Crimson Desert bije rekordy, ale... Czy to powinno definiować status gry?

Crimson Desert bije rekordy, ale... Czy to powinno definiować status gry?

Kajetan Węsierski | 12.04, 14:00

Crimson Desert narobiło ostatnio sporo hałasu i trudno się temu dziwić. Gra wskoczyła bardzo wysoko w steamowych statystykach popularności, a sam wynik wygląda tak, że od razu przyciąga uwagę. Tyle że właśnie w takich momentach najłatwiej wpaść w pułapkę prostego myślenia: skoro liczby są wielkie, to sprawa jest zamknięta, a status gry ustalony raz na zawsze. A przecież dobrze wiemy, że w branży to nigdy nie działa aż tak prosto.

Chyba zgodzimy się, że rekordy potrafią być efektowne, ale nie zawsze mówią wszystko. Pokazują zasięg, ciekawość, siłę marketingu i to, jak mocno dana premiera albo demo potrafi przyciągnąć wzrok w konkretnym momencie. Nie mówią jednak od razu, czy za tą falą stoi gra, która naprawdę zostanie z ludźmi na dłużej. I właśnie dlatego przy Crimson Desert najciekawsze wydaje się nie samo „ile”, ale raczej to, czy te wielkie liczby powinny dziś definiować jego pozycję.

Dalsza część tekstu pod wideo

Słowem wstępu…

Crimson Desert od dawna wyglądało jak jedna z tych gier, które próbują złapać kilka wielkich rzeczy naraz - ogrom świata, widowiskową akcję, przygodowy rozmach i poczucie, że za następnym wzgórzem może czekać coś naprawdę wartego uwagi. Pearl Abyss od początku sprzedawało swój projekt jako coś znacznie większego niż zwykły action RPG i trzeba przyznać, że skala ambicji była tu widoczna niemal od pierwszych pokazów. To nie była gra, która chciała po prostu „dobrze wypaść”. 

I właśnie dlatego cały ten szum wokół premiery nie wziął się znikąd. Crimson Desert przyciągnęło graczy rozmachem, światem i obietnicą dużej, gęstej przygody, która nie ogranicza się do jednej ścieżki. W recenzjach regularnie przewija się motyw ogromnej, bardzo bogatej przestrzeni do eksploracji, a także tego, że gra potrafi zaskoczyć skalą systemów i zwyczajnym poczuciem odkrywania. Nawet ci, którzy mieli z nią problemy, raczej nie pisali o projekcie bez charakteru. Wręcz przeciwnie - częściej brzmiało to jak kontakt z grą bardzo ambitną, tylko momentami aż zbyt ambitną dla własnego dobra.

No i liczby też zrobiły swoje. Crimson Desert po premierze zanotowało potężny ruch na Steamie, dobijając do bardzo wysokich wyników i z czasem wspinając się do grona najmocniejszych tegorocznych debiutów na platformie. To nie wygląda jak ciekawostka z pogranicza niszy, tylko jak bardzo konkretny sygnał, że ludzie naprawdę chcieli sprawdzić, o co w tej grze chodzi. A kiedy do tego dorzuci się fakt, że przez kolejne dni wciąż utrzymywała się wysoko w sprzedaży i zainteresowaniu, widać wyraźnie, że nie był to wyłącznie jednodniowy wystrzał.

A jak jest?

No właśnie - i tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii. Bo Crimson Desert wcale nie weszło na rynek jako gra jednogłośnie oklaskiwana od pierwszej minuty. Początek był wyraźnie bardziej szorstki. Pojawiały się głosy o topornym sterowaniu, zbyt ciężkim wejściu w rozgrywkę, niewygodnym interfejsie i historii, która nie od razu potrafiła wciągnąć tak mocno, jak sugerował marketing. Część graczy bardzo jasno sygnalizowała, że potencjał tu jest, ale sporo rzeczy po prostu trzeba poprawić.

I to jest chyba najuczciwszy sposób patrzenia na obecną formę gry - jako na bardzo dobry projekt, który wciąż nie jest projektem zamkniętym. Twórcy zareagowali szybko, wypuszczając poprawki dotyczące sterowania, wytrzymałości, wierzchowców i innych elementów, które najbardziej irytowały ludzi tuż po premierze. Efekt był widoczny dość szybko: odbiór zaczął iść w górę, a gra zaczęła wyglądać jak tytuł, który naprawdę potrafi słuchać społeczności i reagować, zanim pierwsza fala ekscytacji całkiem opadnie.

Wciąż jednak słychać, że nie wszystko działa idealnie. Krytyka nie zniknęła całkowicie - dalej przewijają się uwagi o technicznych niedociągnięciach, kompatybilności sprzętowej czy momentach, w których gra bardziej imponuje rozmachem niż wygodą obcowania z własnymi systemami. To nie brzmi jak katastrofa, ale brzmi jak bardzo wyraźne przypomnienie, że przy tak dużej grze łatwo stracić część graczy, jeśli rozwój po premierze wyhamuje zbyt szybko.

Konkluzja

Koniec końców, Crimson Desert już udowodniło, że potrafi przyciągnąć tłumy i że pod warstwą premierowych problemów siedzi naprawdę mocna gra. Ale jeśli ma utrzymać wysokie liczby i dobre oceny na Steamie na dłużej, nie wystarczy sam efekt pierwszego zachwytu nad skalą świata. Twórcy będą musieli dalej poprawiać, wygładzać i odpowiadać na to, co gracze pokazali im w pierwszych tygodniach bardzo wyraźnie. Bo na tym etapie to przecież nie jest walka o to, czy Crimson Desert jest dobre. Bardziej o to, czy będzie potrafiło zostać dobre także wtedy, gdy opadnie kurz po premierze.

Dlatego właśnie rekordy bite na starcie nie powinny definiować statusu gry. Pewnie, pewnych osiągnięć zabierać po prostu nie wolno, ale… To kolejne tygodnie, miesiące i lata powinny stanowić o tym, z czym właściwie mamy do czynienia (tak, Palworld, na Ciebie patrzę). No i wiem, że tak być nie powinno, bo kiedyś dostaliśmy grę na premierę i to była ostateczna pieczątka, natomiast czasy się zmieniły. I czy nam się to podoba, czy nie (mnie nie), to jest znakiem rzeczonych zmian. 

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Crimson Desert.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper