Morfeusz - wywiad z Kamilem Szeptyckim. "Każda osoba ma prawo pisać własną historię"
Od dzisiaj na SkyShowtime możemy oglądać trzeci odcinek ich nowej, polskiej produkcji kryminalnej, pod tytułem "Morfeusz". Z tej okazji, usiedliśmy do rozmowy z wcielającym się w jedną z głównych ról Kamilem Szeptyckim, czyli serialowym Piotrem Leyerem, który opowiedział nam o całodniowej pracy na morzu, o swojej relacji z reżyserem serialu, a także... jaki film gangsterski powinien być lepiej znany szerokiej publiczności.
Piotrek Kamiński: Szybkie pytanie: najlepsza postać w “Matrixie”?
Kamil Szeptycki: Nie no, Neo, bezsprzecznie Neo.
Piotrek: Miał być Morfeusz!
Kamil: Wiem i pewnie dlatego postanowiłem odpowiedzieć inaczej. Nie oszukujmy się, Morfeusz jest w naszym serialu znaczącą postacią - w pewien sposób właśnie wokół snów się poruszamy, ale myślę, że nie ma sensu za dużo zdradzać. Powiem tak: miejmy nadzieję, że Piotr Leyer pewnego dnia się obudzi i pomyśli sobie, że to wszystko to był tylko zły sen.
Piotrek: Ok, czyli wchodzimy w tematy snów... Ale dobra, już więcej nie dopytuję. Kim, w takim razie, ten twój Piotr Leyer jest? Co możesz nam o nim opowiedzieć?
Kamil: Poznajmy Piotra Leyera, a właściwie to Piotrka Leyera...
Piotrek: Piotrusia?
Kamil: Tak zwracają się do niego niektórzy bohaterowie, co zresztą specjalnie jest odrobinę protekcjonalne z ich strony. Ja myślałem o nim od początku jako o Piotrze. Tak więc poznajemy Piotra Leyera w momencie kiedy jest statycznym ojcem dwójki wspaniałych chłopaków, prywatnie kochającym mężem, a zawodowo wziętym adwokatem. Chętnie walczy o godność swoich klientów, nie boi się przeciwstawiać systemowi. Podoba mi się, że poznajemy go jako człowieka który zawsze stara się stawać po stronie pokrzywdzonych - często pracuje więc pro bono. Głównie myśli jednak o swojej obecnej rodzinie, ponieważ o rodzinie z której pochodzi stara się na co dzień nie myśleć. Piotr odciął się od nich, ponieważ utrzymywali się z gangsterki. Szczególnie jego ojciec miał bardzo “brudne” ręce i kryminalną przeszłość. Tak więc Piotr postanowił napisać swoją własną historię, co niestety nie do końca się udaje, bo historia lubi się powtarzać.
Piotrek: Kiedy oglądałem pierwsze odcinki, przeraziło mnie, że Piotrek jest prawnikiem, osobą związaną bardzo blisko z sądami, z prawem, z egzekwowaniem prawa, i jest przy tym synem skazanego gangstera, szefa grupy przestępczej. Mówię sobie: to nie może być prawda, to musi być fikcja literacka. Ale nie! Najwyraźniej to jest absolutnie legalne w naszym prawie. Nie sądzisz, że to jest troszeczkę przerażające, jak bardzo podatny na matactwa jest to grunt?
Kamil: Wiesz co? I tak i nie, ponieważ uważam, że każda osoba, bez względu na to w jakiej rodzinie się urodziła - na co, przypomnijmy, nie mamy wpływu - ma prawo pisać własną historię. Czy istnieje jakaś przestrzeń w której może dochodzić do nadużyć? Myślę, że nie jesteśmy tego pozbawieni nawet w „najczystszych” i „najświętszych” pozornie rodzinach.
Piotrek: Twoją serialową rodziną jest tutaj pan Andrzej Grabowski, ikona polskiej kinematografii, teatru i właściwie całej polskiej kultury. Jak to było grać z nim, być jego synem, któremu jednak stawiasz się w niektórych scenach? Czy to było dla Ciebie duże wyzwanie?
Kamil: Niewątpliwe pierwsze spotkanie z panem Andrzejem stanowiło wyzwanie, ale takie stricte emocjonalne. Nie oszukujmy się, jest to ikoniczna postać na której dorobku artystycznym również się wychowywałem. Tak więc, kiedy ileś lat później spotykamy się w sytuacji zawodowej, gdzie powinniśmy być partnerami i nie ma miejsca na dogrywanie się, pozbywanie się tego wszystkiego, co gdzieś tam sobie wokół pana Andrzeja stworzyłem, tylko trzeba wejść i od razu grać konkretne relacje, to tak - jest to wyzwanie. Wiesz, to nie jest teatr, tutaj nie ma szans na próby, docieranie się z innymi aktorami przez tygodnie wspólnej pracy. W filmie trzeba od razu wejść i skoczyć na tę metaforyczną, głęboką, nie zawsze ciepłą wodę. Dlatego nisko kłaniam się panu Andrzejowi, ponieważ jest wybitnym profesjonalistą co spowodowało, że tworzenie z nim, jego otwartość na moją wrażliwość, na moje pomysły, była taka, jakiej zawsze bym sobie życzył w pracy. To niesamowity człowiek. Niewiele prywatnie rozmawialiśmy, ale wystarczyło nam to – przynajmniej z mojej perspektywy. Mam nadzieję, że nasze ścieżki zawodowe jeszcze nie raz się przetną.
Piotrek: Trzymam kciuki! Czy postać reżysera, Maćka Migasa, była pomocna w tworzeniu tych relacji między ojcem i synem, czy bardziej budowaliście to między sobą? Czy może po prostu wszystko było w scenariuszu?
Kamil: Z reżyserem, Maciejem Migasem, los złączył mnie bardzo mocno już na samym początku, ponieważ kiedy przeszedłem na zdjęcia próbne okazało się, że do sceny castingowej, do roli ojca partnerować mi będzie właśnie nie inny aktor, a reżyser Maciej. Aktorstwo jest takim zawodem, że zanim się podejmiemy pracy, musimy być w ogóle dopuszczeni do możliwości wzięcia udziału w castingu, a potem trzeba jeszcze ten casting wygrać. Tak więc, pomyślałem sobie po wyjściu z tego spotkania, że „kurczę, będzie jak będzie, ale było to bardzo fajne, niezapomniane właściwie spotkanie reżysersko/aktorskie”. Ale prawdę mówiąc, bardzo dobrze mi się z Maćkiem grało i myślę, że od tego momentu mieliśmy do siebie jakieś takie wzajemne zaufanie. Ja do niego jako człowieka, który nadzoruje cały ten lot, a on do mnie jako osoby, która jest tym „ silnikiem odrzutowym”, historii. Na pewnym etapie serialu moja postać przechodzi znaczną metamorfozę, a wraz z tą zmianą cała opowiadana historia zaczyna momentalnie przyspieszać. Wszystko dzieje się z taką prędkością że jest przerażające i fascynujące jednocześnie. Także miałem do Maćka pełne zaufanie jako do reżysera, który proponował mi konkretne aktorskie rozwiązania.
Piotrek: Kręciliście głównie w Szczecinie, nad wodą, a pogoda, zwłaszcza u nas, potrafiła być mocno nieprzewidywalna. Mieliście jakieś ciekawe albo straszne sytuacje na planie, coś wartego podzielenia się z czytelnikami?
Kamil: Szczecin jest tutaj głównym bohaterem, jeśli chodzi o lokalizację, ale kręciliśmy też i w Warszawie, i w Trójmieście, i w... Nie wiem, czy możemy to zdradzić? I za granicą! To były niesamowite dni zdjęciowe. Kręciliśmy tam sceny typowo na morzu. Bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ tak na dobrą sprawę byliśmy przez 12 godzin niemalże na wodzie. No i jest to pewnego rodzaju wyzwanie, kiedy naprawdę buja tobą przez tyle czasu.
Piotrek: Odkryłeś, że masz chorobę morską?
Kamil: Nie, nie było aż tak źle, chociaż niektórych faktycznie poskładało, ale na takie rzeczy nie mamy przecież wpływu. Dla mnie osobiście wszystkie sceny pościgów, czyli jazdy szybkimi samochodami były ogromną radością. Bardzo się cieszę, że grupa kaskaderska obdarowała mnie zaufaniem i pozwolono mi wiele z tych przejazdów zrobić samodzielnie. Myślę, że ten plan był tak intensywny pod względem tego, co mieliśmy do zrealizowania, że nawet jeżeli były jakieś perturbacje pogodowe czy niesprzyjająca aura, to nam to gdzieś umknęło. Nie zwracaliśmy na to uwagi, byliśmy zaangażowani w pracę.
Piotrek: Rozumiem. Na koniec jeszcze tylko jedno, szybkie pytanie. Ponieważ „Morfeusz” to serial gangsterski, jaki, twoim zdaniem, jest najlepszy film gangsterski w historii kinematografii?
Kamil: Nawet gdybyś zapytał mnie o dziesięć najlepszych, to miałbym wątpliwości. Jestem ogromnym fanem klasyki. Oczywiście „Ojciec chrzestny”, „Chłopcy z ferajny”, można długo, długo wymieniać. Chociaż przyznam, że bliżej mi, ze względu na czasy, w których dorastałem do filmów Quentina Tarantino. To uwielbiany przeze mnie twórca. Nie byłbym też sobą, gdybym nie wspomniał o jednym z moich ukochanych reżyserów, Martinie McDonaghlu, szerszej publiczności znanemu z wyreżyserowania takich filmów jak „Trzy bilbordy za Ebbing” czy „Duchy Inisherin”. Miałem okazję w szkole teatralnej wcielać się w jedną z postaci jego dramatu, „Porucznik z Inishmore” i to była fantastyczna przygoda, która wiele mnie nauczyła. Jest natomiast taki film, który jest według mnie, bardzo niedoceniony i warto, żeby stał się bardziej znany szerszej publiczności, czyli film „Siedmiu psychopatów”. Jeżeli ktoś nie widział, to z całego serca go polecam.
Piotrek: Popieram! Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych