Wiedźmin 3 next-gen

Serce z Kamienia czy Krew i Wino - które DLC do Wiedźmina 3 było lepsze? 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Przy rozmowach o najlepszych dodatkach w historii gier bardzo łatwo wpaść w bezpieczny odruch i po prostu powiedzieć: Wiedźmin 3 zrobił to lepiej niż większość branży, koniec tematu. Problem polega na tym, że w przypadku tej gry sprawa wcale nie kończy się na samym zachwycie nad jakością rozszerzeń. Dużo ciekawsze zaczyna się chwilę później, kiedy trzeba odpowiedzieć na dużo mniej wygodne pytanie - który z tych dwóch dodatków tak naprawdę był lepszy. 

Bo z jednej strony mamy historię bardziej kameralną, mroczniejszą i duszniejszą, opartą na jednym z najlepszych antagonistów, jakich dał nam ten świat. Z drugiej - wielki, barwny epilog, który nie tylko otwierał przed graczem nowy region, ale też sprawiał wrażenie niemal osobnej gry dopisanej do już i tak ogromnej przygody. I ten pojedynek broni się jako naprawdę ciekawa konfrontacja dwóch dodatków, które świetnie pokazały, jak różnymi ścieżkami można rozbudować jedną z najlepszych gier RPG w historii.

Dalsza część tekstu pod wideo

Serce z Kamienia

Serce z Kamienia od samego początku uderza w ton znacznie bardziej duszny niż podstawka. Dodatek brał Geralta i wrzucał go w historię bardziej zwartą, bardziej osobistą i mocniej osadzoną w opowieści pachnącej klątwą, paktem, tragedią i bardzo nieprzyjemnym poczuciem, że tutaj nic dobrego nie może skończyć się naprawdę dobrze.

W centrum tego wszystkiego stał Olgierd von Everec, czyli jedna z tych postaci, które od pierwszych minut stopniowo odsłaniają własny ciężar. I może właśnie tu bije największa siła tego dodatku. W tym, że nie opiera się wyłącznie na zadaniach do wykonania, ale na bardzo konkretnym napięciu między bohaterami, ich wyborami i konsekwencjami dawnych decyzji. Krótko i sprawnie.

Najlepsze w Sercu z Kamienia jest jednak to, że ten dodatek ani przez chwilę nie sprawia wrażenia czegoś doklejonego na siłę do wielkiej gry. Wręcz przeciwnie! Krótszy niż Krew i Wino, jasne, ale właśnie dzięki temu wyjątkowo gęsty. Nie ma tu zbyt wielu rozpraszaczy. Jest za to klimat, bardzo mocna oś fabularna i przyjemne wrażenie, że ktoś od początku wiedział, jaki rodzaj opowieści chce tu opowiedzieć.

Krew i Wino

Krew i Wino było z kolei dodatkiem, który od pierwszych chwil robił zupełnie inne wrażenie. Nie zaczynał od dusznej legendy ani nie wciskał człowieka od razu w ciasną, klaustrofobiczną historię. Zamiast tego otwierał przed graczem Toussaint, krainę tak barwną, słoneczną i pozornie bajkową, że niemal odruchowo chciało się potraktować ją jak chwilę oddechu po całym tym błocie, wojnie i brudzie znanym z podstawki.

DLC miało rozmach, miało własną tożsamość i miało ten rodzaj pewności siebie, dzięki któremu naprawdę można było odnieść wrażenie obcowania z niemal osobną grą. Nowe zlecenia, bestie, intryga na książęcym dworze, wampirzy trop i cały ten kontrast między baśniową fasadą a czającym się pod nią okrucieństwem sprawiały, że Toussaint nie było tylko ładnym dodatkiem do mapy. 

Krew i Wino dawało coś, czego w rozszerzeniach zwykle się nie dostaje - poczucie pełni. Nie tylko więcej zawartości, ale też nową energię, nowy kolor i bardzo wyraźne zamknięcie pewnego etapu. To wyglądało jak świadomie napisane pożegnanie z bohaterem, które zamiast iść w prosty sentyment, wolało jeszcze raz wrzucić go w piękny świat z bardzo ostrymi zębami.

Co wybieracie?

Tu naprawdę nie ma jednej oczywistej odpowiedzi. Serce z Kamienia wygrywa tam, gdzie liczy się ciężar i bardziej kameralna, ale wyjątkowo mocna historia. Krew i Wino kontruje skalą, światem i tym bardzo satysfakcjonującym poczuciem, że dostaliśmy coś wielkiego, pełnego i dopieszczonego niemal jak osobny finał całej sagi. Jeden dodatek trafia bardziej w głowę, drugi mocniej w wyobraźnię. 

Gdybym miał to spiąć najuczciwiej, powiedziałbym tak: Serce z Kamienia było dla mnie opowieścią mocniejszą, a Krew i Wino dodatkiem pełniejszym. I właśnie na tym polega cały problem z wyborem. Bo zależnie od tego, czego ktoś szuka w Wiedźminie 3 bardziej - mroku, duszności i świetnie napisanej tragedii czy wielkiej przygody z prawdziwie epilogowym rozmachem - odpowiedź może być zupełnie inna. A jak to wyglądało u Was?

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper