Szykują się zmiany w naziemnej telewizji cyfrowej? Rząd chce zmian, KRRiT jest przeciwko

Dawno nie oglądałem tak dobrej komedii... Czemu tyle zwlekałem z jej nadrobieniem?! 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Niektóre seriale wpadają do człowieka od razu. A są takie, że zawsze znajdzie się coś pilniejszego, głośniejszego albo zwyczajnie nowszego. I właśnie wtedy przychodzi ten dziwny moment, w którym po czasie człowiek wreszcie siada do czegoś odkładanego od dawna, po czym bardzo szybko zaczyna zadawać sobie jedno, dość niewygodne pytanie - jakim cudem tyle to trwało?

Nagle okazuje się, że za tym niepozornym tytułem kryje się serial z kapitalnym wyczuciem humoru, bohaterami, których chce się oglądać bez końca, i energią, która nie męczy nawet wtedy, gdy opiera się głównie na rozmowach, absurdzie i zwykłej codzienności. A wtedy trudno już udawać, że to było tylko jedno z wielu „kiedyś nadrobię”. Nie, wtedy wchodzi raczej lekkie niedowierzanie, a zaraz po nim bardzo szczera myśl, że chyba naprawdę za długo człowiek z tym zwlekał.

Dalsza część tekstu pod wideo

Chodzi mi o…

Parks and Recreation! Serial, który przez długi czas funkcjonował u mnie gdzieś z tyłu głowy jako jedna z tych komedii, które "wypadałoby kiedyś nadrobić", ale z jakiegoś powodu ciągle przegrywają z nowszymi premierami, głośniejszymi hitami albo zwykłym odkładaniem na później. I właśnie dlatego zderzenie z nim po czasie okazało się aż tak przyjemne. 

Siła tego serialu bierze się zresztą z rzeczy pozornie bardzo prostych. Oto prowincjonalne miasteczko, wydział parków, kilku urzędników i codzienność, która na papierze brzmi jak materiał na coś kompletnie nijakiego. A jednak właśnie w tym tkwi cały urok Parks and Recreation. Ten serial bierze zwyczajność, lekką biurową absurdalność i grupę ludzi, którzy w każdym innym formacie byliby ledwie tłem, a potem robi z tego świat, do którego chce się wracać. 

Najlepsze jest jednak to, że Parks and Recreation nie opiera się wyłącznie na gagach. Jasne, śmieszy - i to często naprawdę mocno - ale pod tą komediową warstwą siedzi też coś dużo bardziej ujmującego. To serial o ludziach, którzy są dziwni, momentami wręcz karykaturalni, a mimo to nigdy nie stają się pustym żartem. Leslie Knope, Ron Swanson, April, Andy, Tom czy Ben bardzo szybko zaczynają działać jak ekipa, z którą po prostu chce się spędzać czas.

Czym mnie to kupiło?

Przede wszystkim tym, że ten humor nie wygląda jak produkt z taśmy, tylko jak coś, co naprawdę ma własny charakter. Parks and Recreation nie próbuje być śmieszne za wszelką cenę i nie wali żartami jak z karabinu tylko po to, żeby zagłuszyć ciszę. Tutaj komedia rodzi się z osobowości, z niezręczności, z drobnych reakcji, z tego, jak bohaterowie patrzą na siebie nawzajem i jak kompletnie naturalnie wypadają w swoich własnych dziwactwach. To właśnie taki rodzaj humoru trafia do mnie najmocniej - nieprzesadzony, ale jednocześnie bardzo konkretny.

Bardzo kupuje mnie też to, że ten serial ma w sobie ciepło, którego wielu komediom zwyczajnie brakuje. Nie chodzi o przesłodzenie ani o udawanie, że wszyscy są idealni, tylko o pewien rodzaj serdeczności wobec bohaterów. Parks and Recreation śmieje się z nich często i bez litości, ale nigdy nie robi tego z pogardą. I to robi ogromną różnicę, bo dzięki temu nawet najbardziej absurdalne sceny nie męczą. 

Do tego dochodzi jeszcze tempo i sposób podawania żartów. Ten humor często działa dlatego, że nie jest nachalny. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, jedna sucha odpowiedź Rona, jeden idiotyczny pomysł Toma albo kompletnie niepotrzebna, ale idealnie trafiona reakcja April, żeby cała scena siadła perfekcyjnie. Lubię właśnie takie komedie - takie, które nie muszą tłumaczyć własnych żartów i nie robią wokół każdego dowcipu wielkiego alarmu. Parks and Recreation bardzo często wie, kiedy odpuścić, kiedy przyspieszyć i kiedy przestać.

No i chyba najważniejsze - to jest ten typ humoru, który po prostu poprawia mi nastrój. Niby rzecz banalna, ale w praktyce wcale nie tak łatwa do osiągnięcia. Wiele komedii potrafi rozbawić na chwilę, ale niewiele daje przy tym to przyjemne wrażenie, że po odcinku człowiek ma po prostu lepszy dzień. Parks and Recreation działa u mnie właśnie w ten sposób. To serial śmieszny, ale nie zimny, absurdalny, ale nie męczący, lekki, ale niegłupi. 

Polecam!

Nadrabianie takich seriali bywa jednocześnie świetne i trochę irytujące. Świetne - bo nagle trafia się na coś, co naprawdę potrafi poprawić humor, rozluźnić po cięższym dniu i przypomnieć, że komedia wcale nie musi być głośna, cyniczna ani przesadnie efekciarska, żeby działać. Irytuące - bo bardzo szybko pojawia się myśl, że to wszystko można było odkryć dużo wcześniej. Parks and Recreation okazało się dla mnie dokładnie takim przypadkiem. Serialem, który nie wszedł z hukiem, nie próbował niczego wymuszać, a mimo to zaskoczył.

Z perspektywy czasu trudno mi się więc dziwić ludziom, którzy od lat wracają do Pawnee z autentyczną sympatią. To nie jest po prostu kolejna udana komedia do odhaczenia na liście. To jeden z tych seriali, które zostawiają po sobie bardzo konkretne uczucie - że spędziło się czas w świecie absurdalnym, ale dziwnie komfortowym, pełnym postaci przerysowanych, a jednocześnie zaskakująco bliskich. Polecam! 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper