Data wydania Fable III?

A gdyby tak wrócić do pierwszych Fable? To wciąż świetne gry! 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Ah te powroty… Nagle wraca muzyka, konkretne lokacje, ten lekko krzywy humor i wrażenie, że obcuje się z grą z zupełnie innej epoki - niemal taką, która nie była jeszcze sklejona z miliona systemów i checklist, tylko po prostu chciała zabrać gracza do własnego, dziwnego świata. I właśnie przy Fable ten efekt działa zaskakująco mocno.

Najlepsze jest to, że po pierwszych minutach bardzo szybko przestaje chodzić wyłącznie o sentyment. Te gry nadal mają w sobie coś, co trudno podrobić - lekkość, charakter i bardzo specyficzną bajkowość, która nie jest cukierkowa, tylko trochę złośliwa, trochę absurdalna i przez to znacznie ciekawsza. Wystarczy chwila, żeby pomyśleć sobie, że powrót do pierwszych Fable nie byłby żadnym grzebaniem w muzeum, tylko po prostu bardzo dobrą przygodą.

Dalsza część tekstu pod wideo

Fable I

Fable od samego początku miało w sobie coś, czego bardzo wielu RPG-om po prostu brakowało - wyraźną osobowość. Dostaliśmy baśniową krainę pełną przerysowania, humoru i bardzo konkretnego klimatu, który od pierwszych minut wskazywał, że tutaj przygoda ma być równie ważna jak statystyki. I to działało. Po prostu. 

Ogromną siłą pierwszego Fable była też prostota, ale ta dobra prostota. Gra bardzo szybko dawała graczowi poczucie sprawczości - można było podejmować decyzje, budować reputację, zostać bohaterem albo kimś znacznie mniej szlachetnym, a świat reagował na to w sposób czytelny i przyjemny. To nie był najbardziej skomplikowany system moralności w historii gatunku, ale działał. I tu jeszcze raz mógłbym rzucić “po prostu”, bo właśnie ta względna prostota i trzymanie się własnych założeń świadczyło o sile. 

Do tego dochodził jeszcze bardzo charakterystyczny ton całej przygody. Fable potrafiło być lekkie, zabawne i trochę złośliwe, ale jednocześnie umiało wrzucić momenty, które naprawdę miały emocjonalny ciężar. Ta mieszanka była jednym z największych atutów gry. Dzięki niej nie dostawaliśmy kolejnego pompatycznego fantasy o ratowaniu świata, tylko coś znacznie bardziej swojego - opowieść, która raz puszczała oko, a chwilę później przypominała, że pod tą baśniową fasadą siedzi też normalna historia o stracie, ambicji i dojrzewaniu.

Fable miało więc wyrazisty świat, własny humor, prostą, ale satysfakcjonującą strukturę i ten rodzaj uroku, który sprawiał, że bardzo łatwo było mu wybaczyć pewne ograniczenia. To była gra, do której wracało się dlatego, że wszystko robiła po swojemu.

Fable II

Przy Fable II najciekawsze jest chyba to, że sequel nie próbował zburzyć fundamentów pierwszej części, tylko je poszerzyć i uporządkować. Albion zrobił się większy, bardziej namacalny i zwyczajnie bogatszy w szczegóły. Gra nadal miała w sobie tę baśniowość, ten lekko przekrzywiony humor i bardzo charakterystyczny klimat, ale całość wydawała się pewniejsza siebie. 

Druga część dużo lepiej radziła sobie też z samym poczuciem życia w świecie. Kupowanie domów, relacje z mieszkańcami, pies jako towarzysz, praca, rodzina, reakcje otoczenia - wszystko to sprawiało, że Albion nie był tylko mapą do odhaczania kolejnych questów. Raczej zaczynał przypominać miejsce, w którym faktycznie można było się zadomowić. Fable II w gruncie rzeczy dawało wrażenie, że buduje się własną obecność w świecie, który naprawdę na to reaguje.

Walka była bardziej przystępna, eksploracja przyjemniejsza, a całość miała ten bardzo wygodny rytm, który sprawiał, że po prostu chciało się grać dalej. Nie było tu może systemowej głębi największych RPG-owych gigantów, ale sequel nadrabiał lekkością kontaktu z graczem. Ta gra nie stawiała muru, nie wymagała godzin rozgrzewki, tylko bardzo szybko wciągała.

Fenomen drugiej części polegał więc na tym, że zrobiła z Fable serię dojrzalszą, ale nie cięższą. Nadal była czarująca, nadal trochę absurdalna, nadal nie bała się śmieszności, ale jednocześnie potrafiła dać więcej swobody, więcej życia i więcej powodów, żeby naprawdę polubić Albion.

Podsumowanie

Dzięki temu wszystkiemu powrót do pierwszych części Fable nie przypomina odpalania starego reliktu, tylko wizytę w miejscu, które przez lata wcale nie straciło swojego uroku. Ten świat nadal potrafi patrzeć na gracza z lekkim przekąsem, nadal miesza baśń z ironią i nadal ma w sobie coś, co bardzo trudno dziś znaleźć - poczucie przygody bez zadęcia. Nie wszystko musi być tu wielkie, epickie i rozpisane na sto godzin, żeby zostawić po sobie ślad. 

I to zostaje najmocniej po latach. Nie pojedynczy system, nie konkretna walka, nie jedna misja, tylko to bardzo przyjemne wrażenie, że obcuje się z serią, która naprawdę miała własny głos. Trochę krzywy, trochę żartobliwy, momentami zaskakująco ciepły - ale własny. Dlatego jeśli ktoś chce wrócić do dawnych RPG-ów nie po to, żeby odhaczyć klasykę, tylko żeby znów poczuć coś wyjątkowego, Fable nadal ma czym odpowiedzieć.

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper