Chcę więcej (2026) wywiad z kompozytorem filmu, Maciejem Zielińskim. "Instrumenty elektroniczne to moja pasja"
Debiut reżyserski Damiana Matyasika opuszcza już powoli sale kinowe, lecz szczerze wierzę, że "Chcę więcej" czeka jeszcze drugie życie w streamingu. W ostatnich dniach zimy, udało nam się usiąść do rozmowy z kompozytorem filmu, Maciejem Zielińskim, który opowiedział nam o pracy nad filmem, swojej fascynacji muzyką elektroniczną, a także o tym... Jak stał się jednym z prekursorów polskiej sceny demo, jeszcze za czasów leciwego ZX Spectrum. Jego ekspertyza i fascynacja światem muzyki jest iście zaraźliwa i mam nadzieję, że choć jej część można będzie poczuć czytając poniższy wywiad. Miłej lektury.
Piotrek Kamiński: Muzyką filmową zajmujesz się już ponad 30 lat.
Maciej Zieliński: Ostatnio udzielałem wywiadu w Trójce i zaskoczył mnie tym dziennikarz prowadzący. Mówi mi: “No, to mamy jubileusz 30-lecia!”. Policzył mnie od filmu “Gry uliczne”, który miał premierę w 1996 roku. A jeszcze wcześniej, chyba przed studiami, robiłem dokument - “Powrót arystokratów” wraz z Natalią Koryncką-Gruz. Natomiast, faktycznie, pierwsza fabuła to były “Gry uliczne”. Chociaż, skoro ukazały się w 96. to znaczy, że pracowałem w 95. Strasznie to brzmi, bo ja nie czuję upływającego czasu...
Piotrek: Naprawdę kawał czasu, kawał kariery. Pierwsze kroki w muzyce filmowej zacząłeś stawiać jeszcze na studiach? Od początku czułeś, że to jest kierunek, w którym chcesz iść?
Maciej: Nawet na studiach pracowałem już zawodowo, bo musiałem pomagać rodzicom, zarabiać pieniądze. W związku z tym, chciałem działać jako kompozytor. Wydaje mi się, że właśnie na studiach zacząłem robić muzykę do reklam.
Piotrek: Jakieś znane jingle?
Maciej: Tak, sporo było takich mocnych rzeczy, które zaskoczyły. Jedna z pierwszych, moich reklam, która zapadła ludziom bardzo mocno w pamięć, to była reklama kawy Jacobs, wiesz: “Najmilsza chwila poranka...”. W tamtych latach to był szał. Wszyscy znali tę reklamę. Później było tego jeszcze sporo. Dzisiaj już bardzo rzadko komponuję muzykę do reklam, ale z takich ostatnich to jeszcze pizza Giuseppe.
Piotrek: “Giuseeeeppeeee!”
Maciej: Dokładnie! Mam talent do melodii, zawsze jakoś łatwo mi przychodzą do głowy.
Piotrek: Kiedyś myślałem, że też mam taki talent. Później okazało się, że większość moich “pomysłów” wziąłem z już istniejących melodii, zupełnie nieświadomie.
Maciej: Im prostsza jest melodia, tym łatwiej, żeby do czegoś była podobna. Jeśli jest trochę bardziej skomplikowana - nadal może być stosunkowo prosta - ma swoje charakterystyczne elementy, rytm, no to już ciężej te podobieństwa zauważyć. Początkowo są to proste rzeczy. Działa tu matematyka, statystyka. To jest bardzo ciekawe przy jinglach, ponieważ w tej chwili trudno jest zrobić jingiel, który byłby charakterystyczny, oryginalny i składał się, na przykład, z czterech nut. Ryzyko, że coś tam się powtórzy, będzie podobne, jest ogromne. Cztery nuty to jest niewielka ilość kombinacji, a zwykle jingiel ma właśnie 4, 5, 6 dźwięków.
Piotrek: Żeby łatwo się wżerał w głowę, prawda? Ale dzisiaj właśnie tylko takie rzeczy pamiętamy z dawnych lat. Ta nowa muzyka nie zostaje z odbiorcą na dłużej. W ogóle, mam wrażenie, że topimy się we własnej nostalgii.
Maciej: Takie tematy, które zapadają w świadomości, one identyfikują markę. Jest coś takiego jak identyfikacja muzyczna, która niesłychanie działa na emocje. Miałem takie sytuacje, że mój temat muzyczny towarzyszył firmie przez dekady. Na przykład, kiedyś napisałem temat korporacyjny dla już nieistniejącego Era GSM. Później Raiffeisen Bank używał takiej gwizdanej melodii przez bodajże osiem lat. Więc istnieją takie charakterystyczne utwory - ludziom się kojarzy pozytywnie jakaś melodia, motyw muzyczny z daną firmą i... to działa.
Piotrek: A kiedy stwierdziłeś, że robienie muzyki filmowej to jest to, co Cię interesuje zawodowo?
Maciej: Obraz był czymś, co zawsze mnie do siebie ciągnęło - właśnie zestawienie obrazu z muzyką. Moje utwory, które gdzieś tam sobie komponowałem jeszcze w podstawówce, one miały taki klimat filmowy - tak mi mówili moi przyjaciele i znajomi. I jakoś tak ciągnął mnie ten obraz. Uważam, że fascynujące jest zestawienie obrazu z muzyką i jak te dwa elementy, dopełniając się, mogą zbudować potężną siłę emocjonalną, jak to może świetnie zadziałać.
Piotrek: Sam obraz może wywołać swoje emocje, a muzyką można je zmienić i, po prostu, podbić.
Maciej: Dokładnie tak.
Piotrek: A jak to wygląda od kuchni? Czy zawsze tworząc muzykę do filmu widzisz obraz, czy czasami zdarza się na przykład też praca na podstawie samych wskazówek reżysera lub czymś w podobie?
Maciej: Zdarza się tak, że zaczynam coś robić na etapie scenariusza. Jeden z producentów, z którymi pracuję zawsze mówi, że według niego, muzyka powinna powstać w ogóle przed obrazem i potem kompozytor, już mając napisaną jakąś muzykę, powinien pracować nad nią już bezpośredni do obrazu. Zawsze jako przykład podaje jednego z amerykańskich producentów, Davida Selznika, że on zawsze mówił, że kompozytor powinien napisać symfonię przed i potem dopasować jej fragmenty do filmu. Zawsze mówię, że to jest po prostu loteria, bo na etapie scenariusza kompozytor coś tam sobie już wyobraża, a to się może przecież zaraz całkowicie rozjechać. Ale on przy każdej produkcji powtarza, że nie! Już się wcześniej udało, więc czemu nie - bo taka była prawda. Chciał kiedyś żebym mu coś napisał, więc napisałem i okazało się, że zadziałało to bardzo dobrze w filmie. Przy kolejnej produkcji mówiłem mu, że nie, na co on odpowiadał, że to taka szczególna sytuacja... I znów się udało!
Piotrek: Ale nawet wtedy komponujesz i później musisz dostosowywać te utwory i tematy pod konkretne sceny i sytuacje, tak?
Maciej: Tak. Powiem tak: to rzeczywiście ma sens, jeśli film potrzebuje tematów, jakiejś wyrazistej linii melodycznej - bo nie każdy film jej potrzebuje. Wtedy, ta linia melodyczna może powstać przed filmem, tak, bo już kiedy czytam scenariusz, wyobrażam sobie jakieś emocje, dramaturgię. Przychodzą mi do głowy pomysły melodyczne. Wiemy jaka jest scena, czego ona prawdopodobnie potrzebuje i można to skomponować. Na przykład główny temat "Kryminalnych" , serialu, do którego napisałem muzykę, skomponowałem do scenariusza samej czołówki. Wyobrażałem sobie jak to wszystko będzie wyglądać i gdzieś tam przyszedł mi do głowy taki właśnie temat. Jest tam też taki bardzo lubiany temat postaci Adama (Marek Włodarczyk) na trąbkę. Pamiętam, że po przeczytaniu scenariusza bodajże dwóch odcinków, zacząłem wyobrażać sobie tego głównego bohatera, policjanta trochę przegranego, samotnika... Wyobraziłem sobie, że on siedzi w ciemnym pokoju ze szklaneczką whisky i nagle sama przyszła do mnie ta trąbka, ten klimat, ta linia melodyczna i to też skomponowałem przed filmem, przed obrazem. Tak więc, to się czasami udaje, co nie oznacza, że zawsze...
Piotrek: Słyszałem, że „Chcę więcej” Damiana Matyasika, to jest Twój pierwszy w pełni elektroniczny soundtrack skomponowany do polskiego filmu.
Maciej: Technologia muzyczna, instrumenty elektroniczne to jest moja pasja od szkoły podstawowej, ale jakoś tak się dziwnie składało, że w Polsce zawsze komponowałem połączenia instrumentów akustycznych z elektroniką. Dobrym przykładem są „Kryminalni”, gdzie było dużo brzmień elektronicznych, ale była do tego orkiestra, instrumenty akustyczne. I, oczywiście, to jest fajne, ja to bardzo lubię, ale marzyła mi się taka ścieżka stricte elektroniczna. Napisałem muzykę do kilku filmów amerykańskich, niezależnego kina i tam udało mi się zrobić coś w tego typu klimatach, podobnego do tego, co zrobiłem w „Chcę Więcej” - współczesna elektronika, soczyste brzmienia. To jest moja pasja, potrafię takie rzeczy robić i zresztą uwielbiam, bo to jest niesamowicie fajna praca - nad brzmieniami. Nie jest to tylko praca czysto kompozytorska, którą oczywiście też kocham, ale tutaj to jest rzeźba w dźwięku i to jest niesłychanie fascynujące. W dzisiejszych czasach mamy fenomenalne narzędzia do robienia czegoś takiego. Na przykład w „Chcę więcej” użyłem bardzo skomplikowanych filtrów, które robią niesamowite rzeczy. Można z ich użyciem robić sekwencję ustawień filtrów, które się synchronizują do tempa. Dzięki temu mogę tworzyć rzeczy, które trudno powiedzieć w ogóle jak zostały stworzone. W jednym z utworów, gdzie jest też klasyczne brzmienie piana elektrycznego, dołożyłem do niego filtr, który cały czas moduluje tym pianem w tempie i jeszcze robi delay. Szczerze mówiąc, gdybym nie wiedział jak to zostało zrobione, to słuchając tylko, sam bym pewnie się nad tym głowił.
Piotrek: A zdarza ci się też samemu łapać dźwięki gdzieś z otoczenia albo tworzyć dźwięki zupełnie od podstaw?
Maciej: Też. W „Chcę więcej” użyłem narzędzia, które umożliwia rozciąganie dźwięku z takimi zabiegami jak – przepraszam za techniczny język - zmiana szeregu alikwotów i podejście wzięte z podejścia granularnego, czyli do cięcia nagranego dźwięku na slice'y i rekombinacja, że to brzmi właściwie jak coś nieznanego. Słychać trochę, co było źródłem, ale jest to dziwne, obce. Uwielbiam to narzędzie. Zrobił je jeden, prawdopodobnie samorodnie utalentowany człowiek i udostępnił za darmo. Można dzięki niemu uzyskiwać bardzo specyficzne brzmienia, właśnie przetwarzając coś, co się nagrało. Można i z otoczenia, chociaż ja nagrywam głównie instrumentem. I wtedy przetwarzanie tego z jednej strony ma charakter muzyczny, a z drugiej jest właśnie nieoczywiste i dziwne.
Piotrek: Opracowujesz w ten sposób już gotowe kompozycje, czy na przykład pojedyncze dźwięki, nuty?
Maciej: Czasami pojedyncze, czasami dłuższe. W jednej ze scen w „Chce więcej”, główny bohater rozmawia z postacią graną przez Jana Frycza i tam słyszymy właśnie takie dziwne dźwięki, które powstały dzięki tym narzędziom. Mamy tam pojedyncze dźwięki gitary, mocno przetwarzane, i robi się z tego taka dziwna, budząca niepokój chmura. I to jest właśnie praca z tymi narzędziami. Nieskończenie fascynująca, ponieważ otwierają się przed nami nowe przestrzenie dźwiękowe. Mimo że pracuję z nimi od dawna, nadal jest w nich dużo nieoczywistości, nie wiadomo czy jak ustawię parametr w taki sposób, to co z tego wyjdzie, co się wydarzy. Czasami jestem w stanie trochę to przewidzieć, a czasami jest to eksperymentowanie. Tak więc, kiedy Damian przyszedł do mnie z takim właśnie pomysłem na ścieżkę dźwiękową, nie mogłem zareagować inaczej, tylko entuzjazmem
Piotrek: Jak wam się współpracowało nad materiałem?
Maciej: Damian od samego początku zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Przyznam, że jak się do mnie odezwał, to pojawił mi się w głowie znak zapytania - ktoś tam się odzywa, ktoś mu polecił. Powiedziałem więc żeby przesłał mi scenariusz, bo na razie nie wiem, co to za projekt i czy na pewno chcę brać w nim udział. No więc przesłał mi ten scenariusz i... dobry był - przynajmniej dobry. Spotkaliśmy się więc i jego energia, jego jakiś taki niesamowity lot, zrobiły nam nie wrażenie. On jest bardzo zdecydowany. Ma swoją wizję, wie czego chce, wie co chce uzyskać. Dobrze nam się współpracowało, bo ja doskonale rozumiałem, czego on potrzebuje i jak mu coś proponowałem, to się okazywało, że to jest dokładnie to i on wtedy zwykle reagował euforią, a ta euforia była tak zaraźliwa, że dosłownie ładowała mi baterie. Oczywiście ja miałem i tak dużą przyjemność z komponowania do tego filmu, ale ta przyjemność była jeszcze większa, bo miałem super feedback, a jak kończyliśmy pracę nad filmem, to aż było żal.
Piotrek: Mam wrażenie, że Damian ma wrażliwość całkiem mocno skręcającą w stronę Hollywoodu. Interesują go rzeczy wyraziste, mocne. W Polsce zazwyczaj kręci się trochę inaczej niż na zachodzie. Popraw nie, jeśli się mylę, ale mam wrażenie, że w Polsce ta muzyka filmowa potrafi być często bardzo nieustępliwa, w sensie cały czas musi mi coś grać w tle. Mało jest w ostatnich latach ciszy w naszym kinie.
Maciej: Różnie to bywa. To zależy od filmu. U nas. w „Chcę więcej” tej muzyki jest bardzo dużo i jest w wielu scenach dość mocna. Miałem pewne wątpliwości, które oczywiście omawiałem z Damianem, ale on tak to lubi i tak chce.
Piotrek: Jak się pracuje w dzisiejszych czasach nad filmem? Ty patrzysz sobie na obraz i widzisz, o tu bym coś dał, a tu nie, czy reżyser mówi, że on by tu widział jakąś muzykę i później o tym dyskutujecie?
Maciej: Z Damianem było tak, że on miał muzykę już podłożoną w kilku miejscach, jakiś placeholder, więc wiadomo, że tam na pewno musi być coś być. W innych miejscach ja też proponowałem, gdzie ja uważam, jak to powinno działać i gdzie ta muzyka powinna się pojawić. Mój proces pracy nad filmem jest najczęściej taki, że spotykamy się z reżyserem i dyskutujemy o filmie, nie o muzyce. Bo mnie interesuje film, co reżyser myśli o filmie, jak on do niego podchodzi, co chce uzyskać, jakie są dla niego najważniejsze elementy filmu. Bo ja mam swoją perspektywę, ale muszę dostosować ją do perspektywy reżysera. To jest jego film. A następnie staram się do tego dopasować, przetłumaczyć to na muzykę. Zwykle komponuję muzykę do dwóch, trzech scen. Oglądamy to, jeśli jest ok, to idziemy dalej, jeśli nie, robię kolejną propozycję, bo chodzi o to, żeby znaleźć właściwe podejście muzyczne do filmu. Jak się popracuje nad trzema głównymi scenami, to najczęściej promieniuje to później na cały film i można tą ścieżką iść dalej.
Piotrek: A powiedz, gdybyś mógł wybrać sobie jakiegoś jednego reżysera, z którym chciałbyś współpracować, to kto by to był i dlaczego?
Maciej: Szczerze mówiąc, nie wiem. Przychodzi mi do głowy Steven Spielberg, bo to absolutna ikona kina i na pewno byłaby to świetna zabawa, choć wydaje mi się, że tego typu kino już trochę odchodzi. Innym wyborem byłby Aronovsky. To są takie nazwiska, które przyczepiają mi się do głowy, ale musiałbym się chwilę zastanowić, żeby powiedzieć coś sensownego. Natomiast, z moich innych chęci zawodowych, to bardzo chętnie skomponowałbym muzykę do gry. Dzisiaj nie jestem już może aż tak aktywnym graczem, ale kiedyś byłem. W ogóle bardzo aktywnie zajmowałem się komputerami. Nawet trochę programowałem. Niedawno, chyba z rok temu, dowiedziałem się, że byłem prekursorem polskiej demosceny.
Piotrek: Jak to?! U nas demoscena do dzisiaj działa całkiem prężnie. Co to znaczy, że byłeś jej prekursorem?
Maciej: Chyba jeszcze w podstawówce, już nie pamiętam, zrobiłem demo na ZX Spectrum – ze dwa albo trzy. Okazuje się, że to było wtedy bardzo rzadko spotykane.
Piotrek: Jak to się nazywało? Co to było? Jakiś mały program do tworzenia muzyki, coś innego?
Maciej: Nie. Prosta demówka taka do włączenia sobie. Spadała tam jakaś prosta grafika. Zrobiłem prostą animację, bodajże w Basicu czy w czymś. Zrobiłem to w jakimś programie, gdzie można było kodować samplowany, 8 bitowy dźwięk na tym ZX Spectrum. Można było sobie było, nie pamiętam, osiem numerów odtwarzać - jakieś Depeche Mode, tego typu rzeczy. I ci ludzie, którzy się ze mną skontaktowali, nazywają się „Kronika Polskiej Demosceny”. Zapytali się mnie, czy to jest moje, czy mam może oryginalny kod, bo oni mają tylko video, a chcieliby to zachować, uwiecznić. A tak się składa, że mam na strychu taką skrzyneczkę ze starymi kasetami, więc obiecałem, że się przez nie przekopię, ale jeszcze tego nie zrobiłem.
Piotrek: Niesamowite. No dobrze, ale czy miałeś już jakieś propozycje ze świata gier?
Maciej: Nie, ze świata gier jeszcze nie. Myślę, że tam jest to wszystko dosyć poukładane i to nie takie proste, ale bardzo by mnie to fascynowało. Teraz, w ostatnich latach, często mam z synem różne przeloty growe, tu jakiś „Fortnite”, tam jakaś „Forza Horizon”. To są znakomite rzeczy i jest na to budżet, są fajne nagrania. Nie tylko przez miłość do gier chciałbym coś takiego zrobić, ale też ze względu na to, że można byłoby się wyżyć artystycznie. Wydaje mi się, że to ciekawe w grach jest to, że można łączyć ze sobą różne stylistyki. Może być na przykład ostra gitara z elektroniką i nawet z orkiestrą. Bardzo lubię takie połączenia, które są nieoczywiste i łączą ze sobą różne gatunki.
Piotrek: No, to mam nadzieję, że jakaś mądra głowa z CDPR albo innego studia przeczyta tę naszą rozmowę i może się zainteresuje. Niech zaczną się te propozycje pojawiać. Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Maciej: Również dziękuję.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych