Killzone: Shadow Fall po latach. Czy to naprawdę najgorsza odsłona serii?
Już od pierwszych chwil Sony zrozumiało, że odrzucenie Bungie i projektu Halo było ogromnym błędem, dlatego zainwestowano we własną markę shooterów.
Podczas gdy na konsolach Microsoftu zarządził Master Chief z serią Halo, gdzie dla dwóch odsłon jego przygód wielu z nas kupiło Xboksa, u Sony była posucha. Niby było Red Faction, Medal of Honor i parę innych gierek, ale nic nie było nawet w połowie tak dobre jak Halo. Guerrila Games stworzyła cykl Killzone, którego pierwsza wersja była powiedzmy sobie szczerze średnia, ale dawała bardzo fajny klimat. Podczas ery PlayStation 3 Holendrzy pokazali całemu światu, że z Halo da się nawiązać równą walkę, a dwa kolejne wojenne starcia z Helgastami były świetnymi grami.
Nic zatem dziwnego, że na start PlayStation 4 postanowiono przygotować kolejną grę z serii, Killzone: Shadow Fall, wokół którego zbudowano cały premierowy marketing PlayStation 4. Konsola zadebiutowała ze sporymi sukcesami, ale sam Killzone odszedł w zapomnienie i okrył się niesławą. Z racji tego, że na premierę ominął mnie ten hit, nadrobiłem go niedawno i mam parę przemyśleń na jego temat. Zapraszam was serdecznie do lektury.
Killzone: Shadow Fall - czy godnie rozpoczęło żywot PlayStation 4?
Gdy Guerrilla Games kończyło prace nad Killzone 3, studio stanęło przed jednym z największych wyzwań w swojej historii. Zespół otrzymał zadanie przygotowania tytułu startowego dla PlayStation 4, co oznaczało konieczność jednoczesnego tworzenia gry i poznawania zupełnie nowego sprzętu. Twórcy zdecydowali się nie rozwijać dotychczasowej wojennej formuły serii, lecz postawić na bardziej otwarte lokacje, większą swobodę działania i nowoczesną oprawę graficzną, która miała pokazać możliwości nowej konsoli Sony już w dniu jej premiery.
Ogromną rolę podczas produkcji odegrał autorski silnik Decima, który był wówczas intensywnie rozwijany z myślą o nowej generacji. Guerrilla Games przebudowało praktycznie każdy element technologii. Od systemu oświetlenia począwszy, przez zaawansowane efekty cząsteczkowe, aż po fizycznie poprawne materiały i znacznie bardziej szczegółowe modele roślinności. Deweloperzy wielokrotnie podkreślali, że PlayStation 4 pozwoliło im zrealizować pomysły, których nie dało się osiągnąć na PlayStation 3, choć jednocześnie tworzenie gry na wczesnych wersjach deweloperskich konsoli wiązało się z licznymi ograniczeniami i koniecznością ciągłego dostosowywania kodu do zmieniającego się sprzętu.
Premiera Killzone Shadow Fall nastąpiła w listopadzie 2013 roku, równolegle z debiutem PlayStation 4, a gra przez długi czas była uznawana za jedną z najładniejszych pozycji dostępnych na nowej konsoli, a doświadczenia zdobyte podczas jej tworzenia stały się fundamentem dalszego rozwoju silnika Decima. To właśnie na tej technologii Guerrilla Games stworzyło później takie hity jak Horizon Zero Dawn, udowadniając, że prace nad Killzone Shadow Fall miały znacznie większe znaczenie niż tylko przygotowanie efektownego tytułu startowego.
Gdy na rynek wskakiwało PlayStation 4, a Sony nakręcało bazowany na nostalgii marketing, byłem niesamowicie podjarany na myśl o nowym Killzone, który po pierwszej trylogii jawił się w moich oczach jako naprawdę ekscytująca produkcja, którą na bank wezmę przy zakupie konsoli. Potem wpadły pierwsze oceny i jakoś ten hype opadł. Z zakupem się zatem wstrzymałem i wróciłem do tematu stosunkowo niedawno. No i przyznam wam szczerze, że jestem mocno rozczarowany. Poprzednie odsłony marki były absolutnie cudowne i nawet pierwszy Killzone pomimo bolączek wieku dziecięcego, miał taki klimacik, że do dziś wracam do tej gry z zachwytem.
Killzone - marka, do której Sony po prostu musi powrócić
W przypadku Killzone Shadow Fall każda kolejna sesja spędzona z grą i naszym nijakim jak Concord bohaterem bywała dość męcząca. Fabularnie dzieło Guerrilla Games jest naprawdę mizerne. Motyw separatystów i terrorystycznych ataków na znienawidzonych sąsiadów sprawia, że cały urok tego uniwersum wyparowuje w mgnieniu oka, a tragicznie rozpisane postacie antagonistów bardziej zakrawają o drugą, a może nawet i trzecią ligę pisania scenariuszy, godną takiego Uwe Bolla, niż tego co ekipa Hermena Hulsta zaprezentowała nam w swoich poprzednich oraz następnych tytułach. Dodatkowo projekt misji i poziomów wieje nudą, gdzie zamiast zwiedzać jakieś naprawdę ciekawe miejscówki, toczyć walkę w mieście czy bronić jakichś ważnych siedzib, musimy biegać po magazynach, hangarach, ratować pociągi, czy wykonać arcy-nudny lot przez miasto, który na zwiastunie wyglądał jakoś sto razy lepiej.
Najbardziej zacząłem się zastanawiać nad jakością i konstrukcją gry w momencie, w którym podejrzałem sobie trofea i nawet nie wiecie jak zaskoczony byłem, gdy zobaczyłem, że tak zwana retencja graczy w przypadku drugiej misji wynosi aż 40%. Pierwszą misję ukończyło 86,9% posiadaczy gry, podczas gdy drugą już tylko 47,1%, co jest absolutnie dramatycznym wynikiem dla jakiejkolwiek gry jaka w ogóle istnieje na rynku. Zdrowa retencja, czyli poziom odpływu graczy z misji na misję, wynosi maksymalnie 5% i jeśli jest więcej, należy się zastanowić nad tym, co poszło w tej misji nie tak, aby ją poprawić.
Zapewne wśród was są tacy, którzy właśnie odpadli na etapie biegania w te i na zad po malutkim lasku, gdzie nie ma dosłownie nic ciekawego, co mogłoby nas chcieć zatrzymać na dłużej. Cele misji bywają często dość niejasne, przez co mniej zagorzali miłośnicy gier na pewno się w nich gubili i szybko odpuszczali dalszą zabawę. W rezultacie kampanię fabularną przeszło tylko 15,7% graczy. Dla porównania, moja Alaska Gold Fever, gdzie miejscami wymagamy w grze naprawdę ogromnego grindowania, ukończyło 18,2% graczy. Nic zatem dziwnego, że Sony zakopało markę Killzone po tak nieudanej odsłonie, aczkolwiek szkoda, że nie ma za bardzo zamiaru do niej wrócić. Mam szczerą nadzieję, że to nad czym dla Sony pracuje People Can Fly okaże się być właśnie nową odsłoną tej świetnej marki.
Odpowiadając zatem na tytułowe pytanie, tak, Killzone: Shadow Fall to najsłabsza odsłona kultowej marki Sony, ale nie jest to też jakaś bardzo tragiczna produkcja. Można było ją bardzo łatwo poprawić i zrobić z niej o jedno oczko lepszy tytuł, ale niestety robiona na szybko przygoda z góry była skazana na porażkę.
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych