeby napisy nie wyglądały jak plik znaleziony na starym forum. Innym razem lepiej stworzyć nową adaptację, która zachowa serce pierwowzoru, ale pozwoli bohaterom ruszać się w rytmie zrozumiałym dla dzisiejszej publiczności.
Największą korzyścią byłoby uratowanie klasyków przed dziwną formą kulturowego zapomnienia. Wszyscy powtarzają, że dana manga była przełomowa, konkretne anime wpłynęło na całe pokolenie twórców, a bohater stał się wzorem dla setek następców. Później nowy fan próbuje sam to sprawdzić i odbija się od niedostępnej licencji, wydania sprzed trzydziestu lat albo materiału zamkniętego na nośniku, którego nie ma już gdzie włożyć.
Jest tylko jeden warunek: klasyków nie wolno traktować jak kopalni darmowych marek. Ich odświeżanie ma sens, gdy wynika z ciekawości, szacunku i przekonania, że dana historia nadal potrafi coś powiedzieć. Jeśli jedynym planem będzie naklejenie starego tytułu na współczesny szablon, równie dobrze można zostawić oryginał w spokoju.
Podsumowując
Netflix nie odkrył tajnego magazynu, w którym leżą setki gotowych hitów wymagających wyłącznie nowej kreski. Każdy powrót niesie ryzyko, a wiek historii sam w sobie nie gwarantuje, że współczesny widz znajdzie w niej coś dla siebie. Mimo tego warto próbować. Anime zbudowało własną historię zbyt bogatą, żeby traktować ją jak stertę starych taśm, po które sięga się wyłącznie podczas rocznic.
Jeżeli The Ribbon Hero znajdzie publiczność, najciekawszym skutkiem nie będzie nawet powrót Sapphire. Ważniejszy może okazać się sygnał wysłany do całej branży: nowość nie zawsze musi oznaczać historię wymyśloną wczoraj. Czasem najbardziej świeżym ruchem jest otwarcie książki sprzed siedemdziesięciu lat i przeczytanie jej jeszcze raz - tym razem głośno, dla całego świata.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych