Wiedźmin 3 ma już 11 lat, a znów może skraść całe show. Nie każda legenda musi odejść
Jedenaście lat to w grach cała epoka. W tym czasie zdążyły zmienić się konsole, modele biznesowe, mody, ceny i pomysły na to, czym właściwie powinno być wielkie RPG. Jedne produkcje przychodziły z hukiem, przez chwilę rządziły rozmowami, a potem znikały gdzieś pomiędzy kolejną aktualizacją a wyprzedażą. Wiedźmin 3 tymczasem nadal siedzi przy stole jak stary wyjadacz, który nie musi już niczego udowadniać. Wystarczy, że lekko uniesie brew, poprawi dwa miecze na plecach i pół branży znowu zaczyna patrzeć w jego stronę.
Najdziwniejsze jest to, że ten powrót wcale nie pachnie odgrzewaniem dawnej chwały. Geralt nie potrzebuje kolejnej rocznicowej laurki, żeby przypomnieć, dlaczego tyle osób zostawiło w jego świecie setki godzin. Ta gra wciąż ma ciężar, którego nie da się dopisać patchem ani kupić większym budżetem. Wiecie, nie każda legenda powinna schodzić ze sceny tylko dlatego, że kalendarz zdążył przewrócić kilka kartek za dużo. Czasem wystarczy ponownie zapalić reflektory i sprawdzić, czy stary wiedźmin nie ukradnie całego przedstawienia jeszcze jeden raz.
11 lat, a dalej świeżo
Wiedźmin 3 powstał w czasach, gdy wielkie gry nie próbowały zamienić każdego wolnego wieczoru w sezonową przepustkę. Geralt ruszał na szlak, tablice uginały się pod ogłoszeniami, wieśniacy mieli problemy z potworami, duchami albo sąsiadem, a zwykłe zlecenie potrafiło po godzinie zostawić człowieka z moralnym kacem. Jedenaście lat później grafika zdradza już swój wiek w kilku miejscach, animacje czasem trzeszczą, a Płotka nadal potrafi zaparkować na dachu. Tylko jakoś trudno przez to wszystko uznać, że Dziki Gon zrobił się stary.
Duża w tym zasługa świata, który nie wyglądał jak teren wysypany znacznikami przez nadgorliwego kartografa. Velen miało błoto pod paznokciami, Novigrad własny rytm, a Skellige pachniało zimnym morzem jeszcze przed dopłynięciem do brzegu. Nawet krótki wypad po nowy miecz potrafił skończyć się rozmową, bójką, odkryciem piwnicy pełnej trupów i powrotem nad ranem z zupełnie innym zadaniem niż to, od którego zaczynaliśmy. Gra pozwalała zgubić plan dnia, a potem nagradzała nas za to lepiej niż wiele produkcji za wykonanie głównego questa.
Najmocniej trzymają się jednak historie. Krwawy Baron, Pan Lusterko, siostry z Krzywuchowych Moczarów, uczta na Skellige - te sceny miały bohaterów, których można było lubić, nienawidzić i próbować zrozumieć, często jednocześnie. Dlatego kolejne powroty do gry przypominają wizytę w miejscu, które dobrze znamy, choć za każdym razem skręcamy w uliczkę pomijaną przez poprzednie sto godzin.
A to nie koniec!
Gdy wydawało się, że ostatnie wino w Toussaint zostało już wypite, CD Projekt Red ponownie zawiesił Geraltowi miecze na plecach. Pieśni przeszłości mają być trzecim pełnoprawnym dodatkiem fabularnym do Wiedźmina 3, zapowiedzianym ponad dekadę po premierze podstawowej gry. Sam pomysł brzmi trochę jak wiadomość przyniesiona przez portal z alternatywnej rzeczywistości.
Na razie twórcy trzymają karty blisko kaftana. Wiemy, że znów wcielimy się w Geralta i przeżyjemy całkowicie nową przygodę, ale miejsce akcji, przeciwnicy oraz punkt osadzenia historii nadal pozostają tajemnicą. Sam tytuł pobudza jednak wyobraźnię. „Pieśni przeszłości” pachną starymi winami, zapomnianymi długami i sprawami, które miały zostać pogrzebane głęboko pod warstwą legend.
Premiera została zaplanowana na 2027 rok, wyłącznie na PC oraz konsole obecnej generacji. To również daje do myślenia. Twórcy nie muszą oglądać się na sprzęt, który pamięta premierę podstawowej wersji, więc mogą pozwolić sobie na bardziej rozbudowane lokacje, gęstszy świat i techniczne poprawki wykraczające poza zwykły zestaw nowych questów. Oczywiście oczekiwania od razu stanęły pod samym sufitem. Po Sercach z Kamienia oraz Krwi i Winie słowo „dodatek” w wykonaniu CD Projekt Red znaczy trochę więcej niż u większości wydawców.
Konkludując...
Wiedźmin 3 nie potrzebował nowego rozdziału, żeby zachować swoje miejsce w historii. Zdążył już zrobić wystarczająco dużo, przejąć wystarczająco wiele wieczorów i zostawić za sobą ślad głębszy niż koleiny po wozach na drogach Velen. Nie przypomina nerwowej próby wyciągnięcia starej marki z piwnicy. Geralt siedział spokojnie przy ogniu, czekając, aż ktoś ponownie podrzuci mu kontrakt.
A kiedy Pieśni przeszłości wreszcie zabrzmią, młodsze gry mogą mieć mały problem. W 2027 roku na rynku nie zabraknie piękniejszych światów, szybszych systemów i nowych bohaterów próbujących zdobyć własną legendę. Później do karczmy wejdzie siwowłosy wiedźmin z gry mającej dwanaście lat, położy miecze przy stole i znów skupi na sobie wszystkie spojrzenia. Nie każda legenda musi wiedzieć, kiedy odejść. Niektóre doskonale wiedzą, kiedy wrócić.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych