Xbox w końcu wraca na szczyt po problemach z Philem Spencerem. Wierzę w nową szefową

Xbox w końcu wraca na szczyt po problemach z Philem Spencerem. Wierzę w nową szefową

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00

Świat gier wideo kocha bohaterów, ale jeszcze bardziej kocha upadłe bóstwa. Przez lata Phil Spencer był dla fanów Xboxa kimś więcej niż tylko prezesem - był kumplem w t-shircie, który zdawał się rozumieć graczy jak nikt inny.

Dziś jednak, z perspektywy czasu i kolejnych rynkowych tąpnięć, obraz ten mocno wyblakł. Dla wielu obserwatorów Spencer stał się kimś, kogo można nazwać uroczo, choć złośliwie, „kłamczuszkiem”. Człowiekiem, który karmił nas obietnicami bez pokrycia, byle tylko słupki sympatii na Twitterze się zgadzały, podczas gdy fundamenty marki zaczynały pękać.

Dalsza część tekstu pod wideo

Polityka Phila opierała się na budowaniu potęgi za pomocą czeku, a nie wizji. Kupowanie całych korporacji, takich jak Bethesda czy Activision Blizzard, tylko po to, by dowieźć legendarne już „Call of Duty w Game Passie”, okazało się strategią krótkowzroczną. Owszem, to był potężny zastrzyk dopaminy dla subskrybentów, ale ceną była rynkowa tożsamość Xboxa. Spencer często mijał się z prawdą, malując przed fanami wizję świata, w którym każda gra „Day One” w usłudze jest zbawieniem dla branży, podczas gdy w rzeczywistości doprowadziło to do dewaluacji wartości gier i problemów z ich jakością na premierę.

Jako szef, Phil Spencer zawiódł w najważniejszym aspekcie: zarządzaniu rzeczywistością. Skupiał się na gaszeniu pożarów wizerunkowych za pomocą kolejnych obietnic o „najpotężniejszej konsoli na świecie”, zapominając, że gracze nie grają w teraflopy, lecz w dopracowane produkcje. Jego rządy to czas gigantycznych przejęć, które zamiast wzmocnić portfolio, rozmyły je, pozostawiając fanów z poczuciem, że Xbox stał się bezdusznym molochem zbierającym znaczki, zamiast studiem tworzącym legendy. Na szczęście ta era dobiegła końca, a na scenę wkroczyła Asha Sharma.

Asha Sharma wpada na białym koniu

Asha Sharma
resize icon

Asha Sharma to postać, której Xbox potrzebował od dekady. Tam, gdzie Phil używał kwiecistych metafor, ona używa konkretów. Od pierwszych dni swojego urzędowania Sharma pokazuje, że nie interesuje jej bycie „fajną szefową”, lecz bycie skuteczną liderką. Już teraz widać efekty jej twardej ręki - Asha wzięła na warsztat to, co Spencer kompletnie zaniedbał: fundamenty. Zajęła się stabilnością usług sieciowych oraz, co najważniejsze, wreszcie zaczęła realnie poprawiać obecność Xboxa na PC, która przez lata była traktowana po macoszemu.

Jednym z jej pierwszych kroków było przyznanie się do błędów - to coś, na co Phila stać było rzadko i zazwyczaj z dużym opóźnieniem. Sharma otwarcie mówi o frustracji graczy i obiecuje, że Xbox będzie „dopieszczać każdy detal”. To nie są puste słowa; za jej kadencji przyspieszyły prace nad optymalizacją interfejsu konsol, który ma stać się szybszy i bardziej intuicyjny. Asha zrozumiała, że droga gracza od włączenia sprzętu do faktycznej rozgrywki musi być krótka, a nie usłana błędami i zbędnymi oknami.

Przyszłość pod jej wodzą rysuje się w barwach pragmatyzmu. Sharma ogłosiła cztery kluczowe priorytety: sprzęt, treści, doświadczenie i usługi. To kompleksowy plan ratunkowy, który ma sprawić, że Xbox przestanie być kojarzony tylko z tanim abonamentem, a zacznie z jakością premium. Asha zapowiedziała już reewaluację podejścia do gier na wyłączność. Zamiast sztywnego trzymania się dogmatów, chce elastycznie reagować na rynek, co może uratować wiele projektów przed finansową klęską.

Co jeszcze planuje Asha Sharma? Z pewnością chce, aby Xbox wrócił do walki o miano lidera innowacji hardware’owych. Plotki o Project Helix pod jej nadzorem nabierają rumieńców - ma to być sprzęt, który nie będzie musiał gonić PlayStation, lecz wyznaczy własne, nowoczesne standardy mobilności i mocy. To będzie Xbox i PC w jednym, a więc coś, co zachęci nie tylko konsolowców, ale także PeCetowców, którzy nie chcą co dwa lata wydawać 3-4 tysiące na lepsze GPU.

Największą zaletą Ashy Sharmy jest jej szczerość w kwestii „pocenia się nad szczegółami”. To liderka, która wie, że sukcesu nie buduje się tylko miliardowymi zakupami, ale dbaniem o to, by gracz nie musiał walczyć z systemem przy każdym logowaniu. Jej podejście to powiew świeżości po latach PR-owego „zaklinania rzeczywistości” przez jej poprzednika. Sharma nie obiecuje nam gruszek na wierzbie - ona po prostu naprawia zepsute mechanizmy.

Ufam Tobie

Xbox logo
resize icon

Wierzę, że dzięki niej Xbox ma szansę wrócić na szczyt. Nie stanie się to jutro, bo zgliszcza po niektórych decyzjach Spencera wciąż dymią, ale kierunek jest właściwy. Asha Sharma ma w sobie determinację i rynkową inteligencję, której brakowało jej poprzednikowi. Potrafi powiedzieć „nie” projektom, które nie rokują, i „tak” rozwiązaniom, które realnie poprawiają życie użytkownika. To już nie jest Xbox „wujka Phila”, to Xbox profesjonalistki, która wie, jak wygrywać.

Podsumowując, zmiana warty w Microsofcie to najlepsze, co mogło spotkać tę markę. Asha Sharma udowadnia, że bycie szefem gamingowego giganta to nie tylko noszenie koszulek z logotypami gier, ale przede wszystkim twarda egzekucja planu i szacunek do klienta przejawiający się w działaniu, a nie w słowach. Dajmy jej jeszcze trochę czasu, bo te pierwsze kilka tygodni to za krótki okres, aby oceniać jej pracę, ale na razie... jest naprawdę dobrze i wierzę, że będzie tylko lepiej.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper