Netflix logo

Netflix szykuje odświeżenie tego KLASYKA. Nadróbcie, bo po prostu WARTO!

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Niektóre klasyki stoją z boku, uśmiechają się bezczelnie i dobrze wiedzą, że prędzej czy później sami do nich przyjdziemy. Można je omijać latami, udawać, że „kiedyś się sprawdzi”, przewijać dyskusje fanów, ignorować kolejne zachwyty znajomych i powtarzać sobie, że przecież nie da się być na bieżąco ze wszystkim. A potem pojawia się nowe otwarcie, świeża wersja, kolejna fala zainteresowania i człowiek zaczyna rozumieć, że to „kiedyś” właśnie przyszło po niego z szerokim uśmiechem.

Netflix najwyraźniej też to rozumie, bo zabiera się za odświeżenie historii, która dla wielu osób jest czymś większym niż po prostu “popularną serią”. To przygoda, której rozmiar może onieśmielać, ale też taka, która przez lata zbudowała sobie legendę na bohaterach, emocjach, świecie i tym szczególnym poczuciu wyprawy, do której ludzie wracają nie z obowiązku, tylko z czystej potrzeby serca. Wiecie - są tytuły, które warto znać, żeby rozumieć popkulturę. I to jest dobry przykład. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Ku horyzontowi! 

One Piece - bo o tym mowa - to jedna z tych serii, które z daleka mogą wyglądać jak popkulturowy kolos niemożliwy do ruszenia. Człowiek słyszy tytuł, kojarzy słomkowy kapelusz, uśmiechniętego pirata, setki odcinków, tysiące dyskusji i fanów, którzy potrafią mówić o tej historii z takim zaangażowaniem, jakby opowiadali o własnej rodzinie. I trudno się temu dziwić. To świat, który przez lata rozrósł się do rozmiarów małego kontynentu.

Największą barierą zawsze była jednak skala. Bo jak zachęcić kogoś do historii, która trwa od dekad i ma za sobą tak ogromny dorobek? Można oczywiście powiedzieć: po prostu zacznijcie od początku. Tyle że to brzmi trochę jak rada w stylu „wejdź na tę górę, widoki są fajne”. Niby prawda, ale człowiek najpierw patrzy na szczyt, potem na swoje buty i zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę ma na to życie. One Piece jest pod tym względem jednocześnie fascynujące i onieśmielające. 

I tu wchodzi Netflix, cały na biało, choć w tym przypadku może raczej w słomkowym kapeluszu. The One Piece, czyli nowe anime przygotowywane przez WIT Studio, ma opowiedzieć początki przygody od nowa, zaczynając od East Blue. To zaproszenie dla tych, którzy zawsze chcieli sprawdzić fenomen tej serii, ale odbijali się od długości oryginalnego anime, starszej oprawy albo tempa, które dla współczesnego widza może być po prostu trudniejsze do przełknięcia. 

Samo założenie jest bardzo ciekawe, bo One Piece od dawna prosi się o taką drugą ścieżkę wejścia (zresztą, istnieje przecież fanowski One Pace - polecam sprawdzić). Oryginał ma swój urok, własny rytm i status legendy, którego nikt rozsądny nie powinien lekceważyć. Ale trudno udawać, że każdy nowy widz z radością rzuci się dziś na setki odcinków bez mrugnięcia okiem. Odświeżenie może więc zrobić coś bardzo ważnego: zachować ducha historii, ale podać ją w formie bardziej zwartej, nowoczesnej i mniej odstraszającej na starcie. Potencjał jest! 

Ale dlaczego...?

One Piece nie jest klasykiem tylko dlatego, że trwa długo. Długo mogą trwać też rzeczy, które dawno powinny zejść ze sceny. Tutaj siła leży gdzie indziej - w bohaterach, których naprawdę chce się śledzić, w świecie, który nieustannie potrafi zaskakiwać, i w tej dziwnej mieszance głupkowatego humoru z emocjonalnymi ciosami prosto pod żebra. Luffy wygląda jak ktoś, kto zaraz zrobi najgłupszą możliwą rzecz, a potem nagle przypomina, że pod tą prostotą kryje się upór, lojalność i bardzo czyste rozumienie wolności.

Odświeżenie warto sprawdzić także dlatego, że może zdjąć z One Piece ciężar „projektu na całe życie”. Brzmi przesadnie? Może trochę, ale każdy, kto choć raz próbował namówić znajomego na wejście w tę serię, zna ten moment, w którym rozmowa kończy się na liczbie odcinków. Nowa wersja ma szansę przenieść uwagę z pytania „ile tego jest?” na znacznie ważniejsze: „czy ta historia mnie wciąga?”. A to ogromna różnica. Zwłaszcza w przypadku tej serii. 

No i jest jeszcze sama ciekawość. WIT Studio ma przed sobą zadanie wyjątkowo niewdzięczne, bo z jednej strony musi trafić do nowych widzów, a z drugiej nie może zrobić czegoś, po czym wieloletni fani złapią się za głowę. One Piece to nie jest zwykły materiał do poprawienia, przycięcia i wypolerowania. To seria z bardzo konkretną tożsamością, w której przesada, dziwność, wzruszenie i absurd idą obok siebie jak starzy kumple. Jeśli nowe anime zachowa ten charakter, będzie dobrze! 

Konkludując… 

To nadal ta sama historia o marzeniach, wolności, przyjaźni i pirackiej wyprawie po największy skarb świata, tylko podana w sposób, który może wreszcie przekonać ludzi stojących od lat na brzegu i patrzących, jak inni dawno wypłynęli w morze. A takich osób jest pewnie więcej, niż fani serii chcieliby przyznać.

Dlatego jeśli ktoś od dawna odkładał One Piece na „kiedyś”, to nowe anime Netflixa może być idealnym momentem, żeby przestać uciekać przed tym tytułem. Jasne, zawsze można wrócić do oryginału, mangi i pełnego doświadczenia, które budowało legendę przez dekady. Ale odświeżenie od WIT Studio ma szansę zrobić coś bardzo prostego i bardzo potrzebnego: przypomnieć, że za całym tym ogromem nie stoi tylko liczba odcinków. 

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper