Robert Pattinson

Robert Pattinson - od drewnianego aktora do jednego z najgorętszych nazwisk w Hollywood?

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Nie jest trudno wskazać kariery, które od początku wyglądają jak dobrze zaplanowany marsz na szczyt, ale są też takie, które przypominają raczej długie wychodzenie z cudzego cienia. Robert Pattinson przez lata należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Dla jednych był obiektem masowej fascynacji, dla innych symbolem aktora, którego nie traktowano do końca poważnie. 

Dziś trudno mówić o nim wyłącznie przez pryzmat dawnych łat. W ostatnich latach Pattinson coraz częściej pojawia się w rozmowach nie jako „Edward Cullen, ale jako aktor, który bardzo świadomie przejął kontrolę nad własnym wizerunkiem. A to zawsze jest moment interesujący - bo właśnie wtedy zaczyna się pytanie, czy mamy do czynienia z udaną odbudową reputacji, czy już z pełnoprawnym awansem do ścisłej hollywoodzkiej czołówki.

Dalsza część tekstu pod wideo

Ten ze Zmierzchu…

Przez długi czas Robert Pattinson był dla ogromnej części widowni przede wszystkim twarzą Zmierzchu - i to taką twarzą, od której bardzo trudno było uciec. Ta seria zrobiła z niego gwiazdę w skali, o jakiej większość aktorów może tylko pomarzyć, ale jednocześnie zamknęła go w bardzo niewygodnej szufladce. Dla jednych był obiektem masowej fascynacji, dla innych ucieleśnieniem wszystkiego, co w tamtym kinowym fenomenie wydawało się przesadzone, papierowe i zwyczajnie zbyt łatwe do wyśmiania.

Problem polegał na tym, że taka łatka potrafi przykleić się na lata. Kiedy ktoś staje się symbolem konkretnej popkulturowej gorączki, bardzo łatwo przestaje być traktowany jak aktor z własnym potencjałem, a zaczyna funkcjonować jako mem, skojarzenie, gotowy obrazek z innej epoki. Pattinson długo nosił na plecach właśnie taki bagaż. I z podobnymi rzeczami zmaga się choćby Daniel Radcliffe. 

Może właśnie dlatego jego późniejsza droga zrobiła tak dobre wrażenie. To całe powolne, bardzo świadome rozbrajanie cudzego wyobrażenia o sobie. Pattinson nie próbował na siłę udowadniać, że jest kimś innym. Krok po kroku wybierał takie projekty, przy których dawne skojarzenia zaczynały zwyczajnie tracić znaczenie. A to zawsze wygląda lepiej niż nerwowa walka z własnym wizerunkiem.

Wszystko się zmienia...

Bardzo dużo zmieniło się wtedy, gdy zaczął pojawiać się w filmach znacznie mniej oczywistych i dużo bardziej wymagających. Good Time było jednym z tych tytułów, po których naprawdę trudno było dalej patrzeć na niego starym wzrokiem. Nagle okazało się, że potrafi unieść rolę nerwową, brudną, niewygodną i kompletnie pozbawioną gwiazdorskiego blasku. 

Potem przyszedł czas na jeszcze odważniejsze wybory. High Life i The Lighthouse to kino gęste, dziwne, chwilami niewygodne, ale właśnie w takich warunkach Pattinson zaczął wyglądać najciekawiej. Szczególnie The Lighthouse bardzo mocno podbiło jego pozycję, bo nagle przestał być aktorem „który dobrze wybrał kilka filmów”, a zaczął być kimś, kto naprawdę umie wejść w ryzykowny materiał i wyjść z niego obronną ręką.

Najciekawsze było jednak to, że kiedy wrócił do dużego kina, nie sprawiał już wrażenia kogoś, kto dopiero próbuje odzyskać powagę. On już ją miał. The Batman nie było przecież małym testem, tylko wejściem do jednej z najbardziej obciążonych ról we współczesnym Hollywood. A jednak Pattinson nie zginął pod ciężarem marki - przeciwnie, bardzo wielu widzów i krytyków uznało, że wniósł do tej wersji Bruce’a Wayne’a coś surowszego, bardziej zamkniętego i zwyczajnie świeżego.

I dlatego dziś rozmowa o nim nie kręci się już wokół pytania, czy „naprawdę potrafi grać”, tylko wokół tego, jak sprytnie zbudował sobie pozycję między kinem autorskim a wielkimi markami. To chyba najlepszy możliwy scenariusz dla aktora, którego kiedyś bardzo łatwo było zlekceważyć. Bo Pattinson nie tylko wyszedł z cienia jednej roli - on z tego cienia zrobił punkt odbicia do znacznie ciekawszej kariery.

Podsumowanie

Dziś trudno patrzeć na Roberta Pattinsona wyłącznie przez pryzmat tego, z czym kojarzył się kilkanaście lat temu. Owszem, Zmierzch był momentem ogromnym i długo ciągnął się za nim jak cień, ale z perspektywy czasu widać też, że nie zamknął go na dobre w jednym wizerunku. Wręcz przeciwnie - może właśnie przez to późniejsza przemiana zrobiła aż takie wrażenie.

Pattinson nie próbował za wszelką cenę udowodnić światu, że jest kimś innym. Po prostu zaczął wybierać projekty, które mówiły za niego. Dziś nie wygląda już jak aktor uciekający od dawnej łatki, tylko jak ktoś, kto dawno zostawił ją za sobą i wszedł na poziom, na którym naprawdę liczy się to, co zrobi dalej. A to chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo wszystko może się zmienić.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper