Steam Machine za ponad 1000 dolarów? Valve chyba zapomniało, za co pokochaliśmy Steam Decka 

Steam Machine za ponad 1000 dolarów? Valve chyba zapomniało, za co pokochaliśmy Steam Decka 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Steam Deck wjechał kilka lat temu jak sprzęt, który nie próbował udawać luksusowej zabawki dla garstki zapaleńców. Jasne, nie był idealny, miał swoje ograniczenia, potrafił rozładować się szybciej, niż człowiek zdążył rozkręcić sesję w większej grze, ale dawał dostęp do pecetowej biblioteki w formie, która nagle wydawała się sensowna, wygodna i - jak na możliwości - całkiem rozsądnie wyceniona. To był urok Steam Decka. 

I między innymi dlatego informacje o Steam Machine za ponad 1000 dolarów brzmią jak zimny prysznic. Valve może oczywiście tłumaczyć, że to bardziej pecet niż konsola, że sprzęt nie jest dotowany, że otwarty ekosystem kosztuje, że podzespoły, rynek i cała ta technologiczna matematyka nie biorą jeńców. Wszystko jasne. Tylko że gracz, który pokochał Steam Decka za sprytne połączenie ceny, wygody i dostępu do biblioteki, może w tym momencie zapytać bardzo prosto: czy na pewno o to chodziło?

Dalsza część tekstu pod wideo

Co wiemy? 

Steam Machine na dzień 24 czerwca wygląda jak sprzęt, który bardzo chce wejść do salonu, ale nie do końca zamierza zachowywać się jak klasyczna konsola. Valve przedstawia go jako kompaktowy komputer z systemem SteamOS, stworzony przede wszystkim do grania z własnej biblioteki Steam na telewizorze albo przy biurku. Brzmi znajomo? Trochę tak, bo duch Steam Decka jest tu bardzo wyraźny. Zamiast przenośnej konsolki dostajemy jednak małą skrzynkę pod ekran.

Sprzęt ma występować w dwóch wariantach pojemnościowych, więc na papierze jest to urządzenie ustawione gdzieś pomiędzy konsolą a pecetem. Z jednej strony ma być proste w obsłudze i gotowe do odpalenia gier ze Steama bez klasycznego komputerowego dłubania. Z drugiej - nie udaje zamkniętego pudełka, w którym producent trzyma użytkownika za rękę od pierwszego uruchomienia do ostatniej aktualizacji.

Najwięcej emocji nie wywołały jednak same założenia, tylko cena. Podstawowy model z 512 GB pamięci kosztuje 1049 dolarów, a wersja 2 TB - 1349 dolarów. Do tego kontroler nie jest domyślnie wrzucony w cenę, więc zestawy ze Steam Controllerem robią się jeszcze droższe. I tu zaczyna się cały problem, bo Steam Machine nie trafia w próżnię. Gracze natychmiast zestawiają ten sprzęt z konsolami, gotowymi pecetami, Steam Deckiem i własnymi wyobrażeniami o tym, czym właściwie miała być „maszyna do Steama”.

Valve tłumaczy tę cenę dość jasno: firma nie chce sprzedawać sprzętu poniżej kosztów, bo według niej taki model prowadzi do bardziej zamkniętych ekosystemów. Do tego dochodzi kryzys pamięci i innych komponentów, który mocno uderza w cały rynek hardware’u. Można więc zrozumieć, skąd biorą się te liczby. Problem w tym, że zrozumienie mechaniki rynku nie sprawia automatycznie, że gracze będą chcieli rzucać w to swoimi pieniędzmi. 

Jest nieciekawie

Największy kłopot Steam Machine polega na tym, że pierwsze skojarzenie wielu osób jest po prostu brutalne: za te pieniądze można kupić konsolę, dołożyć do peceta albo mocno zastanowić się, czy nie zostać przy tym, co już stoi pod telewizorem. Valve może mówić o otwartości, SteamOS, bibliotece Steama i wygodzie, ale cena przekraczająca psychologiczną barierę 1000 dolarów zmienia całą rozmowę. 

Drugi problem dotyczy samej tożsamości sprzętu. Steam Machine nie jest przenośny jak Steam Deck, nie jest tak oczywistym wyborem do salonu jak PlayStation czy Xbox, a jednocześnie nie daje tej samej swobody konfiguracji, co samodzielnie złożony komputer. Wiecie - to trochę tak, jakby Valve próbowało sprzedać urządzenie bardzo konkretnej grupie ludzi, tylko ta grupa musi najpierw sama siebie rozpoznać. Jeśli ktoś chce prostoty, może spojrzeć na konsole. Jeśli ktoś chce pełnego PC, może spojrzeć na pecety. Jeśli ktoś chce Steama w łóżku albo w podróży, ma Decka.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że gracze po Steam Decku mają wobec Valve konkretne oczekiwania. Deck nie był idealny, ale miał jasny sens. Był przenośny, wygodny, świeży i dawał poczucie, że PC gaming nagle zmieścił się w rękach. Steam Machine nie ma tego efektu „wow” wynikającego z formy. To bardziej powrót do pomysłu małego peceta pod telewizor, tylko w rzeczywistości, w której cena sprzętu od razu podcina mu skrzydła.

Konkludując...

Steam Machine na pewno nie wygląda jak sprzęt bez sensu. Wręcz przeciwnie - sama idea małego, wygodnego urządzenia ze SteamOS, podpiętego do telewizora i korzystającego z ogromnej biblioteki Steama, nadal brzmi kusząco. Valve ma też zaufanie wielu graczy, bo Steam Deck pokazał, że firma potrafi zrobić hardware z charakterem, a nie tylko kolejny gadżet do kolekcji. Problem w tym, że tym razem magia nie uruchamia się od razu. 

I właśnie dlatego odbiór jest tak chłodny. Steam Machine mogło być naturalnym następnym krokiem po Decku, czymś, co przeniesie tę samą filozofię do salonu. Na razie wygląda jednak jak urządzenie, które za mocno oddaliło się od tego, za co wielu graczy pokochało Valve’owy handheld. Steam Deck miał w sobie prostą obietnicę: Twoje gry, gdzie chcesz, w cenie, którą da się przełknąć. Steam Machine mówi coś podobnego, ale znacznie droższym głosem. A to już zupełnie inna rozmowa.

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper