Gdybym mógł reaktywować JEDNĄ SERIĘ, to... Nie zastanawiałbym się nawet przez moment!

Gdybym mógł reaktywować JEDNĄ SERIĘ, to... Nie zastanawiałbym się nawet przez moment!

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00

Powroty starych serii niemal zawsze rozpalają wyobraźnię. Problem w tym, że przy takich rozmowach bardzo łatwo popłynąć w sentyment i zacząć rzucać tytułami bardziej z przyzwyczajenia niż z realnej potrzeby. A przecież nie każda marka zasługuje dziś na drugie życie tylko dlatego, że kiedyś była ważna. Niektóre powinny zostać tam, gdzie są - we wspomnieniach. Ale jest też taka jedna seria, przy której naprawdę nie musiałbym kalkulować…

Bo od czasu do czasu trafia się marka, która nie była po prostu dobra. Ona miała styl, charakter i ten trudny do podrobienia rodzaj magii, dzięki któremu nawet po latach człowiek pamięta nie tylko konkretne sceny, ale całe emocje związane z graniem. Gdybym więc naprawdę mógł reaktywować tylko jedną markę, wybór byłby dla mnie absurdalnie prosty. Tu nie byłoby nawet chwili zawahania. Bo mowa o…

Dalsza część tekstu pod wideo

Prince of Persia 

Tak, chodzi mi o trylogię Prince of Persia, którą tworzą Piaski Czasu, Dusza Wojownika i Dwa Trony. To ten etap historii Księcia, w którym Ubisoft zbudował spójną, rozpoznawalną serię akcji i przygody opartą na trzech filarach - manipulacji czasem, akrobatycznym poruszaniu się po otoczeniu i walce prowadzonej w wyraźnie bardziej filmowy sposób niż wcześniej. Pierwsza część z 2003 roku opowiadała o Księciu, który przez własną lekkomyślność uwalnia Piaski Czasu i doprowadza do katastrofy, druga przerzucała akcję na wyspę czasu i mocniej skręcała w mrok, a trzecia domykała tę historię.

Trylogia ta wyróżniała się też tym, jak bardzo była skupiona na ruchu. Bieganie po ścianach, skoki nad przepaściami, wspinaczka, omijanie pułapek i płynne łączenie kolejnych akcji były w zasadzie sercem rozgrywki. Do tego dochodził Sztylet Czasu, czyli mechanika cofania błędów, spowalniania wydarzeń i manipulowania tempem walki. W praktyce dawało to serii własny rytm - bardziej dynamiczny niż w klasycznych platformówkach i bardziej elegancki niż w wielu ówczesnych grach akcji.

Ważny był też sam kierunek, w którym ta trylogia się rozwijała. Piaski Czasu miały baśniowy ton i wyraźnie przygodowy charakter, Dusza Wojownika była cięższa, brutalniejsza i dużo mroczniejsza, a Dwa Trony próbowały połączyć oba podejścia, zamykając historię Księcia i wprowadzając motyw Mrocznego Księcia jako części jego własnej tożsamości. Seria w zasadzie z części na część zmieniała ton, tempo i sposób opowiadania, ale cały czas pozostawała bardzo łatwa do rozpoznania.

Dlaczego właśnie ta?

Bo to jedna z tych serii, które miały naprawdę własny charakter, a nie tylko znaną nazwę. Dziś wiele marek akcji miesza podobne elementy - trochę wspinaczki, trochę walki, trochę narracji, trochę otwartego świata - i przez to łatwo zaczynają zlewać się w jedną masę. Trylogia Prince of Persia była dużo bardziej konkretna. Miała swój styl poruszania się, własną mechanikę czasu i świat, który nie próbował być wszystkim naraz. Wskrzeszenie czegoś takiego miałoby sens nie tylko z sentymentu, ale też dlatego, że ta seria nadal mogłaby czymś się wyróżniać.

Druga rzecz to sam model przygody. Pewnie się zgodzimy, że ta gra nie potrzebowały gigantycznych map, setek znaczników i dziesiątek pobocznych aktywności, żeby wciągać. Były bardziej zwarte, bardziej prowadzone i jednocześnie zostawiały miejsce na rytm, atmosferę oraz dobrze zaprojektowane przeszkody. I chyba właśnie tego dziś mi trochę brakuje. Nie każda wielka marka musi przecież rosnąć wszerz. 

No i do tego dochodzi jeszcze sam bohater i sposób, w jaki seria opowiada jego historię. Książę z tej trylogii nie był pustym awatarem bez wyrazu (no, może czasem :P), ale też nie zamieniał wszystkiego w ciężki dramat bez chwili oddechu. Miał w sobie lekkość, pewność siebie, czasem pychę, czasem wątpliwości. Dobrze pasował do świata, który był jednocześnie baśniowy, niebezpieczny i trochę teatralny. 

No i wreszcie najważniejsze - ta seria aż prosi się o nowoczesny powrót, bo jej fundamenty nadal brzmią świetnie. Manipulacja czasem, parkour, pułapki, zwarte poziomy, bardziej filmowa opowieść i egzotyczny klimat to nie jest zestaw, który się zestarzał. Ja wiem, że ciągle wraca temat odświeżonych Piasków Czasu i… To w gruncie rzeczy super sprawa, ale ja bym chciał kolejne otwarcie. Coś jeszcze, coś więcej. 

Jeszcze raz cofnąć czas

W przypadku tej trylogii najważniejsze jest to, że nawet dziś widać w niej konkretny pomysł na przygodową grę akcji - z wyraźnym rytmem, własną tożsamością i mechanikami, które nie giną pod ciężarem niepotrzebnych dodatków. To nie jest marka, którą trzeba byłoby wymyślać od nowa. Oj nie, tu fundamenty są odpowiednio mocne. 

A jeśli już wracać do starych serii, to właśnie po coś takiego. Po markę, która nie potrzebuje gigantycznego otwartego świata, modnych haseł i całej tej współczesnej otoczki, żeby znów zwrócić na siebie uwagę. Wystarczyłoby zadbać o to, co kiedyś stanowiło jej największą siłę - ruch, tempo, klimat i bardzo konkretny model przygody. Może jestem w mniejszości, może niewielu się zgodzi, ale… Bardzo chcę tego powrotu! 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper