GTA 6 bohaterowie

Premiera GTA 6 zbliża się wielkimi krokami. Coraz bliżej wielkiego szaleństwa! 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Są takie premiery, przy których branża gier przez chwilę zaczyna funkcjonować trochę inaczej. Niby kalendarz wydawniczy dalej jest pełny, niby co tydzień pojawiają się nowe zwiastuny, zapowiedzi i mniejsze lub większe afery, ale gdzieś w tle wszyscy zerkają w jednym kierunku. Czy jest w tym coś dziwnego? W żadnym wypadku! Grand Theft Auto to nie jest po prostu kolejna popularna seria, która po latach wraca z następną odsłoną. 

Wiecie - analizy każdego kadru ze zwiastuna, dyskusje o cenie, kłótnie o wymagania, powroty do Vice City, porównania z Red Dead Redemption 2 i milion pytań o to, czy Rockstar naprawdę dowiezie coś, co uniesie ciężar tych absurdalnie wysokich oczekiwań. Nie zamierzam oczywiście udawać, że każda ekscytacja wokół tej premiery jest zdrowa i rozsądna, bo hype przy takich tytułach bardzo łatwo wymyka się spod kontroli. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że zbliża się moment, w którym o grach wideo znów będą mówić prawie wszyscy.

Dalsza część tekstu pod wideo

Kolejki wrócą z zaświatów

Przez lata zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że gry kupuje się cyfrowo, preload włącza się kilka dni wcześniej, a o północy człowiek co najwyżej nerwowo odświeża menu konsoli, zamiast stać pod sklepem w kurtce i zastanawiać się, czy obsługa naprawdę otworzy drzwi równo o 00:00. Tyle że przy GTA 6 ta normalność może na chwilę pęknąć. Czy fizyczne kolejki w 2026 roku brzmią trochę jak relikt poprzedniej epoki? Pewnie tak. Ale jeśli jest seria, która potrafi wyciągnąć graczy z domów tylko po to, żeby mogli powiedzieć „byłem tam”, to trudno wskazać lepszą kandydatkę. 

PS5 Pro? Nagle każdy będzie potrzebował

Najzabawniejsze w tym wszystkim może okazać się to, jak szybko zmieni się narracja wokół sprzętu. Dziś można kręcić nosem, że PS5 Pro jest drogie, że zwykłe PS5 wystarczy, że różnice nie zawsze wywracają fotel, że może poczekamy na promocję. I wiecie co? Wszystko to brzmi całkiem rozsądnie. Do momentu, w którym Rockstar pokaże kolejne fragmenty rozgrywki, a Internet zacznie rozbierać na części pierwsze odbicia na mokrym asfalcie, gęstość ruchu ulicznego i mimikę przypadkowego przechodnia. Wtedy nagle okaże się, że sporo osób jednak chce zagrać „najładniej jak się da”.

Mainstream połknie temat

Największe premiery gier mają to do siebie, że na chwilę przestają być wyłącznie premierami gier. GTA 6 raczej nie będzie tematem zamkniętym w branżowych portalach, forach i kanałach gamingowych. O tej grze będą mówić ludzie, którzy na co dzień mylą Rockstar z napojem energetycznym, prezenterzy porannych programów będą tłumaczyć, o co tyle hałasu, a w większych redakcjach ktoś przypomni sobie, że gry wideo są większe od wielu klasycznych gałęzi rozrywki.

Internet oszaleje

Przez kilka dni, a może nawet tygodni, ucieczka od GTA będzie prawdopodobnie zadaniem dla ludzi wyjątkowo zdeterminowanych. X, TikTok, YouTube, Reddit, Facebook, Instagram - wszędzie będą te same fragmenty, te same porównania i te same zachwyty nad detalami, których część graczy nie zauważyłaby w trakcie normalnej rozgrywki. Ktoś wrzuci filmik z kałużą. Ktoś inny udowodni, że pieszy po drugiej stronie ulicy ma unikalną animację poprawiania koszuli. To będzie napływało zewsząd, jestem pewien. 

Inne gry zejdą z drogi

Branża oczywiście będzie udawała, że wszystko idzie normalnym rytmem, ale prawda jest taka, że premiera GTA 6 może działać na kalendarz wydawniczy jak wielki korek na autostradzie. Nikt rozsądny nie chce wypuszczać swojej gry dokładnie wtedy, gdy miliony ludzi planują zniknąć w Vice City i okolicach na kilkadziesiąt godzin. Mniejsze tytuły mogą uciekać wcześniej, większe mogą przesuwać się dalej, a wydawcy będą liczyć tygodnie z taką ostrożnością, jakby chodziło nie o datę premiery, ale o rozbrajanie bomby. Zresztą, już dziś można to zauważyć. 

Urlopy

Będzie też ten najbardziej ludzki element całego zamieszania, czyli nagły wysyp urlopów. Jedni powiedzą wprost, że biorą wolne na GTA. Inni będą kombinować, że „akurat potrzebują długiego weekendu”. Jeszcze inni, oczywiście całkowicie przypadkowo, zaczną gorzej się czuć w okolicach premiery. I choć można się z tego śmiać, to jest w tym coś uroczego. Gry bardzo rzadko dają dziś poczucie takiego wspólnego startu, w którym ludzie naprawdę chcą być obecni od pierwszej minuty. 

Ceny, edycje i wojna w komentarzach

Oczywiście nie byłoby wielkiej premiery bez wielkiej awantury o pieniądze. Cena podstawowej wersji, potencjalne edycje specjalne, bonusy za preorder, dostęp do dodatków, cyfrowe waluty, przyszłość GTA Online - każdy z tych tematów może odpalić dyskusje gorętsze niż niejeden zwiastun. I trudno się temu dziwić, bo przy tak ogromnym tytule emocje będą działały w obie strony. Jedni powiedzą, że za GTA 6 zapłacą każdą kwotę, bo czekali kilkanaście lat. Drudzy uznają, że branża właśnie testuje granice cierpliwości klientów. A trzeci, jak zwykle, napiszą że „kupią na promocji”, po czym będą grać w dniu premiery.

Popkulturowe trzęsienie ziemi

Najciekawsze jest jednak to, że całe to szaleństwo nie skończy się w dniu premiery. Ono dopiero wtedy naprawdę ruszy. Będą rekordy oglądalności, rekordy sprzedaży, rekordy absurdalnych filmików, rekordy teorii i rekordy ludzi, którzy po dwóch godzinach napiszą, że gra jest „przereklamowana”, żeby po dwudziestu godzinach mieć już pięć poradników na swoim kanale. GTA 6 może stać się jednym z tych momentów, które przez chwilę porządkują rozmowy o grach na całym świecie. 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper