final fantasy vii revelation

Wkładasz płytkę i grasz? Czasem nawet więcej niż jedną, czyli o magii wydań wielopłytowych

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 18:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Sony postanowiło ostatnio dosłownie zabić rynek płyt z grami wideo, co będzie miało poważne konsekwencje dla całej branży, już na całą naszą przyszłość. Dlatego też dziś postanowiliśmy nieco powspominać jak to dawniej bywało i gry wychodziły czasem nie na jednej, ale nawet i siedmiu płytach! 

Cyfrowa przyszłość jest nieunikniona i raczej nie da się temu tak naprawdę zapobiec. Muzyka uciekła w streaming, filmy i seriale także - ba, nawet telewizja ratuje się internetowymi rozwiązaniami, do których nie potrzebujecie kart, dekoderów i innych pierdół. Jest jednak jedna taka forma rozrywki, która w cyfrze sprzedaje się równie dobrze co Virtual Boy na premierę - czyli wcale. Mowa oczywiście o wszelkiego rodzaju książkach, mangach i komiksach. Dlaczego tak jest?

Dalsza część tekstu pod wideo

Bo mało kto chce czytać takie rzeczy na ekranie - niby na Google Play są książki, niby Marvel ma kolekcję online, ale jeśli chodzi o papier, ten zdecydowanie wygrywa z e-bookami, czytnikami oraz wszelką cyfryzacją takich treści. Tutaj powstaje zatem jedno bardzo ważne pytanie, a mianowicie; Do jakiej kategorii należą gry wideo?. Teoretycznie jako medium pasujemy do obydwu kategorii, albowiem gry da się streamować, a także przechowywać i wydawać wyłącznie cyfrowo, ale mimo wszystko ciężko jest w pełni przenieść interaktywną zabawę do świata, gdzie nie da się namacalnie nic "poczuć". Koniec końców wszystko nadal wychodzi w formie fizycznej - muzyka na vinylach i CD, filmy na blu-ray i DVD. Dlaczego mielibyśmy zatem zostać pozbawieni jakiejkolwiek alternatywy, nawet dla tych kilku procent kolekcjonerów?

Mała lekcja historii

Historia fizycznej dystrybucji gier konsolowych przez lata była nierozerwalnie związana z rozwojem kolejnych nośników. Jednym z najważniejszych momentów była premiera pierwszego PlayStation, które w 1994 roku postawiło na płyty CD zamiast kartridży. Nośnik o pojemności około 650–700 MB pozwolił twórcom tworzyć znacznie większe produkcje, a jednocześnie obniżył koszty ich produkcji. Wcześniej Nintendo i Sega korzystały przede wszystkim z kartridży, które były szybsze i trudniejsze do skopiowania, ale jednocześnie znacznie droższe w produkcji. Sony pokazało, że przyszłość może należeć do optycznych nośników. W kolejnej generacji PlayStation 2 otrzymało napęd DVD, który oferował wielokrotnie większą pojemność od CD, co pozwoliło przechowywać na jednej płycie ogromne jak na tamte czasy światy, długie przerywniki filmowe, muzykę i dubbing. Xbox również korzystał z DVD, podczas gdy Nintendo i Sega jeszcze przez pewien czas eksperymentowało z własnymi rozwiązaniami, jak charakterystyczne małe płyty GameCube czy GD-ROM z Dreamcasta.

Kolejna wielka zmiana nastąpiła wraz z generacją PlayStation 3 i Xbox 360. Microsoft zdecydował się pozostać przy DVD, co oznaczało, że większe produkcje musiały być wydawane na kilku płytach, zakotwiczając konsolę w "antycznych" problemach rodem z PSX-a. W przypadku niektórych gier było to szczególnie odczuwalne, gdzie na przykład Lost Odyssey trafiło na aż cztery płyty DVD. Sony postawiło natomiast na Blu-ray, oferujący początkowo 25 GB na jednej warstwie i nawet 50 GB na płycie dwuwarstwowej i był to ogromny skok pojemności, który z czasem stał się szczególnie istotny przy rosnących rozmiarach gier. Jeszcze w czasach PS3 i Xbox 360 fizyczna kopia była jednak zazwyczaj rzeczywiście kompletną grą. Po zakupie pudełka wystarczyło włożyć płytę do konsoli i rozpocząć zabawę, choć wraz z rozwojem usług sieciowych coraz częściej pojawiały się aktualizacje, DLC oraz instalacje części danych na dysku - tutaj za przykład może posłużyć Gran Turismo 6.

Od czasów ósmej i dziewiątej generacji dla konsol Sony i Microsoftu sytuacja zmieniła się już diametralnie. Blu-ray nadal jest podstawowym nośnikiem fizycznych wydań, ale jego obecność nie oznacza, że cała gra znajduje się na płycie. Produkcje zajmujące kilkadziesiąt, a nawet ponad 100 GB sprawiły, że coraz częściej konieczne są ogromne aktualizacje pobierane z internetu. W przypadku niektórych tytułów płyta jest wręcz jedynie sposobem na instalację podstawowych danych i potwierdzenie posiadania gry. Są jednak wyjątki i niektóre gry na PS5 czy Xbox Series wychodzą na wielu płytach, jak na przykład Horizon Forbidden West: Complete Edition, Final Fantasy VII Rebirth czy też Baldur's Gate 3.

Jednocześnie Nintendo, które przez lata konsekwentnie korzystało z kartridży, wraz ze Switchem ponownie spopularyzowało fizyczne nośniki w tej formie, jednak od czasów Nintendo Switch 2 część dużych produkcji korzysta z tzw. game-key cards wymagających pobrania właściwej gry. W efekcie fizyczna dystrybucja nie zniknęła, ale jej znaczenie całkowicie się zmieniło. Dawniej kupowaliśmy płytę lub kartridż, aby mieć grę, jednak dzisiaj coraz częściej kupujemy fizyczne wydanie, aby mieć prawo do korzystania z gry oraz jej kolekcjonerskie pudełko, podczas gdy reszta procesu odbywa się już za pośrednictwem internetu. Miło mieć zatem takie perełki jak Everarcade, które dalej hołduje klasycznej fizycznej dystrybucji.

Piękne czasy, ale czy na pewno?

Wielopłytowe gry przez lata były czymś znacznie więcej niż tylko techniczną koniecznością. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że jedna produkcja mogła być podzielona na dwie, trzy, a nawet cztery płyty, ale w czasach PlayStation było to niemal częścią magii całego doświadczenia. Final Fantasy VII, VIII i IX, a także Metal Gear Solid, pokazywały, że pojedyncza gra może być tak ogromna, że zwyczajnie nie mieści się na jednym krążku. Moment, w którym na ekranie pojawiał się komunikat z prośbą o włożenie kolejnej płyty, potrafił mieć wręcz symboliczne znaczenie, bowiem oto właśnie przekraczaliśmy kolejną granicę wielkiej przygody. Kolejne płyty były niczym fizyczne rozdziały jednej historii, a ich zmiana często oznaczała wejście w zupełnie nowy etap podróży.

Co ciekawe, ten zwyczaj przetrwał znacznie dłużej, niż mogłoby się wydawać. Na Xbox 360 Lost Odyssey potrzebowało aż czterech płyt DVD, a God of War II czy Wiedźmin 2 zostały wydane na dwóch dyskach. W każdym z tych przypadków dodatkowy krążek był pewnego rodzaju świadectwem rozmachu produkcji oraz fizycznym dowodem na to, ile zawartości twórcy próbowali upchnąć w jednym pudełku. Dzisiaj podobną funkcję może pełnić rozmiar pobieranej gry liczony w dziesiątkach czy ponad stu gigabajtach, ale nie ma w tym już tej samej namacalności. Final Fantasy VII Rebirth pokazało z kolei, że wielopłytowe wydania mogą powrócić nawet we współczesnej generacji. Wielka gra Square Enix została wydana na dwóch płytach Blu-ray na PlayStation 5, co dla starszych graczy było niemal nostalgicznym powrotem do czasów, gdy „Disc 2” było czymś zupełnie normalnym.

Był jednak jeden dość poważny minus takiego rozwiązania. Wystarczyło uszkodzić jedną płytę, aby nagle problem miała cała gra. Nie było możliwości po prostu pobrania brakujących danych z internetu czy zastąpienia uszkodzonego krążka cyfrową kopią. Jeśli jedna z czterech płyt Lost Odyssey przestała być odczytywana, mogliśmy mieć w domu trzy działające płyty i… nadal niekompletną grę. Podobnie wyglądało to w przypadku Final Fantasy VII–IX czy Metal Gear Solid. Z perspektywy czasu jest w tym jednak coś wyjątkowo intrygującego, albowiem każda płyta była fizyczną częścią konkretnej przygody, a przełożenie jej do konsoli miało w sobie coś z małego rytuału. Dziś gry są większe niż kiedykolwiek, ale trudno o równie charakterystyczny moment jak komunikat „Please insert Disc 2” pojawiający się po kilkudziesięciu godzinach rozgrywki.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Igor Chrzanowski Strona autora
cropper