Ta aktorka to nadzieja dla MCU. Nadchodzi wyczekiwana grupa superbohaterów

Ta aktorka to nadzieja dla MCU. Nadchodzi wyczekiwana grupa superbohaterów

Jan Piekutowski | Dzisiaj, 22:00

Wydawało się, że po serii artystycznych porażek MCU nie będzie w stanie przyciągnąć nowych, głośnych nazwisk. Złudzenie trwało tylko krótką chwilę. Już wiemy, że w nadchodzącym Spider-Manie zobaczymy między innymi Sadie Sink. Rola, którą przewidują dla niej spekulacje, otwiera nowy rozdział w kinowym Marvelu.

Sadie Sink już przeszło dziesięć lat temu zaczynała występować na Broadwayu, gdzie zebrała rewelacyjne recenzje między innymi za “Audiencję”, w której występowała u boku Helen Mirren. Świat jednak nie usłyszałby o rudowłosej aktorce, gdyby nie przełom, jakim okazał się angaż w “Stranger Things”.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rola Max wniosła ożywienie nie tylko w karierze Sink, ale również w superprodukcji Netflixa. Postać charyzmatycznej chłopczycy stała się dla wielu widzów ulubioną w całym serialu. Pomogły w tym ikoniczne momenty pozwalające Sink na zaprezentowanie sporego wachlarza umiejętności. Na czele pozostaje przejmujące opętanie przez Vecnę, podczas którego młoda aktorka wypadła bardzo przekonująco. Recenzje od początku chwaliły jej dużą dojrzałość, umiejętność dostosowania środków do okoliczności oraz, rzecz nie do przecenienia, łatwość w skupianiu na sobie oka kamery. 

Nieprzypadkowo to właśnie Sink odniosła największy sukces spośród całej młodzieżowej obsady “Stranger Things”. Porównywalnie dobrze radzi sobie jedynie Millie Bobby Brown, lecz filmy z jej udziałem zbierają katastrofalne opinie, a jedyną franczyzą, do której 22-latkę zaangażowano na dłużej, pozostaje “Enola Holmes”. Reszta aktorów albo zaginęła gdzieś w odmętach politycznych kontrowersji, albo nie potrafiła przebić się przez bańkę stworzoną przez braci Dufferów.

Sink natomiast, zaraz po debiucie w hicie Netflixa, zaangażowała się w campowe, aczkolwiek zaskakująco przyjemne odsłony “Ulicy Strachu”. W 2022 roku zaś otrzymała główną rolę w niezłej “Dear Zoe”, a przede wszystkim towarzyszyła Brendanowi Fraserowi w jego spektakularnym odrodzeniu kariery w “Wielorybie”. Sink zagrała wówczas melodię znaną ze “Stranger Things”, jednak dokonała tego z takim wdziękiem, że umknęła krytyce. Skrzydeł nie podcięły jej nawet beznadziejne “Ofiarowanie” i enigmatyczna “O’Dessa”. 24-latka pozostała na fali, czego najlepszym dowodem zaangażowanie przez Marvela.

Sadie Sink wkracza do MCU

Spiderman
resize icon

Już wiemy, że rudowłosa aktorka zadebiutuje w MCU w najnowszym Spider-Manie. Szybko została ujawniona jako część obsady, chociaż wciąż nie wiadomo, jaka rola została jej przypisana. Zwiastuny skrzętnie omijają tę kwestię, trzeba skupić się na pozostawionych tu i ówdzie poszlakach, a właściwie domysłach.

Najważniejszy dotyczy potwierdzenia, że Sink wystąpi też w “Avengers: Secret Wars”, co z miejsca sugeruje, że jej bohaterka nie będzie przypadkowa. Nadchodząca premiera pozwoli na debiuty takich postaci jak Boomerang czy Tarantula (o czym pisaliśmy TUTAJ), lecz to jednorazowe strzały. Sink ma wrócić, co w pełni logiczne - dysponuje zdecydowanie zbyt mocnym nazwiskiem, aby na jednym występie kończyć swoją historię.

Kto więc trafi w ręce Sink? Kto jest rudowłosą przedstawicielką grupy bohaterów, na których wszyscy czekają? Kto ma odegrać bardzo ważną rolę w najważniejszej z tegorocznych premier Marvela, chociaż nadal nie zostali właściwie wprowadzeni do uniwersum? Odpowiedź, jak się wydaje, może być tylko jedna.

Do mnie, moi X-Men

Cyclop
resize icon

Kevin Feige już zapowiedział, że reboot X-Menów będzie miał młodszą obsadę. Sensowny ruch, biorąc pod uwagę, że mutanci mają dostarczyć materiału na najbliższe lata. To odpowiada wiekowi Sink, a także nadchodzącym pożegnaniom Magneto (Ian McKellen) i Profesora X (Patrick Stewart) - weterani zostaną zastąpieni przez nową gwardię, w końcu mającą mutantów na sztandarach. Na ten ruch czeka się od początku istnienia właściwie MCU, a kolejne produkcje nie przynosiły satysfakcjonującego rozwiązania mimo kilku ruchów z najnowszym “Deadpoolem” na czele.

Mało prawdopodobne wydaje się też obsadzenie Sink w rolach Firestar lub Rachel Summers (drugorzędne mutantki). Nie tylko ze względu na wspomnianą wcześniej informację o powtórnym wcieleniu się w postać w kolejnych filmach, ale również nikłą rozpoznawalność tych bohaterek. Po co Marvel (a nawet Sony) miałby ukrywać tożsamość postaci, które, z całym szacunkiem, obchodzą niekomercyjnie małą liczbę osób?

Wszystko kieruje nas więc stronę Jean Grey. Jednej z założycielek X-Menów, wiernej uczennicy Profesora X, a także wielkiej miłości Wolverine’a i Cyclopsa. Kobiety całkiem podobnej do Sink, przede wszystkim za sprawą burzy rudych włosów. Jean to postać obdarzona potężną telepatią, telekinezą i energią znaną jako Phoenix. W teorii nie pasuje więc do mocno przyziemnego Spider-Mana. W praktyce jednak łatwo nakreślić nić porozumienia między tymi postaciami - niewiele jest bardziej realizujących hasło “z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.

Grey, stanowiąca fundament mutantów Marvela, otworzyłaby szerzej drzwi do grona mnóstwa interesujących, wyczekiwanych postaci. Jako jedna z ich liderek doskonale pasuje do rozpoczęcia nowego rozdziału w historii MCU. Jej historia ma zaś tyle ciekawych wątków, że właściwie nie sposób wybrać źle. Może poza powtórnym skuszeniem się na ekranizację bardzo trudnego i rozbudowanego wątku Mrocznej Phoenix, co katastrofalnie wyszło, kiedy w Jean wcieliła się Jennifer Lawrence. Jedno pozostaje pewne - mutanci nadchodzą wielkimi krokami i tym razem już nic ich nie powstrzyma.

Jan Piekutowski Strona autora
Popkulturę pochłania masowo, łapczywie. Od dziecka, od kiedy zakatował DVD z "Królewną Śnieżką". Nie ma serialu, którego nie obejrzy. Nie ma filmu, na który nie pójdzie do kina. Nie ma komiksu, którego nie przeczyta. We wszystkim stara się znaleźć jakiś pozytyw, bo przecież pewnego dnia smutek się skończy.
cropper