Graliśmy w Captain Tsubasa II: World Fighters. Anime na dopalaczach - nowe mechaniki, stare emocje

Graliśmy w Captain Tsubasa II: World Fighters. Anime na dopalaczach - nowe mechaniki, stare emocje

Roger Żochowski | Dzisiaj, 19:00

Captain Tsubasa 2 ani przez chwilę nie udaje poważnej symulacji futbolu. To dalej czyste anime na boisku - przerysowane akcje, dramaty większe niż mecz Argentyny z Egiptem i strzały, które łamią prawa fizyki. Ale tym razem twórcy dorzucili do tego kilka nowych systemów, które sprawiają, że za tym całym efekciarstwem kryje się coś więcej niż tylko bezmyślne wciskanie przycisków.

Na pokazie wskoczyłem na starcie w Free Practice, żeby ogarnąć podstawy, potem szybki mecz w kampanii (Main Episode) i na koniec Offline Match. Już po kilkunastu minutach widać, że największa siła tej produkcji to sposób, w jaki fabuła przenika się z rozgrywką. Zamiast oglądać historię z boku, bierzesz w niej udział bezpośrednio na boisku, co dla fana serii jest na pewno wartością dodaną.

Dalsza część tekstu pod wideo

Sterowanie pozostaje dość proste, ale to jeden z tych przypadków, gdzie „łatwe do nauczenia, trudne do opanowania” naprawdę ma sens. Gra sama przełącza zawodników, podania lecą tam, gdzie trzeba, a najważniejsze akcje masz pod palcami. Jeden przycisk do dryblingu i odbioru, osobne do strzału, sprintu i specjalnych ruchów. Dzięki temu nawet gdy ekran zamienia się w festiwal efektów, nadal masz kontrolę nad tym, co się dzieje, choć chwile zajmuje, by się w tym wszystkim połapać. Na pewno trzeba się przestawić, że mimo iż jest to gra piłkarska, to feeling poruszania się po boisku mamy tu zupełnie inny niż w Fifie czy eFootball.

Super akcje wjeżdżają na pełnej

 Captain Tsubasa 2: World Fighters
resize icon

Przed meczami otrzymujemy menu, które oferuje spore możliwości konfiguracji - możemy swobodnie ustawić formację, dobrać skład, zmienić umiejętności piłkarzy, a nawet dostosować techniki używane przez bramkarza. Największą zmianą są rozbudowane Super akcje. W poprzedniej części królowały Super Strzały, teraz dochodzą Super Dryblingi, Podania i Odbiory. Odpalasz je przy pełnym pasku i zaczyna się prawdziwy pokaz efektownych animacji. Problem w tym, że przeciwnicy robią dokładnie to samo. AI nie stoi i nie patrzy - potrafi kontratakować, przerywać akcje i wykorzystywać swoje zdolności w najmniej wygodnym momencie. Efekt? Poziom trudności jest wyższy, momentami wręcz frustrujący (naprawdę ciężko strzelić bramkę), choć trzeba brać pod uwagę, że to tylko demo. Zresztą po przegranej w trybie fabularnym możemy zmienić poziom trudności na łatwy, a wówczas wygrana nie stanowi już większego problemu.

Najbardziej zaskoczył mnie nowy system pojedynków z bramkarzami. Każdy strzał zamienia się w małą grę psychologiczną - wybierasz kierunek uderzenia, a bramkarz próbuje go przewidzieć. Działa to w obie strony. Jeśli zgadnie, traci mało energii. Jeśli nie - jego pasek wytrzymałości topnieje w oczach. Gdy spadnie do zera, wchodzi stan „złamania” i łatwiej wówczas o bramkę. Fajny pomysł, który dodaje taktyki, ale w praktyce szybko wychodzi na jaw, że najprostsza metoda na zdobycie gola to zasypanie bramki strzałami, aż bramkarz się „złamie”, co staje się w niektórych meczach nieco powtarzalne.

Telenowela na boisku

 Captain Tsubasa 2: World Fighters
resize icon

Na szczęście gra ma więcej asów w rękawie. System Chain nagradza ofensywną grę - im więcej udanych akcji, tym większy bonus do kolejnych ataków. Problem w tym, że jedna strata piłki i to przeciwnik może nabijać swój licznik. To jednak tworzy świetną dynamikę - albo ciśniesz i ryzykujesz, albo grasz zachowawczo i tracisz tempo. Do tego dochodzą Miracle Moves i zdolności drużynowe, które potrafią kompletnie zmienić przebieg meczu a ich aktywacja zależy od spełnienia różnych warunków na murawie. W trybie fabularnym niektóre sceny i bramki są z góry zaplanowane i nie możemy im zapobiec, ale efektowne animacje z piłkarzami warte są tego poświęcenia. No i jakby nie było tu opowiada jest pewna historia - czasami trzeba po prostu spełnić pewne kryteria by przejść dalej. 

Fabularnie wracamy do World Youth Arc i azjatyckich eliminacji. I tu robi się bardzo „tsubasowo”. Mecz z Tajlandią to nie tylko kopanie piłki, ale też historia braci Konsawatt, którzy chcą coś udowodnić swojemu ojcu. Brzmi jak telenowela? Trochę tak, ale dokładnie tego oczekują fani serii. W demie mogłem jeszcze zmierzyć się z Chinami i Arabią Saudyjską, czemu towarzyszyły kolejne dialogi i sceny. Co ważne, gra nie odtwarza mangi 1:1, momentami przedstawia własną wersję wydarzeń, dorzucając nowe wątki i scenariusze. Oprócz Main Episode mamy też SIDE i LINK, które rozwijają poboczne historie, oraz dodatkowe tryby fabularne z nowymi epizodami i historiami rywali. To spory plus, bo świat gry wydaje się dzięki temu bardziej żywy.

Stwórz własną gwiazdę

 Captain Tsubasa 2: World Fighters
resize icon

W wersji demonstracyjnej był jeszcze Offline Match czyli klasyka - wybierasz drużynę, stadion i grasz. Na pokazie dostępnych było 14 reprezentacji, każda z własnymi zawodnikami i charakterystycznymi ruchami. Jest lokalny multiplayer i swoisty sklepik, gdzie w trakcie gry odblokowujemy nowe rzeczy, ruchy stadiony i drużyny. Chwilę spędziłem też w rozbudowanym edytorze, który pozwala stworzyć własnego zawodnika i naprawdę można tu poszaleć. Masa opcji wyglądu, fryzury inspirowane oryginalnymi postaciami i - co najważniejsze - możliwość dobierania technik. Wiadomo, od razu załadowałem sobie Tygrysi Strzał. 

Captain Tsubasa 2 to ewolucja, nie rewolucja, ale taka, która idzie w dobrym kierunku. Jest szybciej, bardziej efektownie i momentami bardziej taktycznie. Jasne, niektóre systemy można ograć i trochę zepsuć balans, ale mimo to frajda z gry jest na wysokim poziomie. W dalszym ciągu wolę kierunek, jaki obrała seria Inazuma Eleven, wprowadzając dużo mocniej wątki RPG i przygodowe, ale w Tsubasę gra się po prostu dobrze i jest to miła odmiana od bardziej realistycznych piłek dostępnych na rynku.

Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper