Kultowy film akcji z ery VHS w swoim czasie zaliczył finansową klapę. Jak go dziś wspominamy?
W tym tygodniu minęło dokładnie czterdzieści lat od pojawienia się na dużych ekranach “Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy”. Do dziś ciepło wspominanego filmu Johna Carpentera, w którym reżyser powrócił do współpracy z Kurtem Russellem, z którym wcześniej zrealizował klasyczną “Ucieczkę z Nowego Jorku”.
Kariera Johna Carpentera w drugiej połowie lat 70. to klasyczny przykład twórcy kina niskobudżetowego, który dzięki ogromnym sukcesom swoich niezwykle tanich filmów zwrócił uwagę przedstawicieli wielkich wytwórni filmowych. Debiutujące w 1978 roku legendarne „Halloween” było swego czasu określane mianem najbardziej dochodowego filmu niezależnego w historii, a w kolejnych latach reżyser zrealizował równie ciepło przyjęte „Mgłę” i „Ucieczkę z Nowego Jorku”, które do dziś uchodzą za jedne z najlepszych pozycji w jego dorobku. Początek następnej dekady nie był jednak dla Carpentera równie udany. Paradoksalnie jednak kryzys rozpoczął się od filmu, który dziś powszechnie uznawany jest za jeden z najwybitniejszych horrorów science fiction w historii.
“Coś” może być dziś bowiem nazywane obrazem kultowym, ale w swoim czasie wcale nie przekonało do siebie widzów i ostatecznie zaliczyło w box office klapę. Negatywne doświadczenia twórcy z tego okresu, dotyczące także umiarkowanego sukcesu horroru “Christine”, przełożyły się na potrzebę całkowitej zmiany gatunku, której efektem był “Gwiezdny przybysz”. Pamiętany do dziś, także jednak ze względu na ówczesne porównania do podobnego, choć uznawanego przez producentów za film przeznaczony wyłącznie dla dzieci “E.T.” Stevena Spielberga, które oczywiście okazało się dużo większym komercyjnym hitem niż - kierowany do dorosłej publiczności - obraz z Karen Allen i Jeffem Bridgesem.
Kiepski wynik finansowy poprzedniego obrazu mógł sprawić, że wielu producentów filmowych zastanowi się kilka razy, zanim powierzy reżyserowi swój kolejny projekt. Z drugiej jednak strony Carpenter nadal był postrzegany jako reżyser potrafiący pracować bardzo szybko, nawet na mocno ograniczonym budżecie, a do tego doskonale rozumiejący przeróżne nurty kina gatunkowego. I to właśnie te umiejętności zadecydowały o zaangażowaniu go w kolejną wielką produkcję, która od początku zapowiadał się na ciekawe połączenie kina akcji, komedii i fantastyki. A ze względu na głośną w tym czasie rywalizację musiał zostać zrealizowana bardzo szybko.
Zdążyć przed Eddiem Murphym
Duet scenarzystów Gary Goldman - David Z. Weinstein, spośród których ten drugi zasłynie niedługo później współtworzeniem skryptu do “Pamięci absolutnej”, początkowo planował zupełnie inną produkcję. Pierwotnie bowiem fabuła ich dzieła została osadzona w końcówce XIX wieku w San Francisco, koncentrując się wokół postaci kowboja Wiley Prescotta i jego kompana, chińskiego robotnika kolejowego, który miał spotkać się ze swoją narzeczoną. Ta jednak, rzecz jasna, zostaje porwana przez czarownika Lo Pana, co sprawia, że obaj muszą wejść w świat wschodniego mistycyzmu, po to by ją odbić. Końcowy skrypt, już pod dziś znanym tytułem, został wykupiony przez przedstawicieli 20th Century Fox. Od początku mających z nim jednak jeden poważny problem.
Producenci uważali bowiem, że zarówno historyczny sztafaż, jak i western jako docelowy gatunek, w którym realizowana będzie nowa produkcja, nie przemówią do ówczesnego widza. Poprosili zatem duet scenarzystów o przepisanie całej historii, w taki sposób, by akcja toczyła się współcześnie. Goldman i Weinstein mieli jednak z tym ogromne problemy i szefostwo 20th Century Fox zdecydowało się na zatrudnienie, pełniącego wtedy funkcję script doctora, W.D. Richtera. Znanego już w owym czasie choćby z realizacji szalonego filmu science fiction “Przygody Buckaroo Banzai. Przez ósmy wymiar”. Richterowi napisanie nowego scenariusza na bazie pracy duetu zajęło dziesięć tygodni. W tym czasie mocno zagłębił się w chińską mitologię, a ponadto zmienił ogólny, bardzo poważny ton, na zdecydowanie bardziej komediowy.
Jego skrypt spodobał się producentom tak bardzo, że od początku chcieli uznania Richtera za jedynego twórcę scenariusza, z pominięciem Goldmana i Weinsteina, na co jednak ostatecznie nie zgodziła się Gildia Scenarzystów, przyznająca prawo do niego wspomnianemu duetowi. Sam Richter otrzymał propozycję reżyserowania filmu, ale szybko odmówił, mając w pamięci ogromne problemy z tworzeniem swego poprzedniego obrazu. Przedstawiciele Foxa stanęli więc przed niezwykle trudnym zadaniem. Już wtedy wiadomo było bowiem, że w najbliższym czasie premierę będzie miało “Złote dziecko”. Film, którego gwiazdorem miał być Eddie Murphy, wykorzystujący zarówno podobne motywy, jak i utrzymany w przygodowo-komediowym tonie. Szansą na wygranie finansowej batalii z tą produkcją stało się więc wyprodukowanie własnego filmu jak najszybciej.
Kluczowym elementem przy wyborze reżysera okazała się więc sława Johna Carpentera. Postrzeganego jako twórca, który potrafi pracować nawet na mocno ograniczonym budżecie, a przede wszystkim realizuje swoje produkcje bardzo szybko. Reżyser “Mgły” już od czasów studenckich był zafascynowany gatunkowymi filmami z Hongkongu, zawsze marząc o realizacji obrazu, którego ważnym elementem byłyby dynamiczne sceny walki, dlatego propozycja ta spadła mu jak z nieba. Choć pierwotnie myślał on o zatrudnieniu w głównej roli jednej z absolutnych gwiazd, pokroju Jacka Nicholsona czy Clinta Eastwooda, ostatecznie sięgnął po aktora, z którym współpracował już w poprzednich filmach.
Okazał się nim rzecz jasna Kurt Russell, któremu sławę przyniosły właśnie występy u Carpentera, w “Ucieczce z Nowego Jorku”, “Elvisie” i “Coś”. Co ciekawe gwiazdor był typowany do głównej roli w “Nieśmiertelnym” Russella Mulcahy’ego. Ostatecznie rolę tę jednak odrzucił, by zagrać u swego starego znajomego, co nie było wcale tak oczywiste. Russell wyznawał, że początkowo wcale się do tej roli nie palił. Po przeczytaniu scenariusza dostrzegł w nim jednak coś oryginalnego, co stało się prawdziwą wizytówką tego filmu, a o czym przyjdzie powiedzieć później. W postać Gracie Law, dalekiej od typowego stereotypu “damy w opałach”, wcieliła się ostatecznie Kim Cattrall, która kreując ją skorzystała zarówno ze swego doświadczenia komediowego, jak i ról dramatycznych.
Mając świadomość krytyki, jaka w tym czasie spadła na realizującego “Rok smoka” Michaela Cimino, John Carpenter od początku bardzo poważnie potraktował zarówno pracę nad scenariuszem, z którego pozbyto się większości elementów, które mogły zirytować chińskich widzów, jak i doboru azjatyckich aktorów. Choć początkowo planowano zakontraktowanie Jackie Chana w roli Wang Chi, ostatecznie artysta zrezygnował z tej roli, a twórcy sięgnęli po Dennisa Duna. W głównego antagonistę, Lo-Pana wcielił się legendarny James Hong, a z kolei kreacja jego wroga Egga Shena była jedną z pierwszych ważnych ról w karierze Victora Honga, który zagrał później w kilku ważnych produkcjach. John Carpenter koordynował sekwencje walki z ich choreografem i mistrzem Jamesem Law. Logistyka produkcji wykorzystywała specjalistyczny sprzęt i techniki fizyczne, takie jak trampoliny, liny, ruchy kamery i scenografii odwróconej, aby osiągnąć wymagane tempo wizualne.
Bardzo nietypowy bohater
Wspomniane już wcześniej wątpliwości Kurta Russella, co do przyjęcia roli kierowcy ciężarówki Jacka Burtona, rozwiały się po dokładniejszym przeczytaniu scenariusza do filmu. Russell szybko zauważył bowiem, że mamy tu do czynienia z naprawdę nietuzinkowym charakterem. Burton nie jest bowiem żadnym herosem. Daleko mu do postaci w typie Snake’a Plisskena, których gwiazdor starał się w tym czasie unikać. Patronują mu przede wszystkim bohaterowie grani wcześniej przez Johna Wayne’a, do tego stopnia, że Jack w pewnym momencie powtarza nawet, rozpowszechnione przez dawnego gwiazdora westernów, dzięki roli w “Hondo”, sformułowanie: “I was born ready!”, które w późniejszych latach zyska ogromną popularność.
Specyficzna charakterystyka głównego bohatera, pyszałkowatego i odważnego, ale niekoniecznie gotowego zmierzyć się z postawionym przed nim zadaniem, kompletnie odwraca klasyczny schemat “białego zbawcy”, umożliwiając błyszczenie na ekranie innym aktorom, takim jak choćby wspomniany wcześniej Dennis Dun, który mógł się pochwalić znakomitymi umiejętnościami sztuk walki. Z samego Burtona uczyniło postać, którą Carpenter nazywał “pomocnikiem, który myśli, że jest herosem” i z pewnością sprawiła, że “Wielka draka w chińskiej dzielnicy” wyróżniałą się na tle wielu innych podobnych filmów akcji z tego okresu. Atutem była również muzyka, skomponowana przez samego reżysera, który zadbał o brak stereotypowych azjatyckich elementów, w zamian komponując coś w rodzaju soundtracku do filmu fantasy, który miał mieć jednocześnie rockową energię. Nic więc dziwnego, że na kilka miesięcy przed premierą “Złotego chłopca” producenci mogli być z siebie zadowoleni, będąc przekonanym o tym, że trzymają w rękach potencjalny wielki hit.
Wrażenie to miały zresztą podtrzymać niezwykle wysokie oceny po jednym z pokazów testowych. W jednym z komentarzy do wydania filmu na DVD zarówno John Carpenter, jak i Kurt Russell podkreślali, że wpłynęły one na decyzję o dużo skromniejszej reklamie produkcji, samej w sobie - ze względu na oryginalne połączenie gatunków - będącej pod tym względem wyjątkowo problematyczną. Decyzja ta mogła ich jednak sporo kosztować, bo choć datę premiery specjalnie wyznaczono na ponad dwa tygodnie przed wejściem na duże ekrany mocno wyczekiwanego “Obcego - decydujące starcie” Jamesa Camerona “Wielka draka w chińskiej dzielnicy” okazała się ogromną komercyjną klapą, zarabiając ponad dwa razy mniej niż kwota budżetu.
Z dzisiejszej perspektywy taki wynik absolutnie nie dziwi. Film Carpentera stanowił przedziwną hybrydę gatunkową, niezwykle trudną do reklamowego opakowania, co widać już po drastycznych zmianach w postprodukcji. Współczesnego widza zaskoczyć może choćby sam początek filmu, z udziałem Egg Shena i prawnika, dołączony już w trakcie postprodukcji, na wyraźne życzenie przedstawicieli 20th Century Fox. Ich zdaniem miał on akcentować - zupełnie wbrew intencjom twórców - to że Jack Burton był jednak klasycznym herosem, co oczywiście kłóciło się z wymową całego filmu.
Nic więc dziwnego, że rozczarowany, nie tylko wynikiem finansowym filmu, ale całym procesem jego tworzenia John Carpenter zupełnie wycofał się ze współpracy z wielkimi studiami, powracając do niezależnego finansowania swoich dzieł. Może i dużo skromniejszych, ale takich, nad którymi miał pełną kontrolę. A “Wielka draka w chińskiej dzielnicy” koniec końców stała się kolejnym obrazem kultowym, odżywającym w późniejszych latach nie tylko za sprawą zapowiedzi sequela z Dwaynem Johnsonem, gry video, serii komiksów, figurek, gry karcianej i planszowej, ale również twórczości pochodzącego z Columbus stoner-rockowego zespołu Lo-Pan, który ostatnią płytę wydał w 2025 roku.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych