Arnold Schwarzenegger w swoim żywiole! Ostatni wielki hit gwiazdora z lat 90.

Arnold Schwarzenegger w swoim żywiole! Ostatni wielki hit gwiazdora z lat 90.

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00

Kończący dziś dokładnie 30 lat “Egzekutor” to film, o którym łatwo zapomnieć, jeśli weźmie się pod uwagę największe kreacje Arnolda Schwarzeneggera z lat 80. i 90. Efektowna produkcja Chucka Russella nieprzypadkowo, wśród fanów słynnego Arniego, uchodzi jednak za jego ostatnie wielkie dzieło w tej dekadzie. Sprawnie łączące wartką akcję ze świetnym humorem. 

Znakomita passa sympatycznego aktora z Thal, zapoczątkowana pamiętną rolą w kultowym „Conanie Barbarzyńcy” z 1982 roku, trwała w najlepsze na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. W tym okresie Schwarzenegger był kojarzony z wyrazistymi kreacjami balansującymi na granicy powagi i ironii, czego doskonałym przykładem było choćby słynne „Commando” Marka L. Lestera. Wkrótce zaowocowało to całkowitą zmianą jego ekranowego emploi.

Dalsza część tekstu pod wideo

Aktor coraz częściej pojawiał się bowiem w komediach, a widownia szybko polubiła go właśnie w takim wcieleniu, w którym znakomicie wykorzystywał swój ogromny dystans do siebie. Większość produkcji z jego udziałem odnosiła sukcesy kasowe, co sprawiało, że wielu reżyserów chciało z nim współpracować. Z czasem mógł więc po prostu wybierać najciekawsze — z własnej perspektywy — projekty. Tak było choćby w przypadku słynnej „Fortecy”, w której ostatecznie jednak nie wystąpił, a w roli głównej zastąpił go Christopher Lambert.

W latach 90. w kinach królowały efektowne widowiska akcji, a jednym z ich głównych gwiazdorów — obok popularnego Arniego — był również Sylvester Stallone. Nic więc dziwnego, że w połowie dekady producenci związani z Warner Bros. rozpoczęli prace nad kolejną produkcją sensacyjną, w której centrum znalazł się samotny sprawiedliwy — agent związany z programem ochrony świadków. Pomysł scenariusza opracowali Tony Puryear, a także znający się z planu serialu “Law&Order”, Walon Green i Michael S. Chernuchin.

Przedstawiciele Warnera początkowo mieli zaproponować projekt właśnie Sylvestrowi Stallone. Jak jednak wiadomo, słynny Sly miał w tym czasie już serdecznie dość występowania w filmach akcji, scenariusz nie przypadł mu do gustu i nie podjął tematu, ostatecznie decydując się na pracę nad „Cop Land” Jamesa Mangolda. Po jego odmowie producenci postanowili sięgnąć po zupełnie inne nazwisko z górnej półki. 

Wspomniany już wcześniej film Stuarta Gordona nie był jedyną produkcją, z której udziału musiał zrezygnować Arnold Schwarzenegger. Aktorowi w połowie dekady zaoferowano bowiem rolę Johna Patricka Masona w „Twierdzy” Michaela Baya, którą ostatecznie otrzymał sir Sean Connery. Gwiazdor wspominał, że choć po latach żałował, iż nie zagrał w tym filmie, wówczas scenariusz nie był jeszcze w pełni gotowy, więc projekt nie wyglądał zbyt przekonująco. Inaczej było w przypadku „Egzekutora”, do udziału w którym przekonała Schwarzeneggera przede wszystkim osoba reżysera Chucka Russella, z którym artysta pracował już wcześniej przy innej produkcji. 

Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność…

Eraser
resize icon


Russell rozpoczynał swą karierę reżyserską od trzeciej części horrorowej franczyzy, której bohaterem był Freddy Kruger. Wkrótce jednak zasłynął, podążającą drogą Johna Carpentera, lekko niedocenioną “Plazmą”, a przede wszystkim słynną “Maską” z Jimem Careyem, która okazała się ogromnym sukcesem w box office. Nic więc dziwnego, że to właśnie jemu producenci Warner Bros. powierzyli reżyserię nowej produkcji kina akcji, której głównym atutem okazał się ostatecznie właśnie udział Arnolda Schwarzeneggera. Russell wspominał po latach, że od początku widział w aktorze postać na poły mityczną, ale jednocześnie idealnie pasującą do scenariusza, który zasadniczo został oparty na prawdziwych wydarzeniach. Autorzy skryptu podkreślali bowiem, że choć fabuła została mocno udramatyzowana, generalnie opierała się na realnych sytuacjach związanych z programem ochrony świadków.

Możliwość wcielenia się w bohatera zapewniającego owym świadkom nową tożsamość okazała się magnesem również dla samego Schwarzeneggera. Aktor wspominał, że eksplorowanie tajemnic związanych z programem, o którego funkcjonowaniu wielu ludzi nie ma wielkiego pojęcia, było ekscytujące i to właśnie dlatego zdecydował się na tę rolę. Sporą trudnością dla ekipy okazało się jednak znalezienie odpowiedniego dublera do efektownych sekwencji, których w tym filmie nie brakowało. Twórcy podkreślali bowiem, że nie jest łatwo znaleźć kaskadera, który fizycznie przypominałby Schwarzeneggera, ale na szczęście aktor zdecydował się wykonywać większość z tych scen samodzielnie.  

Nikogo nie zdziwi fakt, iż gwiazdor miał również decydujący głos w sprawie innych kwestii związanych z realizacją filmu. Polecił producentom przede wszystkim operatora Adama Greenberga, z którym pracował już na planie obu “Terminatorów” Jamesa Camerona, dlatego też zdjęcia do “Egzekutora” mogą lekko przypominać oba arcydzieła tego okresu. W kwestii wyboru aktorki do roli Lee Cullen kluczowa okazała się porada ówczesnej żony gwiazdora, Marii Shriver. Zwróciła ona uwagę producenta, Arnolda Kopelsona na piosenkarkę Vanessę Williams, która wcześniej miała doświadczenie w zasadzie wyłącznie z gry w produkcjach telewizyjnych. Tu wypadła jednak całkiem nieźle.

Tymczasem sam Schwarzenegger na własnej skórze przekonał o zasadności słynnego cytatu z komiksów o Spidermanie: “With great power comes great responsibility”. Współpraca pomiędzy Chuckiem Russellem a wspomnianym Kopelsonem nie układała się bowiem dobrze i w pewnym momencie aktor musiał negocjować pomiędzy obiema stronami, bo panowie nie mieli ochoty się ze sobą spotykać. Dzięki jego mediacji udało się jednak uniknąć zgrzytów na planie filmowym.

W “Egzekutorze” zagrało aż trzech odtwórców nominowanych do Oscara i jeden zdobywca statuetki. Nagrodzony dopiero dwa lata później za występ w “Prywatnym piekle” Paula Schradera, James Coburn wciela się tu w rolę szefa WITSEC, mającego szczególną więź z głównym bohaterem filmu. James Cromwell pojawia się dosłownie na parę chwil na początku filmu, zaś głównego antagonistę, do roli którego początkowo typowany był Jonathan Price, ostatecznie gra tu James Caan.

Co ciekawe był to pierwszy typowy blockbuster w karierze tego znakomitego aktora, który dotychczas stronił od występu w tego typu filmach. Sam przyznawał później, że okres zdjęciowy i współpracę ze Schwarzeneggerem wspominał jako czas bardzo dobrej zabawy, akcentując jednak kluczową dla siebie kwestię. Choć sam obraz wręcz ociekał testosteronem, bohaterowie byli tak mocno przerysowani, że bardzo trudno było traktować ich w pełni na poważnie, co zbliżało “Egzekutora” do produkcji pokroju wspominanego już “Commando”.

Wspomnieć należy również o zaawansowanej technice wykorzystywanej do realizacji kilku efektownych sekwencji, takich jak te z użyciem specjalnej broni tzw. “railgun”, a także słynnego wyskoku Johna Krugera z lecącego samolotu. W połowie lat 90. kino znajdowało się w okresie przejściowym, pomiędzy klasycznymi efektami specjalnymi a pełnym CGI. Scena samolotowa z “Egzekutora” była wtedy pokazem możliwości nowoczesnych efektów wizualnych: połączono autentyczne zdjęcia aktorów z cyfrowo tworzonym otoczeniem w sposób, który dla widzów wyglądał bardzo przekonująco. Recenzenci i specjaliści od efektów często wskazywali właśnie ją jako jeden z największych technicznych atutów filmu.

W kwestii wspomnianej futurystycznego oręża, projektanci chcieli stworzyć broń wyglądającą bardziej zaawansowanie niż współczesne karabiny, dlatego nadano jej charakterystyczny kształt, z dużymi elementami przypominającymi cewki elektromagnetyczne. Najbardziej pamiętnym elementem były celowniki pozwalające przenikać przez ściany. Oczywiście aktorzy nie widzieli takich obrazów podczas zdjęć. Schwarzenegger i pozostali aktorzy celowali z rekwizytów, a obrazy szkieletów i wnętrz budynków dodano później cyfrowo w postprodukcji.

Ostatni wielki hit z Arnoldem

Eraser
resize icon


Użycie najbardziej zaawansowanej ówcześnie technologii filmowej rzecz jasna musiało się wiązać z wielkimi nakładami finansowymi, i tak było w tym przypadku. Film Chucka Russella kosztował w sumie, zawrotne jak na te czasy, ponad 100 milionów dolarów. Część tej kwoty musiano spożytkować na pewien, dość osobliwy, zabieg już po nakręceniu wszystkich scen. Zła korporacja, z której przedstawicielami walczą główni bohaterowie, początkowo nazywała się bowiem Cyrex, co spotkało się z protestem realnej firmy Cyrix, konkurującej wtedy na rynku mikroprocesorów z Intelem, co sprawiło, że twórcy zadecydowali o zdubbingowaniu wszystkich dialogów, gdzie ona pada, zastępując ją nową nazwą Cyrez. 

Film ostatecznie zadebiutował w kinach 21 czerwca 1996 roku, od początku spotykając się z gorącym przyjęciem. “Egzekutor” utrzymywał się na pierwszym miejscu nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale m.in. również na Filipinach, gdzie stał się większym hitem niż wiele innych drogich widowisk tego roku. Co zaskakujące całkiem nieźle pisali o nim również krytycy. Roger Ebert celnie zauważa, że jest to efektowna produkcja akcji, przeznaczona raczej dla ludzi o obniżonej zdolności uwagi, dzięki której łatwo mogą zapomnieć o fabularnych dziurach, poddając się czystemu żywiołowi następujących po sobie sekwencji strzelanin lub pościgów. Ostatecznie film okazał się wielkim zwycięzcą box office, lądując w pierwszej piętnastce najczęściej oglądanych filmów tego roku na dużym ekranie. 

Z dzisiejszej perspektywy “Egzekutor” jawi się przede wszystkim jako ostatni wielki hit ze złotej ery Arnolda Schwarzeneggera. Pozycję, której współcześnie - paradoksalnie - mocno pomagają wyraźnie archaiczne efekty specjalne. Trudno bowiem nie uśmiechnąć się oglądając iście kuriozalną scenę pogoni Krugera za spadochronem, przypominającą choćby końcówkę pierwszej gry z serii “Just Cause”, czy też wyjątkowo sztuczny pojedynek z krokodylami w ZOO, idealnie komponujący się z marsową miną Schwarzeneggera, aktorskimi szarżami Jamesa Caana, licznymi bon motami głównego bohatera, jak również wieloma zabawnymi scenkami, jak ta z defibrylatorem. Film Russella całkiem dobrze bawi się konwencją kina akcji, nic więc dziwnego, że jest chętnie oglądany do dziś.

Ogromna popularność “Egzekutora” sprawiła, że jeszcze w 1996 roku premiery pojawiła się gra “Eraser: Turnabout”, która jednak - jak większość tego typu tworów -  spotkała się z mocno negatywnymi komentarzami i ocenami. W 2022 roku premierę miał za to nieszczęsny “Egzekutor: Odrodzenie”. Pierwotnie planowany na sequel, ale ostatecznie zrealizowany w postaci reboota, film z Dominikiem Sherwoodem w roli głównej, który ostatecznie okazał się dokładnie tym na co się pierwotnie zapowiadał: tanim filmem akcji, w którym nawet efekty specjalne stoją na zdecydowanie niższym poziomie niż w filmie z 1996 roku.

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper