Witcher season 4

Dlaczego Wiedźmin od Netflixa jest TAK ZŁY? Powodów jest więcej, niż jeden…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Wiedźmin miał wszystko, by stać się dla Netfliksa czymś naprawdę wyjątkowym - potężną markę, oddanych fanów, rozpoznawalne uniwersum i gotowy fundament pod serial, o którym mówiłoby się latami. Zamiast tego bardzo szybko zaczął budzić przede wszystkim irytację, a z czasem także zwyczajne zmęczenie. Bo kiedy bierze się na warsztat świat tak ważny dla czytelników i graczy, trudno liczyć na taryfę ulgową. 

Oczywiście najłatwiej byłoby wskazać jeden konkretny problem i uznać temat za zamknięty. Tyle że w przypadku netflixowego Wiedźmina nic nie jest aż tak proste. Tu nie chodzi wyłącznie o głośne decyzje castingowe, pojedyncze zmiany względem materiału źródłowego czy internetowe kłótnie wokół kolejnych sezonów. Kłopot polega raczej na tym, że ten serial od dawna sprawia wrażenie projektu, który uparcie odcina się od własnych największych atutów. A kiedy podobnych pęknięć zbiera się zbyt wiele, trudno się dziwić, że dla wielu widzów całość wypada po prostu źle. Oto - moim zdaniem - cztery główne powody. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Za daleko od źródła

Największy problem netflixowego Wiedźmina nie polega na tym, że nie przenosi książek scena po scenie. Adaptacja nie musi przecież być kopią. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy twórcy coraz wyraźniej traktują materiał źródłowy jak luźną inspirację, a nie fundament całego projektu. W pewnym momencie trudno było oprzeć się wrażeniu, że to już nie jest Wiedźmin, tylko zupełnie inny serial fantasy, który przypadkiem korzysta z tych samych nazw i postaci.

To boli tym bardziej, że świat Sapkowskiego naprawdę nie wymagał aż tak głębokiego przerabiania. Jego siłą były nie tylko potwory i widowiskowe starcia, ale przede wszystkim klimat, moralna szarość i bohaterowie, którzy mieli własny ciężar. Kiedy to wszystko schodzi na dalszy plan, a na pierwszy wychodzą pomysły dopisane na siłę, trudno nie czuć, że coś po drodze zwyczajnie się rozpadło.

Chaos

Nawet bardzo luźne podejście do fabuły da się wybaczyć, jeśli historia po prostu wciąga. Problem w tym, że Wiedźmin od Netflixa zbyt często sprawia wrażenie serialu, który sam nie do końca panuje nad własną opowieścią. Przeskoki między wątkami, nierówne tempo i decyzje scenariuszowe, które bardziej dezorientują niż budują napięcie, skutecznie odbierają tej historii siłę.

Przez to wiele ważnych momentów po prostu nie wybrzmiewa tak, jak powinno. Zamiast rosnących emocji dostajemy sceny, które pojawiają się i znikają, zanim zdążą naprawdę zadziałać. Trudno przejąć się polityką tego świata, trudno poczuć wagę niektórych wydarzeń, a jeszcze trudniej uwierzyć, że wszystko zmierza w konkretnym kierunku. Serial, który powinien wciągać bez reszty, zbyt często zwyczajnie męczy.

Postacie

Wiedźmin zawsze stał bohaterami. To właśnie Geralt, Yennefer, Ciri czy Jaskier sprawiali, że ten świat żył i zostawał w głowie na dłużej. W serialu problem polega na tym, że te postacie bardzo często wyglądają tak, jakby ktoś znał ich ogólny zarys, ale nie do końca rozumiał, dlaczego ludzie tak mocno się z nimi związali. Są na ekranie, robią swoje, ale zbyt rzadko mają w sobie tę iskrę, która naprawdę przyciąga.

Jeszcze bardziej widać to w relacjach między nimi. Więzi, które powinny być sercem tej historii, nieraz sprawiają wrażenie budowanych na skróty. Emocje pojawiają się wtedy, gdy scenariusz ich potrzebuje, a nie wtedy, gdy naturalnie wyrastają z wcześniejszych wydarzeń. I właśnie dlatego nawet te najważniejsze relacje często nie mają odpowiedniej siły, choć powinny nieść cały serial na barkach.

Klimat

Wiedźmin nigdy nie był zwykłym fantasy. Ten świat miał własny charakter, własny ciężar i ten specyficzny brud, który odróżniał go od wielu innych opowieści. Netflix bardzo często to gubi. Zamiast czegoś wyrazistego i niepodrabialnego dostajemy momentami estetykę, którą bez większego problemu można byłoby podmienić na kilka innych seriali tego typu.

A przecież właśnie klimat powinien być tutaj jednym z największych atutów. Wiedźmin musi mieć w sobie surowość, ironię i poczucie, że ten świat nie został wygładzony pod masowego odbiorcę. Kiedy to znika, całość traci osobowość. I wtedy nawet jeśli wszystko wygląda drogo, efekt końcowy nadal potrafi zostawić widza z myślą, że ogląda coś poprawnego wizualnie, ale dziwnie pustego jako Wiedźmin.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper