PlayStation logo

PlayStation Vita zasługuje na szczególne wspomnienia. Tych gier nigdy nie zapomnę

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

PlayStation Vita była trochę jak konsola z alternatywnej rzeczywistości, w której wszystko mogło pójść pięknie, ale ktoś po drodze zgubił instrukcję obsługi sukcesu. Elegancka, mocna, świetnie wykonana, z ekranem, który w swoim czasie potrafił naprawdę zrobić wrażenie, a do tego z obietnicą grania przenośnego na poziomie, który brzmiał niemal zbyt dobrze jak na urządzenie mieszczące się w dłoniach. To była konsola, która miała masę potencjału, tylko nigdy nie dostała od Sony takiej miłości, na jaką zasługiwała.

A jednak mimo wszystkich potknięć, drogich kart pamięci, problemów z biblioteką i tego smutnego poczucia, że wielki świat za szybko przestał patrzeć w jej stronę, Vita zostawiła po sobie coś naprawdę wyjątkowego. Dla wielu graczy była małą maszynką do perełek, japońskich dziwności, indyków, eksperymentów i gier, które na większych platformach mogłyby zginąć w tłumie. Wiecie - czasem konsola nie musi wygrać wojny sprzedażowej, żeby wygrać kawałek naszej pamięci. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Uncharted: Złota Otchłań

Jeśli miałbym wskazać grę, która na starcie najlepiej sprzedawała marzenie o Vicie jako „dużym PlayStation w kieszeni”, to Uncharted: Złota Otchłań wchodzi do rozmowy jako jedna z pierwszych. Jasne, z dzisiejszej perspektywy można się czepiać, że to nie był poziom głównych odsłon z PS3, że czasem czuć było startowy pokaz możliwości sprzętu, a ekranowe przecieranie artefaktów palcem nie każdemu musiało odmienić życie. Ale wtedy? Wtedy możliwość odpalenia przygody Nathana Drake’a na handheldzie naprawdę robiła wrażenie. Czasem mam ochotę wrócić… 

Gravity Rush

Gravity Rush było jedną z tych gier, które najpełniej pokazywały, że Vita mogła nie tylko udawać mniejsze PS3. Kat, Hekseville, komiksowy styl, latanie przez miasto i zabawa grawitacją dawały tej produkcji wyjątkowy charakter. To nie była gra idealna, ale miała w sobie coś, czego wielu większym tytułom czasem brakuje - własną tożsamość. Wystarczyło kilka minut swobodnego spadania w bok, przyklejania się do ścian i obracania całego świata, żeby poczuć, że handheld Sony naprawdę potrafi zaproponować coś świeżego. 

Persona 4 Golden

Dla wielu osób nie tyle jedna z najlepszych gier na Vitę, co jeden z głównych powodów, dla których w ogóle warto było tę konsolę mieć. I trudno się temu dziwić. To RPG idealnie pasowało do przenośnego grania, bo pozwalało wracać do Inaby po kawałku, dzień po dniu, między walkami, rozmowami, szkolnym życiem i kolejnymi tajemnicami. Miało też tę dziwną moc, że po pewnym czasie bohaterowie zaczynali przypominać grupę znajomych, do których po prostu chce się wracać. 

Tearaway

Tearaway było chyba najładniejszym listem miłosnym napisanym bezpośrednio do PlayStation Vity. Media Molecule nie próbowało tylko zrobić fajnej platformówki na przenośną konsolę. Twórcy zbudowali całą grę wokół tego, czym Vita fizycznie była - jej ekranu dotykowego, tylnego panelu, kamery i tej lekkiej dziwności sprzętu, który aż prosił się o kreatywne wykorzystanie. Papierowy świat miał w sobie mnóstwo uroku, ale najważniejsze było to, że Tearaway naprawdę sprawiało wrażenie gry stworzonej konkretnie dla tej konsoli.

Killzone: Najemnik

Handheldowe strzelanki przez lata miały pod górkę. Niby każdy chciał mieć „prawdziwego FPS-a w kieszeni”, ale bardzo często kończyło się na kompromisach, dziwnym sterowaniu i wrażeniu, że ktoś próbował upchnąć za dużą grę do za małego pudełka. Killzone: Najemnik pokazał, że na Vicie da się to zrobić zaskakująco dobrze. Gra wyglądała świetnie, strzelanie było konkretne, a sama struktura misji pasowała do przenośnego formatu znacznie lepiej niż pełnoprawna kampania na siłę udająca konsolowego giganta. 

LittleBigPlanet

Sackboy, kreator poziomów, masa drobnych pomysłów, zabawa dotykiem i cała ta sympatyczna, rękodzielnicza energia pasowały do Vity niemal idealnie. To była gra, którą można było traktować jak platformówkę, ale też jak małe pudełko z narzędziami do robienia własnych rzeczy. I nawet jeśli nie każdy spędzał godziny na projektowaniu poziomów, sama świadomość, że ta kreatywna piaskownica mieści się w kieszeni, robiła swoje.

Soul Sacrifice Delta

Na papierze można ją było wrzucić do worka z polowaniami na potwory, ale klimat, sposób opowiadania historii i motyw składania ofiar nadawały jej dużo bardziej ponury charakter. Tu nie chodziło tylko o bicie wielkich bestii po nogach, zbieranie materiałów i powtarzanie misji. Było w tym coś cięższego - baśniowość przemielona przez cierpienie, decyzje z konsekwencjami i świat, który wyglądał tak, jakby ktoś celowo zabrał mu wszystkie bezpieczne kolory. Właśnie takie gry sprawiały, że Vita miała swój własny, trochę niedoceniony katalog. 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper