Złota era PS5 i XSX. To będzie najlepszy rok dla tych konsol
Pamiętacie te narzekania sprzed dwóch-trzech lat? Że "generacja stoi w miejscu", że "tylko remastery", że "cross-geny hamują moc konsol". Cóż, mamy kwiecień 2026 roku i te głosy brzmią dziś jak odległe echo z innej epoki. Jeśli kiedykolwiek marzyliśmy o roku, w którym nasza biblioteka gier puchnie szybciej niż lista postanowień noworocznych, to właśnie go przeżywamy. 2026 nie prosi o uwagę - on ją brutalnie przejmuje.
Zaczęło się z wysokiego pułapu. Resident Evil Requiem udowodniło, że Capcom nie tylko potrafi odświeżać klasykę, ale wciąż dyktuje warunki w gatunku survival horroru. To była gra, która sprawiła, że PS5 i XSX w końcu pokazały, co oznacza prawdziwy ray tracing w służbie mroku. Zaraz potem dostaliśmy NiOh 3, które doprowadziło system walki do tak absurdalnej perfekcji, że fani souls-like’ów do dziś nie mogą wyjść z podziwu (i z frustracji po dziesiątym zgonie na kolejnym bossie).
Ale 2026 to nie tylko sprawdzone marki. To rok, w którym w końcu –-po latach czekania - zadebiutowała Pragmata. Capcom zaryzykował z nowym IP i trafił w dziesiątkę, serwując nam wizję science-fiction tak świeżą, że konkurencja wciąż przeciera oczy ze zdumienia. Do tego doszło Crimson Desert, które zatarło granice między widowiskowością a swobodą, stając się jednym z najpiękniejszych otwartych światów, jakie widziały nasze ekrany.
Wielkość tego roku nie polega jednak wyłącznie na gigantach z budżetem liczonym w PKB małych państw. Prawdziwą siłę 2026 widać w "perełkach", które wypełniają luki między premierami AAA. Mewgenics od Edmunda McMillena to dokładnie ten rodzaj genialnego dziwactwa, którego potrzebowaliśmy, a Monster Hunter Stories 3 pokazało, że turowe RPG-i w tym uniwersum mają w sobie więcej magii niż niejeden wysokobudżetowy blockbuster.
Nie można też zapomnieć o mniejszych, niezwykle klimatycznych tytułach, które skradły serca graczy. Reanimal od twórców Little Nightmares przypomniało nam, czym jest pierwotny lęk, a Cairn zaoferowało survival tak intymny i wymagający, że każda zdobyta grań smakowała jak osobiste zwycięstwo. To właśnie ta różnorodność sprawia, że rok 2026 wydaje się kompletny.
To dopiero wierzchołek góry lodowej
A przecież my dopiero się rozkręcamy! Za rogiem czeka 007 First Light. IO Interactive wzięło na warsztat Jamesa Bonda i wszystko wskazuje na to, że dostaniemy najlepszą grę szpiegowską od czasów GoldenEye. Zaraz za nim czai się Saros, tajemniczy projekt, który ma szansę namieszać w narracyjnych grach akcji z namiastką roguelike, oraz - co dla wielu z nas jest spełnieniem snów - Gothic Remake. Powrót do Doliny w nowoczesnej oprawie to wydarzenie, na które czekaliśmy ćwierć wieku.
Gdy emocje po Gothiku nieco opadną, 9 lipca wejdziemy w skórę pirata w Assassin's Creed Black Flag Resynced. Ubisoft poszedł po rozum do głowy i zamiast 150-godzinnego molocha, serwuje nam skondensowaną, charakterystyczną przygodę Edwarda Kenwaya, ogołoconą z RPG-owego grindu, a ubraną w technologię jutra. To idealny przykład na to, że "remake" nie musi być tylko łatwym skokiem na kasę.
A propos lata - tu pojawia się plotka (tak mocna, jak wcześniej ta o odświeżeniu AC Black Flag), która wśród insiderów uchodzi już za pewnik. CD Projekt Red ma zamiar uderzyć w wakacyjny splot słoneczny nowym dodatkiem do Wiedźmina 3. Tak, dobrze czytacie. Geralt i jego przybrana córka, Ciri, w 2026 roku wciąż ma coś do powiedzenia. Plan wypuszczenia go w lipcu lub sierpniu to genialny ruch biznesowy - uniknięcie jesiennego tłoku pozwoli nam w spokoju nacieszyć się nowymi questami, zanim branża wyciągnie najcięższe działa.
Co na jesień?
Bo jesień... jesień 2026 roku będzie przypominać ring bokserski, na którym spotykają się sami mistrzowie wagi ciężkiej. Marvel's Wolverine od Insomniac ma przynieść brutalność, jakiej w grach o superbohaterach jeszcze nie widzieliśmy. Zaraz obok mamy Phantom Blade Zero, które swoim systemem honoru i "kung-fu punkiem" chce rzucić wyzwanie największym grom akcji, w tym zjawiskowym, perfekcyjnie zbalansowanym Black Myth Wukong. To będzie starcie tytanów, w którym zwycięzcami będziemy my - gracze.
I wtedy nadchodzi ono. GTA 6. Gra, o której napisano już wszystko, a która wciąż pozostaje wielką zagadką. To nie jest po prostu premiera gry - to zjawisko kulturowe, które na kilka tygodni prawdopodobnie zatrzyma świat w miejscu. Rockstar ma szansę udowodnić, że wciąż grają w swojej własnej, nieosiągalnej dla nikogo innego lidze. Wielu z nas weźmie urlopy w pracy, a inne redakcje będą w pocie czoła ogrywać tego "molocha" miesiąc przed premierą, aby zdążyć z recenzją na embargo.
Ale Microsoft nie zamierza stać z boku i przyglądać się dominacji rywali. Fable od Playground Games zapowiada się na magiczną, brytyjską odpowiedź na współczesne fantasy, pełną humoru i uroku. Do tego dochodzi Gears of War: E-Day, które ma wrócić do korzeni - do strachu, mroku i braterstwa Marcusa oraz Doma. To powrót, na który fani Xboxa zasługiwali od lat.
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest tempo. W 2026 roku nie ma "sezonów ogórkowych". Każdy miesiąc przynosi przynajmniej jedną produkcję, o której będziemy dyskutować latami. Kalendarz jest tak gęsty, że jedynie grudzień jawi się jako moment spokoju - czas na to, by w końcu odetkać "kupkę wstydu" lub po prostu ochłonąć po tych wszystkich emocjach. Choć znając branżę, pewnie i tam ktoś wciśnie jakąś niespodziankę.
Patrząc na to wszystko, trudno nie odnieść wrażenia, że generacja PS5 i Xbox Series X w końcu weszła w swoją złotą erę.
Przeczytaj również
Komentarze (13)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych