Dziesięć słabych filmów, których nie uratowała znakomita obsada
W ostatnich tygodniach na stronie Netflixa pojawił się film “Ręką Dantego”. Pokazywany w zeszłym roku na festiwalu w Wenecji nietypowy obraz Juliana Schnabela przyciągał uwagę nie tylko oryginalnym połączeniem gatunkowym: gangsterskiego thrillera z dramatem z epoki, ale również znakomitą obsadą, koniec końców okazał się produkcją mocno rozczarowującą, właściwie we wszystkich aspektach.
“Ręką Dantego” stanowi ekranizację powieści Nicka Toschesa, rozgrywającej się na dwóch płaszczyznach czasowych. Część współczesna opowiada o ekspercie od twórczości Dantego, który zostaje zatrudniony przez wpływowego gangstera, by potwierdzić autentyczność rękopisu dzieła samego pisarza. Druga część skupia się na życiu samego autora, w którego - podobnie jak wspomnianego eksperta - wciela się Oscar Isaac, a w obsadzie znajdziemy również m.in. Gerarda Butlera, Johna Malkovicha, Jasona Momoę, Gal Gadot, a także Ala Pacino i Martina Scorsese w pomniejszych rolach.
Mimo bardzo ciekawego punktu wyjścia, jak również niezwykle interesującej obsady, film Schnabela kompletnie zawodzi. Tak jeśli chodzi o część historyczną, broniącą się właściwie jedynie pięknymi zdjęciami, jak i czarno-białe epizody gangsterskie, które w zasadzie prócz kompletnie przerysowanej roli Butlera, często wypowiadającego absurdalne, ale przy tym całkiem zabawne teksty, jest zupełnie nudna. “Ręką Dantego” wypada blado zwłaszcza na tle filmów, do których bywa zwykle porównywane, czyli “Dziewiątych wrót” Romana Polańskiego, którym można wiele zarzucić, ale akurat nie to, że są nudne, a także “Blonde” Andrew Dominika, które mimo wrażenia kompletnego chaosu pozostawia po sobie wspomnienie konkretnych scen. By nie wspomnieć już o “Megalopolis” Francisa Forda Coppoli, przy którym najnowsze dzieło Schnabela prezentuje się jak standardowa produkcja.
“Ręką Dantego” to rzecz jasna nie jedyny film, którego nie uratował nie tylko niezwykle interesujący koncept, ale również znakomita obsada, choć też trudno uznać go za typowy przykład filmu, który marnuje potencjał znakomitych aktorów. W wielu podobnych przypadkach mamy bowiem do czynienia z filmami, które nie są wcale ambitnymi eksperymentami, ale raczej klasycznymi przedstawicielami konkretnego gatunku, których twórcy świetną obsadą chcieli przykryć fabularne mielizny lub wręcz brak pomysłów. Wybraliśmy dziesięć filmów, które pomimo świetnej obsady ostatecznie mocno zawiodły oczekiwania widzów.
Fajerwerki próżności
Końcówka lat 80’ nie była udana dla Briana de Palmy, który wcześniej zrealizował m.in. “Człowieka z Blizną” i “Nietykalnych”. Sporą wpadką kasową okazały się “Ofiary wojny”, ale to dopiero kolejny film reżysera okazał się pod tym względem kompletną katastrofą i to mimo znakomitej obsady. W ekranizacji powieści Toma Wolfe’a wystąpili m.in. Tom Hanks, Bruce Willis, Melanie Griffith, Morgan Freeman i Kim Cattrall. Tak znakomity zestaw aktorów oraz głośny literacki pierwowzór rozbudzały ogromne oczekiwania, jednak efekt końcowy okazał się dużym rozczarowaniem. Produkcja spotkała się z krytyką za nieudany ton, nierówny scenariusz i brak satyrycznej ostrości obecnej w książce. Mimo kilku ciekawych kreacji aktorskich film nie potrafił w pełni wykorzystać potencjału swojej historii ani gwiazdorskiej obsady.
Psychol
Żadna obsada pewnie nie byłaby w stanie uratować prawdopodobnie najbardziej niepotrzebnego filmu w historii kinematografii, wyreżyserowanego przez znakomitego amerykańskiego reżysera Gusa van Santa, który zdecydował się na realizację przedziwnego projektu. Niemal dosłownego odwzorowania arcydzieła Alfreda Hitchcocka z 1960 roku, w którym w Normana Bates wcielił się Vince Vaughn, Marion Crane zagrała Anne Heche, a w filmie wystąpili również Viggo Mortensen, Julianne Moore, William H. Macy i Philip Baker Hall. Do dziś trudno powiedzieć jakie cele przyświecały twórcy, wiadomo jednak, że seans tego filmu najlepiej sobie odpuścić.
Batman i Robin
To jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów o Mrocznym Rycerzu. Obsada swego czasu robiła ogromne wrażenie. George Clooney wciela się w Batmana, Arnold Schwarzenegger błyszczy jako Mr. Freeze, Uma Thurman gra Poison Ivy, Chris O'Donnell powraca jako Robin, a na ekranie pojawiają się także Alicia Silverstone i Michael Gough. Niestety, tak znakomity zestaw aktorów nie zdołał uratować filmu przed porażką. Przerysowana estetyka, infantylny humor, pełne kiczu dialogi i chaotyczny scenariusz sprawiły, że produkcja stała się symbolem zmarnowanego potencjału. Mimo imponującej obsady film do dziś jest jedną z najsłabiej ocenianych ekranizacji przygód Batmana.
Aniołki Charliego: Zawrotna szybkość
Kontynuacja pełna efektownych scen akcji, humoru i gwiazdorskich nazwisk. Na ekranie ponownie błyszczą Cameron Diaz, Drew Barrymore i Lucy Liu, a towarzyszą im m.in. Demi Moore, Crispin Glover, Justin Theroux, Matt LeBlanc, John Cleese oraz Shia LaBeouf. Mimo imponującej obsady film nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Fabuła jest chaotyczna, przesadnie przekombinowana i często ustępuje miejsca widowiskowym, lecz pozbawionym większego sensu sekwencjom akcji. Produkcja stawia przede wszystkim na styl i widowiskowość, zaniedbując spójną historię. Mimo relatywnego sukcesu w box office nie dziwi fakt, że aż szesnaście lat minęło od premiery kolejnego obrazu z tej serii.
Zawodowcy
Jeśli większość filmów z tej listy uznać za prawdziwe “starbaity”, to przypadek obrazu w reżyserii Jona Avneta należałoby nazwać “legendbaitem”. Rzeczywiście bowiem tuż przed swoją premierą było o tym tytule głośno, przede wszystkim za sprawą występu Roberta de Niro i Ala Pacino, wspieranych m.in. przez Carlę Gugino, Johna Leguizamo, a także słynnego rapera 50 Centa. Niestety zarówno fabuła, jak i oprawa audiowizualna nie nadążyła za znakomitą obsadą, składając się ostatecznie na zupełnie niezapamiętywalną kryminalną produkcję.
Walentynki
Komedia romantyczna w reżyserii Garry’ego Marshalla imponowała przede wszystkim gwiazdorską obsadą. Na ekranie pojawiają się m.in. Julia Roberts, Anne Hathaway, Jessica Alba, Jessica Biel, Bradley Cooper, Ashton Kutcher, Jennifer Garner, Jamie Foxx, Patrick Dempsey, Taylor Lautner, Taylor Swift i Kathy Bates. Taki zestaw nazwisk zapowiadał kinowe wydarzenie, sam film okazał się jednak ogromnym rozczarowaniem. Przeplatające się historie są nierówne, pełne schematów i przewidywalnych zwrotów akcji, a większość bohaterów pozostaje zaskakująco płytka. Swojsko mogli się za to poczuć na jej seansie miłośnicy polskich produkcji reprezentujących ten gatunek.
Łowca snów
Obraz w reżyserii starego hollywoodzkiego wyjadacza Lawrence’a Kasdana to ekranizacja powieści Stephena Kinga, która na papierze miała wszystko, by odnieść sukces. W obsadzie znaleźli się Morgan Freeman, Thomas Jane, Jason Lee, Damian Lewis, Timothy Olyphant i Tom Sizemore – aktorzy gwarantujący wysoki poziom. Niestety, film okazał się jednym z bardziej rozczarowujących horrorów science fiction swoich czasów. Chaotyczny scenariusz, nierówne tempo i trudne do pogodzenia mieszanie grozy, dramatu oraz absurdalnego humoru sprawiają, że historia szybko traci spójność. Mimo kilku niezłych scen nawet tak znakomita obsada nie była w stanie uratować produkcji, która do dziś pozostaje jedną z najsłabiej ocenianych adaptacji twórczości króla horrorów.
Rewolwer i melonik
Obraz Jeremiah S. Chechika miał wszelkie atuty, by stać się udaną ekranizacją kultowego brytyjskiego serialu szpiegowskiego. W obsadzie znaleźli się m.in. Ralph Fiennes, Uma Thurman i Sean Connery – nazwiska kojarzone z najwyższą klasą aktorską. Niestety, nawet tak znakomity zestaw artystów nie zdołał uratować produkcji przed krytyczną porażką. Film rozczarowuje chaotycznym scenariuszem, dziwacznym poczuciem humoru i nietrafioną stylistyką, która zamiast oddać ducha oryginału, tworzy niezgrabną mieszankę absurdu i kiczu.
Legion
Nieźle zapowiadające się widowisko Scotta Stewarta przyciągało uwagę przede wszystkim znakomitą obsadą. W produkcji występują m.in. Paul Bettany jako archanioł Michał, Dennis Quaid, Lucas Black, Tyrese Gibson, Adrianne Palicki oraz Charles S. Dutton. Niestety, mimo tak mocnego składu, sam film spotkał się z chłodnym przyjęciem. Pomysł na apokaliptyczną walkę dobra ze złem miał duży potencjał, jednak chaotyczny scenariusz, uproszczone postacie i nierówna realizacja sprawiają, że "Legion" szybko traci impet. Efektowne sceny akcji nie wystarczyły, by przykryć fabularne niedociągnięcia, a sam film nie był nawet blisko zyskania statusu słynnej “Armii Boga”, która nieprzypadkowo doczekała się aż pięciu części.
Dungeon Siege: W imię króla
W połowie pierwszej dekady XXI. wieku Uwe Boll, o którym znów stało się w ostatnim czasie głośno, cieszył się już wątpliwą sławą jednego z najgorszych współczesnych reżyserów, znanego właśnie z nieudolnych ekranizacji gier komputerowych. Tym bardziej dziwi to, że w owym czasie, już po premierach “Bloodrayne” czy “Alone in the Dark”, na planie jego kolejnej produkcji jednak pojawili się m.in. Jason Statham, Ray Liotta, Claire Forlani, Burt Reynolds, John Rhys-Davies, Leelee Sobieski i Ron Perlman, którzy rzecz jasna nie byli w stanie uratować tego bardzo kiepskiego przygodowego filmu fantasy.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych