Jason Statham wciąż w formie? A oto jego filmy, które warto obejrzeć
Pewnie zgodzimy się, że są aktorzy, którzy z wiekiem zaczynają wyraźnie zwalniać, a są też tacy, którzy wyglądają tak, jakby od lat funkcjonowali według własnych zasad. Jason Statham zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Nawet jeśli jego filmografia nie zawsze celuje w wielkie nagrody czy najbardziej prestiżowe gale, trudno odmówić mu jednego - przez lata zbudował bardzo konkretną markę i do dziś potrafi wejść na ekran z energią, której wielu młodszych kolegów mogłoby mu pozazdrościć.
I dlatego tak dobrze sprawdza się jako twarz kina akcji w bardziej bezpośrednim, surowym wydaniu. U Stathama wszystko zwykle jest jasne od pierwszych minut - będzie twardo, dynamicznie i bez zbędnego komplikowania. Tyle że za tą prostotą kryje się też coś bardzo ważnego: wyczucie własnego ekranowego stylu. A skoro wciąż trzyma formę, to naprawdę warto wrócić do kilku filmów, które najlepiej pokazują, dlaczego jego nazwisko do dziś tak dobrze działa na widzów.
Przekręt
To jedna z tych ról, przy których od razu widać, że Statham nie musiał jeszcze być chodzącą maszyną do łamania kości, żeby przyciągać uwagę. Turkish działa bardziej tempem, ironią i tym specyficznym zmęczonym luzem faceta, który próbuje ogarnąć chaos większy od siebie. Właśnie dlatego ten występ tak dobrze się pamięta - nie jest napompowany, tylko bardzo naturalny, a przy tym świetnie osadzony w świecie Guya Ritchiego.
Porachunki
W Porachunkach Statham znowu trafia do brytyjskiego półświatka, ale tym razem jeszcze mocniej czuć, że ten klimat po prostu do niego pasuje. Bacon nie musi robić wielkich rzeczy, żeby zostawić ślad - wystarczy sposób, w jaki mówi, patrzy i funkcjonuje w całym tym szemranym układzie. To jeszcze nie jest jego najbardziej ikoniczna forma, ale już bardzo wyraźnie widać fundament całej późniejszej kariery.
Transporter
Jeśli ktoś miałby wskazać rolę, która naprawdę zrobiła z niego pełnoprawną gwiazdę kina akcji, to właśnie tutaj byłby najmocniejszy trop. Frank Martin jest skrojony idealnie pod jego ekranowy styl - chłodny, konkretny, zdyscyplinowany, a przy tym wystarczająco wyrazisty, żeby utrzymać cały film na własnych barkach. Transporter nie udaje niczego więcej, niż jest, ale właśnie dlatego działa tak dobrze - daje Stathamowi przestrzeń, w której czuje się jak ryba w wodzie.
Adrenalina
Tu wszystko jest podkręcone do granic absurdu i właśnie dlatego ten występ tak dobrze siadł. Chev Chelios to czysta energia, wściekłość i chaos, a Statham kupuje ten ton bez najmniejszego zawahania. Biega, rzuca się, eksploduje i sprzedaje cały ten kompletnie odklejony świat z taką pewnością, że nagle to szaleństwo zaczyna mieć własną logikę. To jedna z jego najbardziej żywych i bezczelnych ról.
The Bank Job
To z kolei bardzo dobry przykład na to, że Statham potrafi działać także wtedy, gdy film nie opiera się wyłącznie na pościgach i mordobiciu. The Bank Job daje mu bardziej przyziemny materiał - kryminalną historię z napięciem, ale bez komiksowego przerysowania. Dzięki temu Terry Leather wypada bardziej ludzko, mniej pomnikowo, a sam Statham pokazuje, że jego siła nie musi brać się wyłącznie z fizyczności.
Niezniszczalni
W filmie pełnym ikon gatunku łatwo byłoby zginąć albo wyglądać jak dodatek do większych nazwisk, ale Statham bardzo szybko staje się jednym z tych elementów, które trzymają całość w ryzach. Lee Christmas nie jest najbardziej złożoną postacią świata, ale ma dokładnie tyle charakteru, ile potrzeba, by nie zniknąć obok całego tego akcyjnego panteonu. To rola ważna, bo pokazuje, że Statham wszedł do ekstraklasy twardzieli nie jako ciekawostka, tylko jako pełnoprawny gracz.
Spy
Rola dobra właśnie dlatego, że bierze cały jego ekranowy wizerunek i robi z niego świadomy, bardzo celny żart. Rick Ford to chodząca parodia przesadnie twardego agenta, który każdą historię o sobie opowiada tak, jakby przeżył trzy filmy akcji przed śniadaniem. Najlepsze jest to, że Statham gra to z kamienną twarzą, bez taniego puszczania oka, przez co całość działa jeszcze lepiej. To jeden z najzabawniejszych występów w jego karierze.
Wrath of Man
Tutaj wszystko jest bardziej surowe, cięższe i dużo mniej efekciarskie, a mimo to - a może właśnie dlatego - Statham wypada znakomicie. H nie potrzebuje wielkich monologów ani przesadnego „bycia cool”, bo działa samą obecnością, ciszą i poczuciem zagrożenia. To jedna z tych ról, które przypominają, że gdy dostaje materiał mniej błyszczący, a bardziej skupiony i mroczny, nadal potrafi wejść na ekran z naprawdę dużą siłą.
Przeczytaj również
Komentarze (8)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych