Dlaczego Xbox Series X jest tak niedoceniany, a często oferuje więcej od PS5. Największe zalety XSX
Xbox Series X to jedna z najbardziej niedocenionych konsol w historii tej branży. Przez większość generacji był znacznie lepszym urządzeniem, niż wynikałoby to z jego sprzedaży, reputacji i fatalnie prowadzonej marki. Mocny, cichy, wygodny, pełen dobrych rozwiązań systemowych - a jednocześnie promowany przez firmę, która przez kilka lat sprawiała wrażenie, jakby wstydziła się tego, że w ogóle produkuje konsole.
PlayStation 5 od początku było promowane w konkretny, przejrzysty sposób. Nowa generacja, nowy interfejs, nowy kontroler, nowe gry i wielka biała skrzynia, której nie dało się pomylić z żadnym starszym urządzeniem. Sony miało też potężniejszą markę, bardziej konsekwentną komunikację i ekskluzywy, które dawały konkretny powód do zakupu sprzętu. Microsoft wystawił przeciwko temu świetnie zaprojektowaną konsolę, ale przykrył ją starym menu, Game Passem i opowieścią o ekosystemie. Dopiero po latach zauważyłem, że pod tą nijaką narracją znajdowało się urządzenie, które w codziennym użytkowaniu potrafi zaoferować więcej od podstawowego PS5. Konsola Sony nadal ma wiele zalet (o których zresztą tutaj wspomnę), ale Microsoft również dostarczył na rynek bardzo fajny sprzęt.
Na papierze Xbox Series X jest mocniejszy od podstawowego PS5. Jego układ graficzny RDNA 2 oferuje 12 TFLOPS i 52 jednostki obliczeniowe, podczas gdy konsola Sony została zbudowana wokół mniejszego, ale wyżej taktowanego GPU (o wydajności 10,3 TF). Microsoft zastosował też 320-bitową magistralę pamięci i 10 GB GDDR6 o przepustowości 560 GB/s. To nie są liczby gwarantujące zwycięstwo w każdej grze, bo architektury konsol nie porównuje się jak dwóch kart graficznych w tabelce. Pokazują jednak, że Series X od początku otrzymał solidny zapas mocy i konstrukcję przygotowaną pod wysoką rozdzielczość, 120 klatek, VRR oraz bardziej wymagające ustawienia graficzne.
Beznadziejny marketing i brak spójnej wizji. Phil Spencer, coś Ty narobił?
Tyle że Microsoft nie umiał tej przewagi sprzedać, a deweloperzy nie zawsze potrafili ją wykorzystać. W pierwszych latach generacji zdarzały się gry działające lepiej na PS5, mimo słabszej specyfikacji konsoli Sony. Wpływały na to narzędzia, dokumentacja, dojrzałość środowiska deweloperskiego oraz konstrukcja samego GPU. Gdy jednak silnik dobrze skaluje się z większą liczbą jednostek obliczeniowych i przepustowością pamięci, Series X potrafi zaoferować wyższą rozdzielczość, stabilniejszą płynność albo lepsze ustawienia. Nie ma tu jednak żadnej reguły. Jest za to konsola, która w odpowiednich warunkach pokazuje, że deklarowane 12 TFLOPS faktycznie można wykorzystać. Zapewne, gdyby konsola się lepiej sprzedała, dostalibyśmy więcej odpowiednio zoptymalizowanych gier.
Podobnie wygląda sprawa HDR. Oczywiście NIE MOŻNA generalizować i powtarzać, że każda gra ma na Xboksie lepsze kolory niż na PS5, bo ostateczny rezultat zależy od implementacji w danym tytule, mapowania tonów, konfiguracji telewizora i jego trybu gry. Można jednak powiedzieć coś innego: Series X daje użytkownikowi szerszy zestaw narzędzi. Obsługuje HDR10, systemową kalibrację, Auto HDR oraz Dolby Vision Gaming, którego PS5 w grach nadal nie oferuje. Na kompatybilnym telewizorze Dolby Vision może lepiej zarządzać jasnymi światłami, detalami w ciemnych miejscach czy przejściami tonalnymi, a Auto HDR potrafi tchnąć nowe życie w starsze produkcje SDR. W wielu bezpośrednich porównaniach obraz na Xboksie wydaje się bardziej nasycony, kontrastowy i przestrzenny. Czasami to realna przewaga formatu i mapowania obrazu, a czasami różnica ustawień. Niemniej, zauważyłem to choćby w trylogii GTA, która na XSX jest znacznie ładniejsza niż na PS5 (nawet PS5 Pro, ale tam nie ma bezpośredniej aktualizacji). Edycja na Xboxa nie ma błędów graficznych (np. płaskiej bitmapy za samochodem), ma ładniejsze, dużo bardziej nasycone kolory, wyższą rozdzielczość i lepszą wodę. Takich różnic można zresztą znaleźć więcej w przeróżnych tytułach.
Series X jest również bardziej elastyczny jako centrum zestawu audio-wideo. Konsola obsługuje Dolby Atmos, DTS, Windows Sonic, Dolby TrueHD, VRR, ALLM i AMD FreeSync. PS5 mocno rozwinęło obsługę dźwięku przestrzennego i ma własny Tempest 3D AudioTech, ale to Xbox od początku zachowywał się jak sprzęt projektowany nie tylko do podłączenia pod pierwszy lepszy telewizor, lecz również pod amplituner, monitor albo bardziej rozbudowane kino domowe. Tyle, że tutaj akurat ta przewaga nie będzie miała znaczenia dla każdego. Dla właściciela dobrego OLED-a, soundbara lub amplitunera może być jednak bardzo konkretna.
Quick Resume i system, który wreszcie do czegoś się nadaje
Quick Resume pozostaje według mnie jedną z najlepszych funkcji tej generacji i nadal nie ma pełnego odpowiednika na PS5. Series X zapisuje stan kilku gier na dysku, dzięki czemu można przełączać się między nimi bez ponownego oglądania logotypów, ekranów startowych i długiego wczytywania zapisu. Dwa tytuły można przypiąć, aby konsola nie usunęła ich z pamięci, a od kilku miesięcy Quick Resume da się wyłączyć osobno dla wybranej produkcji. To istotne w przypadku gier sieciowych, które po wznowieniu lubiły wracać z zerwanym połączeniem i wymagały ponownego uruchomienia. Funkcja nie zawsze działa idealnie i wszędzie, ale kiedy działa prawidłowo, zmienia sposób korzystania z konsoli. Po kilku miesiącach człowiek zaczyna się dziwić, dlaczego każdy sprzęt nie potrafi tego samego.
Samo menu również jest dziś znacznie lepsze. Dashboard reaguje szybko, przewodnik otwiera się bez wychodzenia z gry, a dostęp do osiągnięć, nagrań, znajomych, ustawień dźwięku czy listy Quick Resume zajmuje chwilę. Interfejs jest renderowany w wyższej, natywnej rozdzielczości od 2021 roku, ale dopiero ostatnio (po awansie Sharmy) Microsoft zaczął konsekwentnie poprawiać zaniedbane szczegóły: ostrość gamerpików, grafik gier i osiągnięć, personalizację kolorów, liczbę grup przypinanych do ekranu głównego, historię grania, bibliotekę oraz informacje o synchronizacji zapisów. To nadal nie jest najpiękniejszy dashboard świata, ale przestał wyglądać jak system z poprzedniej generacji rozciągnięty do rozdzielczości 4K.
Co mnie cieszy, ostatnio w MS zmieniły się priorytety. Nagle konsola znowu zaczęła być traktowana jak produkt, o którego jakość warto zadbać. Pojawiło się wyraźniejsze eksponowanie gier ukończonych w 100%, możliwość ukrywania niechcianych pozycji, odznaki zależne od całkowitego Gamerscore, nowe elementy profilu, poprawione karty gier z Xbox 360 i czytelniejsza biblioteka. Jasne, to są tylko drobiazgi. Tyle, że dobre urządzenia składają się właśnie z dopracowanych drobiazgów, a przez poprzednie lata kierownictwo Xboksa zdawało się uważać, że gracz ma zachwycać się strategią korporacyjną i parszywym hasłem "wszystko jest Xboxem". Matko, jakie to było tragiczne.
Gamerscore również nadal ma swój urok. Faktem jest, że trofea na PlayStation lepiej celebrują zdobycie platyny i czytelniej pokazują wagę poszczególnych wyzwań. Xbox daje natomiast jeden wynik, który rośnie przez kolejne lata, urządzenia i generacje. Jest cyfrowym zapisem całej historii konta: od pierwszych gier na Xbox 360, przez Xbox One, po Series X czy komputer. Nowe poziomowe odznaki wreszcie zaczynają nadawać tej wielkiej liczbie bardziej widoczną rangę, a oznaczanie ukończonych w 100% gier częściowo zasypuje różnicę względem platyn Sony. Dla jednych trofea pozostaną bardziej eleganckie. Dla innych wbicie kolejnego tysiąca punktów do wyniku budowanego przez kilkanaście lat będzie znacznie bardziej satysfakcjonujące. Dajcie znać w komentarzach, który z tych systemów bardziej do Was przemawia.
Xbox nie odcina własnej przeszłości
Kompatybilność wsteczna jest obszarem, w którym Series X po prostu deklasuje PlayStation 5. Sony obsługuje ogromną większość biblioteki PS4, ale Microsoft sięga do Xbox One, Xbox 360 i pierwszego Xboksa. Nie każda stara gra działa z powodów technicznych lub licencyjnych, jednak te, które znalazły się w programie, często otrzymują coś więcej niż możliwość uruchomienia. Wyższa rozdzielczość, stabilniejsze klatki, szybsze wczytywanie, lepsze filtrowanie tekstur, Auto HDR i FPS Boost sprawiają, że produkcje sprzed kilkunastu lat mogą wyglądać i działać lepiej niż na oryginalnym sprzęcie. Sam przeszedłem w ten sposób choćby Gears of War 2 i 3, odpalone z wyższym klatkażem niż na X360, a dodatkowo z lepszym HDR i mam wrażenie, też wyższą rozdzielczością. Grało się znakomicie.
Do tego dochodzą Smart Delivery i Xbox Play Anywhere. Pierwszy system automatycznie dostarcza właściwą wersję gry dla posiadanej konsoli. Drugi pozwala w obsługiwanych tytułach kupić produkcję raz, a następnie kontynuować rozgrywkę na Xboksie i komputerze z zachowaniem zapisów, dodatków oraz osiągnięć. Play Anywhere obejmuje już ponad 1500 pozycji, a Microsoft rozwija również możliwość uruchomienia gry z chmury w czasie, gdy jej lokalna wersja dopiero się instaluje albo pobiera aktualizację. To nie jest tak widowiskowe jak nowe gry, ale to przyjemny i bardzo użyteczny dodatek dla graczy.
No dobra, ale przejdźmy do padów. DualSense jest bardziej zaawansowany technologicznie i nie ma sensu z tym dyskutować. Haptyka, adaptacyjne spusty, głośnik, mikrofon i touchpad potrafią znakomicie uzupełniać wrażenia z rozgrywki, gdy twórcy faktycznie zrobią z tego dobry użytek. Kontroler do Series X jest znacznie bardziej zachowawczy, lecz dla wielu graczy pozostaje wygodniejszy. Asymetryczne analogi lepiej układają lewy kciuk podczas poruszania postacią, bryła jest bardziej zwarta, faktura na chwytach, bumperach i spustach poprawia kontrolę, a hybrydowy krzyżak działa bardzo precyzyjnie (chociaż jest gorszy, niż w DualSense). W strzelankach i grach akcji pad od Xboksa jest dla mnie szybszy, lżejszy i bardziej bezpośredni. Do tego dochodzi Dynamic Latency Input, szeroka kompatybilność z komputerami i urządzeniami mobilnymi oraz swoboda zasilania: baterie, akumulatorki, wymienny pakiet albo kabel. DualSense robi zdecydowanie lepsze pierwsze wrażenie. Ale po czasie zauważyłem, że w bardzo wiele tytułów lepiej gra mi się na padzie od Xboxa.
Sama konsola również została wykonana bardzo dobrze. Series X nie próbuje być elementem wystawy sztuki nowoczesnej. To masywny, regularny prostopadłościan, który można ustawić pionowo lub poziomo. Wewnątrz Microsoft podzielił płytę główną na dwie części, zastosował komorę parową, ogromny radiator i duży wentylator przepychający powietrze przez całą konstrukcję. Efekt jest prosty. Konsola pozostaje wyjątkowo cicha nawet pod obciążeniem. Z górnego otworu wydobywa się gorące powietrze, ponieważ system chłodzenia skutecznie usuwa je z obudowy, a nie dlatego, że sprzęt gotuje się od środka. Series X stoi, działa i rzadko przypomina o sobie.
Phil Spencer zakopał tożsamość Xboksa
Największym problemem Series X nigdy nie był hardware. Było nim kierownictwo, które przez lata nie potrafiło zdecydować, po co ta konsola właściwie istnieje. Phil Spencer trafnie zauważał, że Xbox przegrał najgorszą możliwą generację - czasy PS4 i Xbox One, gdy gracze masowo zaczęli budować cyfrowe biblioteki przywiązane do konkretnych kont. Wyciągnął z tego jednak dramatycznie kapitulacyjny wniosek. W 2023 roku Spencer mówił, że nawet gdyby Starfield był grą na 11/10, posiadacze PS5 nie zaczęliby sprzedawać swoich konsol. Dosłownie miał rację. Ludzie rzeczywiście nie wyrzuciliby całych bibliotek dla jednego tytułu. Tyle, że zadaniem szefa Xboksa nie było przekonanie ich do sprzedaży PS5. Miał sprawić, żeby chcieli dokupić Xboksa. Jeden świetny Starfield nie zmieniłby rynku. Dziesięć świetnych, regularnie wydawanych gier, mocny sprzęt, spójna marka i pięć lat konsekwencji mogły zmienić bardzo wiele. Zamiast planu odbudowy dostaliśmy filozoficzne usprawiedliwienie porażki.
Kulminacją tej strategii była kampania „This Is an Xbox”, czyli prawdopodobnie najbardziej bezmyślna reklama, jaką kiedykolwiek wykorzystano do promowania konsoli. Telewizor był Xboksem. Laptop był Xboksem. Telefon był Xboksem. Gogle VR były Xboksem. Niemal wszystko miało być Xboksem, z wyjątkiem stojącej pod telewizorem konsoli, którą Microsoft nadal próbował sprzedawać za kilkaset dolarów. Teoretycznie chodziło o pokazanie szerokiego ekosystemu. W praktyce firma sama mówiła klientom, że zakup Series X nie ma większego sensu, bo równie dobrze można uruchomić jej gry gdziekolwiek indziej. Kampania nie poszerzała definicji Xboksa. Rozpuszczała ją do momentu, w którym marka przestawała znaczyć cokolwiek.
Całe szczęście Sharma potrzebowała zaledwie kilku tygodni, żeby tę reklamową katastrofę zakończyć. Microsoft potwierdził, że nowa szefowa osobiście wycofała kampanię, ponieważ nie oddawała tego, czym powinien być Xbox, a strony i materiały z nią związane zaczęły znikać. Trudno o czytelniejszy symbol zmiany. Spencer przez lata próbował wmówić światu, że konsola jest tylko jednym z wielu ekranów. Sharma weszła, spojrzała na sytuację i uznała rzecz oczywistą - zanim Xbox zacznie być wszystkim, musi ponownie zacząć być Xboksem.
Pierwsze rezultaty już widać. Gears of War: E-Day i Clockwork Revolution zostały ogłoszone jako ekskluzywy konsol Xbox. Obie gry trafią również na PC, ale nie na konkurencyjne konsole. Microsoft zapowiedział też, że charakterystyczne produkcje na wyłączność mają pojawiać się co roku. To nadal tylko początek i dwie gry nie odbudują marki zniszczonej przez lata chaosu. Pokazują jednak, że ktoś wreszcie przypomniał sobie podstawową zasadę tego biznesu: tytułach na wyłączność, które sprzedadzą sprzęt. Oczywiście Xbox Series X dostał tę lekcję zbyt późno, ale dla następnego Xboksa może się ona okazać bezcenna. Całe szczęście, że wreszcie po 12 latach Spencer nie ma z Xboxem nic wspólnego.
Oczywiście, żeby była jasność - Xbox Series X nadal nie jest urządzeniem lepszym od PS5 w niektórych aspektach. Sony ma szybszy SSD, bardziej widowiskowy kontroler, mocniejsze ekskluzywy z pierwszych lat generacji i system trofeów, który lepiej celebruje ukończone produkcje. Standardowe dyski M.2 są też rozsądniejszym sposobem rozszerzania pamięci niż drogie, zamknięte karty Microsoftu. Niektóre produkcje multiplatformowe działają lepiej na PS5, a dashboard Xboksa wciąż potrafi wrzucić użytkownikowi pod nos zbyt dużo promocji. W mojej ocenie jednak Series X jest po prostu świetną konsolą, którą własny producent przez większość życia promował tak, jakby chciał ją pogrzebać.
Właśnie dlatego jest niedoceniany. Nie dostawaliśmy z każdej strony informacji o zaletach tego sprzętu. Sami je dostrzegamy po tygodniach i miesiącach, gdy wracamy do trzech różnych gier przez Quick Resume, odpalamy klasyka z Xbox 360 w 4K i 60 klatkach, widzimy bogatszy HDR na dobrym telewizorze, przenosimy zapis na komputer, dopisujemy kolejne punkty do piętnastoletniego Gamerscore albo kończymy granie i zauważamy, że konsola przez cały wieczór praktycznie nie wydała z siebie dźwięku. PS5 wygrało walkę o rynek, prestiż i emocje. Xbox Series X bardzo często wygrywa jednak w setkach małych, codziennych sytuacji. Gdyby Microsoft od początku rozumiał wartość własnego sprzętu tak dobrze, jak zaczyna rozumieć ją teraz, historia tej generacji mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
Na koniec zachęcam do rozbudowanej i fajnej dyskusji w komentarzach, jak pod ostatnim moim tekstem o wszystkich grzechach PlayStation. Dzięki za tyle miłych słów!
Przeczytaj również
Komentarze (42)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych