Graliśmy w World of Tanks: HEAT! Czołgi wrzucają wyższy bieg i wjeżdżają w erę hero shooterów
Wargaming od lat niepodzielnie dzieli i rządzi na rynku sieciowych starć pancernych kolosów. Zbudowane na grubej warstwie pancerza imperium jest potężne, ale twórcy doskonale zdają sobie sprawę, że klasyczna formuła nie przyciągnie już każdego. Powolne, metodyczne starcia, kampienie w krzakach, mierzenie kąta penetracji i złośliwa wpadka w pierwszej minucie bitwy, która eliminuje z gry. To wszystko budowało napięcie, ale bywało szalenie odpychające dla nowych graczy.
A co by się stało, gdyby zamiast żmudnego planowania postawić na czystą, zręcznościową adrenalinę, błyskawiczne odrodzenia i unikalne umiejętności rodem z najpopularniejszych hero shooterów? Otrzymalibyśmy World of Tanks: HEAT. Spędziliśmy kilkanaście intensywnych godzin w zamkniętej becie w wersji na PC (Steam) i jedno możemy wam zagwarantować - to najszybsze i najbardziej przystępne czołgi, w jakie kiedykolwiek zagracie.
Alternatywna historia i potęga nowego silnika
Zapomnijcie o błocie, w którym maszyny zacinają się z każdym ruchem gąsienic, czy o historycznym puryzmie, który do tej pory mocno definiował markę. World of Tanks: HEAT przenosi nas do niezwykle intrygującego, alternatywnego świata. Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło globalnego pokoju. Zamiast tego światowe mocarstwa przeszły w stan ciągłego konfliktu opartego na zaawansowanych, futurystycznych technologiach, tworząc pojazdy, o jakich inżynierowie w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych mogli tylko pomarzyć. Jest w tym trochę klimatu retro-futuryzmu, gdzie klasyczna surowa stal spotyka się z eksperymentalnymi modułami bojowymi, kinetycznymi tarczami i potężnymi dopalaczami. To zupełnie nowa wizja, która daje twórcom potężne pole do popisu - już w becie widzieliśmy czołgi, które swoimi projektami potrafiły wzbudzić prawdziwy opad szczęki, zachowując jednak swój wojskowy, utylitarny sznyt.
Wraz ze zmianą realiów nadeszła również potężna rewolucja technologiczna. Wargaming porzucił stare rozwiązania i zbudował HEAT na zupełnie nowym, autorskim silniku graficznym. I to po prostu widać. Grając na PC za pośrednictwem Steam, mogłem podziwiać fantastyczne efekty świetlne, bogate detale oraz fenomenalne modele zniszczeń. Wybuchy to tutaj istna poezja, bo każde trafienie czuć w kościach, a odłamki pancerza i rykoszetujące pociski dodają bitwom nieprawdopodobnego dynamizmu. Czołgi przestały być ociężałymi fortecami. Mają w sobie przyjemny „ciężar”, ale reagują na polecenia z niemal strzelankową płynnością. To właśnie dzięki nowej technologii twórcy mogli zaoferować doświadczenie, które z powodzeniem działa w szybkim tempie przypominającym tradycyjne arenowe FPS-y. Co ważne, gra została fantastycznie zoptymalizowana i nawet na maszynach ze średniej półki śmiga bez najmniejszych problemów i przycięć.
Czołgiści z licencją na zabijanie, czyli hero shooter na gąsienicach
Głównym motorem napędowym i największą innowacją w World of Tanks: HEAT są bez wątpienia Agenci. To właśnie ten element sprawia, że nowa gra tak drastycznie różni się od swojego starszego rodzeństwa i z dumą romansuje z gatunkiem hero shooterów pokroju Overwatcha. Zamiast bezimiennej załogi reprezentowanej przez zbiór perków i umiejętności pasywnych, przed każdą bitwą wybieramy konkretnego bohatera, który zasiądzie za sterami naszej wybranej, spersonalizowanej maszyny. Każdy Agent przynosi na pole bitwy unikalny zestaw umiejętności aktywnych oraz jedną potężną zdolność ostateczną, potocznie nazywaną „ultem”. Chcesz grać agresywnie, naciskać na linie wroga i walczyć w zwarciu? Wybierasz specjalistę, który potrafi na krótki czas aktywować dodatkowy pancerz reaktywny i zyskać bonus do szybkostrzelności. Wolisz trzymać wrogów na dystans? Sięgasz po agenta taktycznego, który może rozstawić barierę dla sojuszników, a w ramach "ulta" wzywa precyzyjny ostrzał artyleryjski na dany sektor mapy.
Brzmi to abstrakcyjnie w kontekście czołgów? Może na papierze, ale w praktyce sprawdza się wybitnie. System Agentów dodaje niesamowitej głębi taktycznej, promując ścisłą współpracę w zespole. Synergia między różnymi bohaterami to klucz do zwycięstwa. Co więcej, gra oferuje rozbudowany system personalizacji maszyn. Wybór czołgu nie kończy się na odblokowaniu go w drzewku. Każdy pojazd możemy modyfikować - od potężnych systemów uzbrojenia, przez różne moduły ratujące nas w kryzysowych sytuacjach, aż po elementy kosmetyczne. Poczucie budowania własnej maszyny wojny, która idealnie zgrywa się z ulubionym Agentem, niesamowicie wciąga. Twórcy zapowiedzieli, że monetyzacja skupi się głównie na wyglądzie (model Free-to-Win), więc o pay-to-win na szczęście nie musimy się martwić.
Szybkie odrodzenia i taktyczny chaos
Jednym z największych problemów klasycznego WoTa dla nowych odbiorców był wysoki próg wejścia. Wystarczył jeden błąd, ułamek sekundy nieuwagi lub brak znajomości mapy, aby w płomieniach kończyć przygodę i musieć wracać do garażu po nową maszynę. World of Tanks: HEAT wywraca ten koncept do góry nogami i bezkompromisowo obniża barierę frustracji. Pierwsza i najważniejsza zmiana to respawny. W HEAT śmierć to tylko chwilowa przerwa na wzięcie oddechu. Po zniszczeniu maszyny wystarczy kilka sekund, aby ponownie wylądować na mapie, gotowym do wyrównania rachunków z tym samym rywalem. Rozgrywka staje się przez to niewyobrażalnie bardziej szalona. Możemy pozwolić sobie na ryzykowne manewry, co totalnie odmienia sposób poruszania się i flankowania wroga.
Dodatkowo, wprowadzono bardzo przystępny pasek życia, który częściowo regeneruje się w trakcie zabawy, co pozwala na szybkie powroty do intensywnych starć. Te mechaniki najbardziej błyszczą w świetnie skrojonych trybach gry. W trakcie testów na PC sprawdziliśmy zarówno potyczki 5v5. Tryby takie jak klasyczny Conquest na rozległych arenach przypominają o korzeniach serii, jednak prawdziwym objawieniem okazały się te szybsze. Kill Confirmed wymusza zbieranie znaczników z wraków pokonanych rywali, co wyciąga wszystkich z ukrycia. Równie intrygujący jest tryb Plant & Defuse, mocno inspirowany taktycznymi strzelankami, w którym podkładanie i obrona celów wymusza koordynację całej pięcioosobowej ekipy. Mecze trwają przeważnie około dziesięciu minut, idealnie wpasowując się w format kanapowego grania.
Gąsienice na każdym sprzęcie - technologia i cross-play
World of Tanks: HEAT to także technologiczny krok milowy Wargamingu pod względem dostępności. Deweloperzy od początku budują ten tytuł z myślą o pełnej i nieograniczonej społeczności. Gra zadebiutuje od razu na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S z pełnym wsparciem dla Steam Decka i chmury NVIDIA GeForce NOW. Zamknięta beta idealnie udowodniła, że zapewnienia o natychmiastowym cross-playu działają jak w zegarku. Matchmaking błyskawicznie parował graczy komputerowych z tymi "konsolowymi", a na serwerach nie czuć było sztucznych barier. Ogromną ulgą dla wielu będzie również w pełni działająca cross-progresja - rozwijanie czołgu na pececie nie blokuje nas przed kontynuowaniem zabawy w salonie przed dużym telewizorem ze stajni Sony lub Microsoftu.
Rozgrywka z użyciem myszki i klawiatury działa rewelacyjnie. Od razu czuć, że produkcja została zaprojektowana jak strzelanka. Manewrowanie wierzyczką jest dynamiczne, szybkie i piekielnie responsywne, wynagradzając celność i refleks. Z drugiej strony, optymalizacja sterowania padem nie ustępuje temu w niczym. Implementacja celowania i asysty na konsolach wydaje się bardzo dobrze wyważona, nie faworyzując przesadnie jednej z grup odbiorców w cross-playu. Trzeba również pochwalić niezawodność kodu sieciowego. Przez te wszystkie dni testów nie doświadczyłem wyrzucania do pulpitu ani irytujących „teleportacji” pojazdów po mapie. Widać, że etap alfa został wykorzystany przez twórców bardzo rzetelnie.
Czołgi, ale z charakterem
World of Tanks: HEAT to szalenie ryzykowny, ale też niesamowicie potrzebny i obiecujący spin-off. Zamiast bezpiecznego „WoTa 2.0”, Wargaming zaserwował nam produkcję, która ma realne szanse na ujęcie zupełnie innej grupy graczy - tych szukających szybkiej, natychmiastowej frajdy, w której zręczność i używanie specjalnych skilli przeważa nad badaniem grubości włazu dowódcy przez lornetkę.
Po beta-testach przyznaję otwarcie, że to uzależniający, mięsisty i bardzo przemyślany shooter pociągnięty rzemieślniczym sznytem. Respawny, świetny silnik graficzny i unikalni Agenci wnoszą tutaj powiew świeżości, którego ta formuła zdecydowanie potrzebowała. Jeśli twórcy dotrzymają słowa w kwestii uczciwej i nienachalnej monetyzacji, rynkowi F2P wyrośnie potężny, wielotonowy konkurent. Zdecydowanie warto obserwować ten tytuł, bo zapowiada się jazda bez trzymanki!
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych