Pokémon TCG 30th Celebration - Futuristic rare

Po karty Pokemon trzeba będzie pokazać twarz. Kolekcjonerstwo dawno przestało być niewinną zabawą 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Jeszcze niedawno najpoważniejszym problemem przy kupowaniu kart Pokemon było trafienie na pustą półkę albo wyciągnięcie z paczki kolejnego pospolitego stworka. Dziś przy kasie może czekać kamera, która sprawdzi nie tylko, co kupujemy, ale też czy przypadkiem nie próbujemy zrobić tego drugi raz. Kolekcjonerska zabawa o kolorowych kartonikach dotarła do miejsca, w którym sklep musi zapamiętać twarz klienta.

Trudno o lepszy obraz tego, jak bardzo wszystko wymknęło się spod kontroli. Tam, gdzie kiedyś dzieci wymieniały się kartami na szkolnym korytarzu, dziś krążą spekulanci, automaty do kupowania towaru i ludzie gotowi godzinami stać w kolejce po produkt, którego nawet nie zamierzają otworzyć. Z jednej strony sklep próbuje zatrzymać tych, którzy obchodzą limity. Z drugiej prosi zwykłego fana, żeby za możliwość kupienia paczki zostawił własną twarz. =

Dalsza część tekstu pod wideo

Twarz zamiast paragonu

Sam pomysł brzmi jak żart napisany przez kogoś, kto za długo siedział w Internecie. Wchodzisz do sklepu po karty z kieszonkowymi potworami, a system patrzy ci prosto w oczy i sprawdza, czy przypadkiem nie byłeś tu już wcześniej. Nie chodzi o wejście do banku, odbiór paszportu ani dostęp do pilnie strzeżonego budynku. Chodzi o limitowane pudełko Pokemonów. Sklepy próbują w ten sposób pilnować, żeby jedna osoba nie obchodziła ograniczeń i nie wynosiła towaru przeznaczonego dla kolejnych klientów. Skala problemu musiała więc dojść do naprawdę dziwnego miejsca, skoro zwykły limit na paragon przestał wystarczać.

Z punktu widzenia sprzedawcy logika jest dość czytelna. Człowiek może zmienić ubranie, wrócić kilka godzin później, ustawić się w innej kolejce albo wysłać do środka znajomego. Twarz trudniej zostawić w samochodzie. Technologia ma odciąć spekulantów od wielokrotnych zakupów i sprawić, że więcej paczek trafi do ludzi, którzy naprawdę chcą je otworzyć. Problem zaczyna się przy cenie tej skuteczności. Zwykły klient oddaje sklepowi dane biometryczne, bo ktoś inny postanowił zrobić biznes na sztucznie ograniczonym dostępie do kartonowych pudełek.

I tu pojawia się niewygodne pytanie o proporcje. Nawet gdy system działa uczciwie, przechowuje dane krótko i służy wyłącznie do pilnowania limitów, próg został przekroczony. Przyzwyczajamy ludzi, że skan twarzy jest normalną częścią zakupów, jeśli produkt cieszy się wystarczająco dużym zainteresowaniem. Dziś Pokemony, jutro limitowane buty, konsola, figurka albo bilet na wydarzenie. Technologia wchodzi drzwiami otwartymi przez spekulantów, lecz później wcale nie musi grzecznie nimi wyjść.

Zabawa zamieniona w giełdę

Kolekcjonerstwo zawsze miało w sobie trochę polowania. Szukało się brakującej karty, porównywało stan egzemplarzy, cieszyło z rzadkiego trafienia i czasem wydawało zdecydowanie za dużo na rzecz, której większość ludzi nie odróżniłaby od kawałka kolorowego papieru. Różnica polega na tym, że dawniej najważniejsza była sama kolekcja.

Wokół limitowanych produktów wyrósł cały przemysł błyskawicznego wykupywania zapasów. Towar znika ze sklepu, zanim normalny klient zdąży skończyć pracę, a chwilę później wraca na portale aukcyjne z ceną podbitą o kilkadziesiąt albo kilkaset procent. Pudełko nie musi zostać nawet otwarte. Najlepiej, żeby folia została nietknięta, bo wtedy nie kupuje się już zabawy ani niespodzianki. 

Najbardziej absurdalne jest to, że rynek sam napędza własne szaleństwo. Informacja o brakach wywołuje strach przed przegapieniem okazji, strach nakręca kolejki, kolejki przyciągają kolejnych spekulantów, a zdjęcia pustych półek potwierdzają wszystkim, że produkt musi być niezwykle cenny. W pewnym momencie karta jest droga dlatego, że ludzie są przekonani, iż powinna być droga.

Nie oznacza to, że każdy kolekcjoner stał się inwestorem w czapce z daszkiem i kalkulatorem w telefonie. Nadal są ludzie kupujący paczki dla emocji, ilustracji, sentymentu albo zwykłej radości z uzupełniania segregatora. Właśnie oni płacą jednak za zachowanie reszty rynku. Dostają limity, kolejki, wyższe ceny i teraz również system, który chce zapamiętać ich twarz. Spekulant próbuje zarobić kilkaset procent, sklep próbuje go zatrzymać, a fan stojący między nimi musi udowadniać, że naprawdę przyszedł tylko po jedno pudełko.

Czy już wszystkie masz?

Rozpoznawanie twarzy może ograniczyć wielokrotne zakupy, ale nie naprawi gorączki, która od dawna otacza limitowane karty. Dopóki mały nakład spotyka się z ogromnym popytem i łatwą odsprzedażą, ktoś zawsze będzie próbował obejść zasady. Można postawić więcej kamer, pisać dłuższe regulaminy i wymyślać kolejne zabezpieczenia. Towar, na którym da się szybko zarobić, nadal będzie przyciągał ludzi zainteresowanych nim znacznie mniej niż ceną na aukcji.

Najsmutniejsze jest chyba to, jak daleko cała ta historia odjechała od prostego pytania drukowanego kiedyś na wszystkim, co związane z Pokemonami: czy już wszystkie masz? Dziś odpowiedź mogłaby brzmieć: zależy, ile kont założyłeś, ilu znajomych wysłałeś do sklepu i czy kamera rozpoznała cię przy drugim podejściu. Trudno później dziwić się, że dziecięca ekscytacja zaczyna wyglądać jak bardzo poważny biznes.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper