10 fabuł w grach wideo, które chciałbym przeżyć na nowo
Najlepsze historie w grach wideo zostają z człowiekiem na długo, ale tylko niektóre potrafią zostawić po sobie jeszcze jedno, bardzo specyficzne uczucie. Chodzi o tę cichą, trochę przewrotną tęsknotę za momentem, w którym nie wiedziało się jeszcze nic. Gdy każdy zwrot akcji trafiał z pełną siłą, każda scena miała w sobie element odkrycia, a emocje nie były jeszcze przykryte pamięcią o tym, co wydarzy się za godzinę, dwie czy pod sam koniec…
Bo prawda jest taka, że granie w historię po raz pierwszy to doświadczenie, którego nie da się już później naprawdę odzyskać. Można wracać do ulubionych tytułów, można wciąż zachwycać się klimatem, bohaterami czy konkretnymi scenami, ale ten pierwszy cios, pierwsze zaskoczenie i pierwsza fala emocji już nie wracają w tej samej formie.Dlatego tak kuszące jest układanie sobie w głowie podobnych list. Po to, by przypomnieć sobie te historie, które weszły najmocniej - i które dziś najchętniej odkryłoby się na nowo.
Red Dead Redemption 2
Są opowieści, które wchodzą powoli, niemal niepostrzeżenie, a potem okazuje się, że siedzą w głowie znacznie dłużej niż niejeden bardziej efektowny zwrot akcji. Red Dead Redemption 2 właśnie tak działało. Najchętniej przeżyłbym tę historię jeszcze raz przede wszystkim po to, by na nowo wejść w drogę Arthura Morgana - bez świadomości, dokąd to wszystko zmierza, bez ciężaru nadchodzącego końca i bez tego dziwnego ścisku… Nie zdradzam więcej.
The Last of Us
A tutaj chodzi o coś bardzo prostego - o ten pierwszy moment, kiedy człowiek jeszcze nie wie, jak bardzo ta historia zacznie go uwierać. The Last of Us nie było dla mnie tylko opowieścią o świecie po katastrofie, ale czymś znacznie bardziej kameralnym, brudnym i emocjonalnie niewygodnym. Chętnie wszedłbym w nią jeszcze raz bez pamięci o relacji Joela i Ellie, bo ta powolna droga robiła znakomitą robotę.
BioShock
Niektóre fabuły pamięta się przez atmosferę, inne przez bohaterów, a jeszcze inne przez jeden moment, który wszystko nagle ustawia inaczej. BioShock miał to wszystko naraz. Powrót do Rapture bez wiedzy o tym, co kryje się pod powierzchnią tej historii, byłby jak ponowne otwarcie drzwi do miejsca jednocześnie fascynującego i kompletnie zepsutego.
Mass Effect 3
Gdy myślę o grach, które potrafiły wciągnąć samą ekipą, trudno mi od razu nie wrócić myślami właśnie tutaj. Mass Effect 3 miało ten bardzo rzadki talent, by sprawiać, że każda misja lojalności, każdy dialog i każda decyzja zaczynały znaczyć więcej, niż początkowo wyglądało. Najbardziej chciałbym odzyskać to napięcie przed finałem, gdy jeszcze nie wiedziałem, kto wyjdzie z tego cało, a kto nie.
Wiedźmin 3: Dziki Gon
To jedna z tych historii, przy których sama skala nie zabiła emocji, tylko wręcz je wzmocniła. Szukanie Ciri, wojna przewalająca się przez świat, wszystkie te spotkania, wybory i poboczne wątki, które potrafiły nieraz uderzyć mocniej niż główny wątek - wszystko to razem dawało coś naprawdę wyjątkowego. Bardzo chciałbym jeszcze raz wejść w tę opowieść bez znajomości konsekwencji, bez pamięci o najlepszych questach… Pozostaje czekać na czwórkę!
NieR: Automata
Są fabuły, które z czasem nie tyle się rozwijają, co zaczynają przepisywać same siebie na naszych oczach. NieR: Automata właśnie tak na mnie działało. Najchętniej przeżyłbym je od nowa, bo mało która gra potrafiła tak skutecznie bawić się perspektywą, znaczeniem i emocjami, a przy tym robić to bez poczucia taniego kombinowania.
Metal Gear Solid 3: Snake Eater
Ta gra miała w sobie coś absolutnie wyjątkowego - szpiegowski klimat, wielkie sceny, dziwactwa typowe dla Kojimy i jednocześnie historię, która pod sam koniec naprawdę potrafiła uderzyć tam, gdzie trzeba. Chętnie przeżyłbym ją jeszcze raz właśnie dla tej drogi od przygody do czegoś znacznie bardziej gorzkiego.
Spec Ops: The Line
Do dziś lubię myśleć o tej grze jako o jednym z najmocniejszych przypadków, gdy ktoś sprzedał graczom coś pozornie znajomego, a potem świadomie wyciągnął im grunt spod nóg. Na początku wygląda to przecież jak jeszcze jedna militarna strzelanka, a później coraz trudniej udawać, że chodzi wyłącznie o kolejne starcia i efektowną akcję. Właśnie ten moment pęknięcia chciałbym poczuć jeszcze raz…
Disco Elysium
Krótko - Disco Elysium kupiło mnie czymś znacznie trudniejszym do uchwycenia - sposobem, w jaki budowało człowieka rozsypanego na kawałki i świat, który wyglądał jak polityczny, egzystencjalny kac po końcu wszystkiego. Drugi pierwszy raz z tą historią byłby czymś pięknym właśnie dlatego, że znów można byłoby wejść w ten chaos bez mapy, bez odpowiedzi i bez świadomości, jak głęboko ta opowieść potrafi zejść.
Persona 4 Golden
Na koniec coś zupełnie innego, ale wcale nie mniej mocnego. Persona 4 Golden to dla mnie jedna z tych historii, przy których największą rolę gra nie sam finał, ale wspólne dochodzenie do niego - towarzystwo, codzienność, małe rytuały i to poczucie, że z czasem naprawdę zaczyna się żyć razem z tymi postaciami. Właśnie dlatego tak chętnie przeżyłbym to jeszcze raz.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Red Dead Redemption 2.
Przeczytaj również
Komentarze (13)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych