Już nie kupujemy konsol dla gier? GTA 6 to zmienia…

Już nie kupujemy konsol dla gier? GTA 6 to zmienia…

Kajetan Węsierski | Wczoraj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Przez ostatnie lata coraz częściej można było odnieść wrażenie, że konsole przestały być kupowane dla jednej konkretnej gry. Wybieraliśmy ekosystem, znajomych, pada, abonament, bibliotekę, przyzwyczajenia, promocje, wygodę albo po prostu tę stronę barykady, na której siedzimy od dawna i nie chce nam się już przenosić całego cyfrowego życia gdzie indziej. Ekskluzywne tytuły nadal miały znaczenie, jasne, ale rzadziej brzmiały jak argument z dawnych czasów.

A potem na horyzoncie pojawia się GTA 6 i nagle ta cała nowoczesna układanka zaczyna wyglądać mniej stabilnie. W końcu są premiery, które można spokojnie przeczekać, a są też takie, przy których człowiek czuje, że jeśli nie będzie gotowy w dniu startu, to ominie go bardzo dużo. I GTA 6 ma w sobie ten rodzaj ciężaru, który potrafi uruchomić bardzo stare pytanie w zupełnie nowym wydaniu: czy jedna gra nadal może sprawić, że ludzie zaczną kupować sprzęt tylko po to, żeby być częścią wydarzenia? 

Dalsza część tekstu pod wideo

Bywało różnie

Kiedyś kupowanie konsoli dla jednej gry nie brzmiało jak fanaberia. Brzmiało jak normalny etap życia gracza. Człowiek widział nowe Halo, Metal Gear Solid, Zeldę, Uncharted albo Gran Turismo i gdzieś z tyłu głowy zaczynało się liczenie: ile trzeba odłożyć, co sprzedać, komu pożyczyć poprzednią konsolę i czy da się jakoś przekonać samego siebie, że to nie jest zachcianka, tylko inwestycja w przyszłe wieczory. Gry były wtedy ostrzejszymi granicami między obozami.

Dziś ta granica jest bardziej rozmazana. Ekskluzywność nadal istnieje, jasne, ale coraz częściej ma małą gwiazdkę zapisaną drobnym drukiem. Najpierw konsola, potem PC. Najpierw jedna platforma, potem druga. Najpierw „tylko u nas”, a po czasie okazuje się, że cierpliwość też bywa walutą. Do tego dochodzą abonamenty, biblioteki cyfrowe, wsteczna kompatybilność, cross-save’y, promocje i wygodne przywiązanie do miejsca, w którym już mamy konto, znajomych oraz kupione gry.

I trudno się temu dziwić, bo jedna gra za kilka tysięcy złotych brzmi dziś trochę absurdalnie. Rynek jest za duży, a backlogi tak napuchnięte, że czasem zakup nowej konsoli przypomina dokładanie kolejnego pokoju do domu, w którym i tak nie mamy czasu posprzątać. Gracze nauczyli się czekać. Na łatki, na edycje kompletne, na promocje, na wersje PC, na obniżki sprzętu.

A potem Vice City

Napiszę wprost - GTA 6 nie zachowuje się jak zwykła gra z kalendarza premier. Ono bardziej przypomina wydarzenie, które powoli zasłania cały horyzont. Takie, o którym będą mówić ludzie grający codziennie, ludzie grający raz na pół roku i ludzie, którzy ostatni raz trzymali pada przy GTA V, bo akurat byli u znajomego po maturze. Rockstar ma ten dziwny przywilej, że kiedy otwiera drzwi do nowego świata, wlatuje z nimi i futryną. 

Cóż, dlatego GTA 6 może wyciągnąć z szafy stary mechanizm kupowania sprzętu dla jednej gry. Dlatego, że przy takim tytule zdrowy rozsądek zaczyna mówić cichszym głosem. Jeśli ktoś od lat gra głównie na PC, ale wie, że na start może zostać poza imprezą, to zaczyna się robić nerwowo. Jeśli ktoś odkładał zakup obecnej generacji, bo „w sumie nie ma po co”, nagle dostaje najbardziej oczywiste „po co” od wielu lat. GTA 6 może nie sprzedawać konsol krzykiem. Ono może sprzedawać je strachem przed byciem poza rozmową.

Bo tu nie chodzi wyłącznie o samą rozgrywkę. Chodzi o pierwszy tydzień chaosu. O odkrywanie mapy, zanim zostanie rozebrana na części w poradnikach. O zobaczenie absurdalnej sceny własnymi oczami, zanim ktoś wrzuci ją jako mema z podpisem większym niż spoiler. O rozmowy, screeny, klipy, głupie wypadki samochodowe, przypadkowe eksplozje i to poczucie, że przez chwilę wszyscy zaglądają do tego samego cyfrowego miasta. Przy zwykłej premierze można powiedzieć: poczekam. Przy GTA 6 o to “poczekam” zdecydowanie trudniej. 

Najciekawsze jest to, że GTA 6 nie musi nawet być formalnie ekskluzywne dla jednej konsoli, żeby zadziałać jak system seller. Wystarczy, że na starcie zamknie wybór do konkretnych urządzeń. PlayStation 5 albo Xbox Series X|S - i nagle cała teoria o tym, że sprzęt kupuje się dziś dla ekosystemu, dostaje mocnego kopniaka w drzwi. Bo czasem ekosystem, abonament i sentyment przegrywają z jedną prostą potrzebą: chcę w to zagrać wtedy, kiedy gra cały świat. 

Podsumujmy to 

Może więc nie kupujemy już konsol dla gier tak często, jak kiedyś, ale to nie znaczy, że ten mechanizm całkiem umarł. On po prostu czekał na odpowiednio duży pretekst. Na przykład na debiut przy którym trudno stać z boku i udawać, że nas to nie rusza. GTA 6 ma właśnie taki ciężar.
W czasach abonamentów, cyfrowych bibliotek, portów na PC, promocji i rozsądnego czekania nagle wraca sytuacja, w której ludzie mogą zacząć patrzeć na konsole nie przez pryzmat tabelki funkcji, tylko jednej konkretnej przygody. Vice City majaczy na horyzoncie jak wielki neonowy magnes, a gracze znowu mogą zadawać sobie to stare, lekko niebezpieczne pytanie: czy naprawdę kupię sprzęt dla jednej gry? Przy większości premier odpowiedź brzmiałaby dziś: spokojnie, bez przesady. Przy GTA 6 ta przesada może jednak okazać się zaskakująco logiczna.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper