Najlepsze Grand Theft Auto w historii? Odpowiedź może być tylko jedna!
Seria Grand Theft Auto to największa marka w naszej branży już od czasów PlayStation 2, kiedy to GTA 3 zrewolucjonizowało elektroniczną rozgrywkę, a jego kolejne odsłony tylko rozwijały tę formułę. Nadal jednak pozostaje pytanie - które GTA jest najlepsze?
Obecnie w naszej branży nie ma praktycznie już nic pewnego, a wielu producentów hitów AAA jest pełnych obaw, że to właśnie ich dzieło padnie ofiarą kryzysu panującego na rynku i zostaną zamknięci, co z kolei prowadzi do cięcia kosztów, ograniczeń w nadchodzących grach oraz swego rodzaju rozwojowego zastoju. No bo powiedzcie szczerze, ile w tej generacji mieliście tytułów, które naprawdę dawały poczucie obcowania z czymś przełomowym?
Nieco inaczej jest jednak w przypadku Grad Theft Auto, które od ponad 2 dekad z praktycznie każdą kolejną odsłoną podnosi wszystkim poprzeczkę i pokazuje, że niemożliwe jest jak najbardziej możliwe. Czy tak będzie także w przypadku Grand Theft Auto VI? Z całą pewnością, ale zanim zagramy w wielki hit Rockstar Games, przypomnijmy sobie poprzednie odsłony i wybierzmy, która z nich jest najlepsza. Dla każdego będzie to co innego, więc powiem wam o swoim ulubionym GTA i dlaczego kocham do niego regularnie wracać.
Od 2D to HD - krótka historia Grand Theft Auto
Gdy dziś myślimy o serii Grand Theft Auto, przed oczami stają nam ogromne metropolie, filmowa narracja i otwarte, tętniące życiem światy. Młodszemu pokoleniu trudno jednak uwierzyć, że początki jednej z najważniejszych marek w historii gier wideo były znacznie skromniejsze. Pierwsze GTA z 1997 roku oferowało dwuwymiarowy widok z góry, prostą oprawę graficzną i rozgrywkę, która bardziej przypominała zręcznościową zabawę, w której liczy się wbijanie punktów aniżeli kinowe doświadczenie. Już wtedy produkcja studia DMA Design wyróżniała się jednak czymś, co na zawsze miało stać się znakiem rozpoznawczym serii, czyli niespotykaną swobodą działania i możliwością wywoływania chaosu na ulicach wirtualnych miast.
Prawdziwa rewolucja przyszła jednak dopiero wraz z Grand Theft Auto III. Premiera w 2001 roku była jednym z tych momentów, które na trwałe zmieniły oblicze całej branży. Rockstar przeniósł serię do pełnego trójwymiaru, oddając graczom Liberty City oglądane z perspektywy trzeciej osoby. Nagle miasto przestało być planszą, a stało się żyjącym organizmem pełnym przechodniów, samochodów i pobocznych aktywności, które stanowiły esencję zabawy. Gra wciąż zachowała swój "arcade'owy" charakter z kasą liczoną jak punkty, ale wprowadziła poważną historię. Sukces GTA III sprawił, że praktycznie każdy wydawca chciał stworzyć własny sandbox, a kolejne odsłony, czyli Vice City i San Andreas, tylko umocniły pozycję marki jako wyznacznika jakości otwartych światów. Do dziś przygody CJ-a są najchętniej kupowaną grą na PS2.
Od tamtego czasu seria nieustannie podnosiła poprzeczkę technologicznie. Grand Theft Auto IV zachwyciło fizyką silnika Euphoria i bardziej realistycznym podejściem do narracji, natomiast GTA V udowodniło, że jedna produkcja może wyznaczać standardy przez ponad dekadę i przetrwać trzy generacje konsol. Dziś, gdy branża z niecierpliwością czeka na GTA VI, łatwo zapomnieć, jak długą drogę przeszła seria - od pikselowych ulic oglądanych z lotu ptaka do fotorealistycznych metropolii, które momentami bardzo upodabniają się do prawdziwego świata. Historia Grand Theft Auto to w gruncie rzeczy historia ewolucji całego gatunku gier z otwartym światem.
Największy szok? Oczywiście w San Andreas!
Dla mnie osobiście, najlepszym GTA jest i chyba już na zawsze będzie, San Andreas. Dlaczego? A to dlatego, że to właśnie w tej produkcji przeżyłem największy jakościowy szok w dziejach tej marki. Jako szczyl "grałem" z rodziną w GTA 3, GTA: Vice City, a następnie w GTA: San Andreas, więc powiedzmy, że na bieżąco obserwowałem jak zmienia się ten świat i mechaniki oferowane przez Rockstar Games. Przejście od ikonki do zmiany ubrania do pełnoprawnych sklepów z możliwością wyboru setek elementów od czapki po buty był jak spełnienie marzeń, a opcja przejścia się po mieście i wejścia do ulubionego fast-fooda też była nielichą atrakcją. Dalej oczywiście siłownia, bilard, aparat fotograficzny, szkoła sztuk walki, tagowanie dzielnicy, wyścigi konne, stadion z własnymi zawodami, rekrutacja gangsterów do pomocy, przejmowanie terytorium, chodzenie na prawdziwe randki. A to tylko pierwsze miasto. No absolutny kosmos.
Taka moc możliwości sprawiała, że dosłownie zanim wyszliśmy z Los Santos, aby odkryć dwa kolejne minęło parę dobrych tygodni samego szwędania się po ulicach i sprawdzania możliwości jakie oferuje ta niesamowicie przytłaczająca aż produkcja. To było trochę taki Crimson Desert tamtych czasów, gdzie nigdy wcześniej nie widzieliśmy tak bogatego, pełnego detali i spójnego w konstrukcji świata z masą niespodzianek do sprawdzenia.
Kocham GTA: San Andreas także z jeszcze jednego powodu. Klimat. Wiem, że większość z Was pewnie woli Vice City czy smutne i ponure jak Polska lat 90. GTA 3, ale ten taki hip-hopowy vibe jaki przygotowali deweloperzy był przecudowny. Soundtrack tak kozacki, że to dziś regularnie słucham nawet jak nie grywam, a historia miewała swoje bardzo mocne momenty. Może jako szczyl za dużo z tego nie zrozumiałem, ale już w kolejnym podejściu wyczaiłem chyba wszystkie smaczki jakie przygotowali twórcy. Dla mnie to była i nadal jest produkcja praktycznie idealna - oczywiście ma sporo wad i upierdliwych misji jak chociażby szkoła latania, ale nigdy później nie doznałem już takiego jakościowego przeskoku. Osobiście był to dla mnie taki sam moment, jak dla wielu z was dawniej przeskok z Pegasusa na PSX-a, którego żałuję, że nie było mi dane doświadczyć.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Grand Theft Auto: San Andreas.
Najlepsza ERA w historii GTA to...?
Przeczytaj również
Komentarze (17)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych