Nie tylko Piraci z Karaibów. TOP 10 najlepszych produkcji o morskich rozbójnikach
Kiedy myślimy o kinie pirackim, przed oczami niemal natychmiast staje nam kołyszący się na nogach, wiecznie wstawiony kapitan Jack Sparrow z nieodłączną butelką rumu w dłoni. „Piraci z Karaibów” to bez wątpienia fenomen, popkulturowy gigant, który na początku dwudziestego pierwszego wieku wskrzesił martwy, jak się wówczas powszechnie wydawało, gatunek awanturniczy. Jednak fascynacja morskimi rozbójnikami, poszukiwaniem zaginionych skarbów i buntowniczym życiem poza prawem jest w kinie obecna niemal od jego zarania.
Zapach prochu, łopoczące na wietrze czarne żagle z białą trupią czaszką i opowieści o zakopanych skrzyniach pełnych hiszpańskich dublonów od dekad przyciągają widzów przed ekrany. Kino pirackie to przecież obietnica absolutnej wolności, niebezpieczeństwa i wielkiej przygody, która czeka tuż za horyzontem. Przyjrzyjmy się zatem dziesięciu wyjątkowym produkcjom filmowym - od czarno-białych klasyków Złotej Ery Hollywood po zupełnie nietypowe, wręcz współczesne wariacje - które udowadniają, że filmowe morza i oceany kryją w sobie znacznie więcej bezcennych skarbów niż tylko słynną Czarną Perłę.
Złota era Hollywood i narodziny klasycznych morskich awantur
Aby w pełni zrozumieć fenomen morskich opowieści, musimy cofnąć się w czasie do momentu, kiedy kino dopiero uczyło się operować wielkim rozmachem i spektakularną akcją. Kamieniem węgielnym tego gatunku jest bez wątpienia „Kapitan Blood” z 1935 roku. To właśnie ten znakomity film uczynił z Errola Flynna międzynarodową gwiazdę kina i zdefiniował archetyp romantycznego, szlachetnego pirata, który łamie prawo tylko dlatego, że zostało ono wcześniej okrutnie wypaczone przez tyranów. Flynn, z szelmowskim uśmiechem i błyszczącym rapierem w dłoni, stworzył wzorzec, do którego twórcy odwołują się po dziś dzień.
Piętnaście lat później, w 1950 roku, wytwórnia Walta Disneya postanowiła zrealizować swój pierwszy w pełni aktorski film. Wybór padł na adaptację klasycznej powieści Roberta Louisa Stevensona, czyli słynną „Wyspę skarbów”. To dzieło absolutnie przełomowe w historii kina przygodowego, przede wszystkim ze względu na wybitną rolę Roberta Newtona. Jako przebiegły Long John Silver, Newton nie tylko zdominował cały film, ale wręcz na zawsze ukształtował nasze wyobrażenie o tym, jak pirat powinien mówić, wyglądać i się zachowywać. To jego charakterystyczne, gardłowe, przeciągłe „Arrr!” i przesadne przewracanie oczami stały się popkulturowym standardem.
Z kolei w 1952 roku na ekrany wszedł „Karmazynowy pirat” z niesamowitym Burtem Lancasterem w roli głównej. Była to produkcja niezwykła, ponieważ w dużej mierze stawiała na niesamowite akrobacje, lekkość i wszechobecny humor, delikatnie parodiując wcześniejsze, bardzo poważne filmy o korsarzach. Lancaster, będący byłym akrobatą cyrkowym, sam wykonywał większość bardzo niebezpiecznych kaskaderskich sztuczek, skacząc po takielunku z niezwykłą gracją i dynamiką. Te trzy klasyczne tytuły zbudowały potężny fundament pod wszystko, co w kinie o morskich wilkach miało nadejść w kolejnych dziesięcioleciach.
Lata wzlotów, spektakularnych upadków i wielki powrót na Karaiby
Kolejne dekady przyniosły gatunkowi pirackiemu bardzo wiele finansowych i artystycznych zawirowań, a nowi twórcy starali się odświeżyć sprawdzoną formułę, nierzadko ryzykując ogromne budżety największych wytwórni. W 1986 roku swoją autorską, niezwykle mroczną wizję morskiego rozbójnictwa przedstawił wybitny reżyser Roman Polański w filmie zatytułowanym po prostu „Piraci”. Zamiast gładko ogolonych i szlachetnych bohaterów, zaprezentował widzom brudny, brutalny, ale jednocześnie niezwykle groteskowy świat, w którym główną rolę grał fenomenalny Walter Matthau jako przeraźliwie chciwy i zrzędliwy Kapitan Red. Choć film okazał się w momencie premiery gigantyczną klapą finansową, z biegiem lat zasłużenie zyskał status dzieła kultowego, docenianego przede wszystkim za wspaniałą, ręcznie tworzoną scenografię i bezkompromisowe podejście do detali - dla potrzeb tego filmu zbudowano przecież prawdziwy, pływający hiszpański galeon o imponujących rozmiarach.
Prawdziwym gwoździem do trumny całego gatunku miała okazać się jednak „Wyspa piratów” z 1995 roku w reżyserii Renny'ego Harlina, z Geeną Davis wcielającą się w rolę odważnej pani kapitan. Z dzisiejszej perspektywy ten film to wspaniała, eskapistyczna rozrywka z zapierającymi dech w piersiach wybuchami na morzu, świetną choreografią walk na szable i jedną z absolutnie najlepszych przygodowych ścieżek dźwiękowych w historii kina, której autorem jest John Debney. Jednak w tamtym trudnym dla kina czasie produkcja ta pobiła wszelkie niechlubne rekordy strat finansowych, skutecznie zniechęcając wielkie studia z Hollywood do tematyki marynistycznej na niemal dekadę. Musieliśmy czekać aż do 2003 roku, aby „Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły” zmazali tę pechową klątwę. Reżyser Gore Verbinski dokonał rzeczy z pozoru niemożliwej - połączył klasyczne, awanturnicze kino akcji z niezwykle świeżymi elementami mrocznych baśni, klątw i grozy. Film zachwycił wszystkich widzów brawurową, niemal oscarową rolą Johnny'ego Deppa, wspaniałym tempem wielkiej narracji i fantastycznie napisanym humorem. Produkcja ta nie tylko uratowała upadającą reputację morskich rozbójników na wielkim ekranie, ale stała się głośnym początkiem jednej z najbardziej dochodowych serii w całej historii kina rozrywkowego.
Od magicznej Nibylandii, przez bezkres kosmosu, aż po brutalną współczesność
Twórcy filmowi stosunkowo szybko zorientowali się, że motyw morskiego rozbójnika jest niezwykle uniwersalny, bardzo plastyczny i można go z powodzeniem przenosić w zupełnie inne realia, nierzadko odważnie eksperymentując z formą. Doskonałym i uwielbianym przez miliony przykładem jest „Hook” (1991) w mistrzowskiej reżyserii Stevena Spielberga. To niezwykle ciepła, rodzinna kontynuacja losów słynnego Piotrusia Pana, gdzie dorosły już bohater (w tej roli niezapomniany, pełen energii Robin Williams) musi wrócić do krainy swojego dzieciństwa, aby zmierzyć się z demonicznym, ale zarazem niesamowicie karykaturalnym Kapitanem Hakiem, którego brawurowo i z wielkim dystansem zagrał Dustin Hoffman. Ten film dobitnie pokazał, że piraci mogą być idealnymi, wciągającymi antagonistami w baśniowym kinie familijnym.
W bardzo podobnym, niezwykle radosnym i pełnym absurdalnego humoru tonie utrzymane są kultowe „Muppety na Wyspie Skarbów” (1996). Połączenie uroczych lalek stworzonych przez Jima Hensona z kolejną ekranizacją poważnej przecież powieści Stevensona dało efekt powalający. Film odniósł sukces głównie dzięki nieziemskiej charyzmie aktorskiej Tima Curry’ego, który wcielając się w rolę Long Johna Silvera, bawił się na planie wybornie, tworząc kreację równie groźną dla bohaterów, co absolutnie komediową dla widzów. Zupełnie inną, bardzo odważną ścieżką podążył ponownie Disney w 2002 roku, prezentując światu „Planetę skarbów”. Ta genialna wizualnie, choć niestety niedoceniona w box office animacja, przeniosła klasyczną opowieść o skarbie pirata w chłodny bezkres przestrzeni kosmicznej. Zamiast pływających drewnianych galeonów mieliśmy w niej ogromne statki kosmiczne napędzane wiatrem słonecznym, a historyczni rozbójnicy morscy stali się barwnymi kosmicznymi rzezimieszkami i zaawansowanymi cyborgami.
To wizualne arcydzieło udowodniło bez cienia wątpliwości, że pirackie tropy literackie działają doskonale nawet w konwencji science fiction. Na samym końcu tego kinowego zestawienia warto jednak mocno wspomnieć o wstrząsającej produkcji, która całkowicie odziera piractwo z ciepłych, romantycznych mitów, którymi karmiono nas przez lata. „Kapitan Phillips” (2013) z genialnym Tomem Hanksem w roli głównej przenosi nas brutalnie w czasy współczesne, u gorących wybrzeży Somalii. Reżyser Paul Greengrass zaserwował nam tu trzymający w niesamowitym, niemal dokumentalnym napięciu thriller o zderzeniu dwóch zupełnie różnych światów. Somalijscy piraci ukazani na ekranie nie mają w sobie absolutnie nic z szarmanckich, uśmiechniętych awanturników pokroju Errola Flynna - to potwornie zdesperowani, śmiertelnie niebezpieczni i głodni ludzie z zardzewiałymi karabinami maszynowymi w dłoniach. Film ten brutalnie i niezwykle skutecznie przypomina nam, że piractwo to dzisiaj nie tylko wesołe pieśni żeglarskie i butelki rumu, ale wciąż bardzo realne, tragiczne zagrożenie współczesnego świata komercyjnego.
Podsumowanie
Podsumowując tę barwną wyprawę, kino pirackie to pasjonująca i niezwykle różnorodna podróż przez dekady bogatej kinematografii, w której absolutnie każdy widz znajdzie coś interesującego dla siebie. Jak widać na powyższych, pieczołowicie wybranych dziesięciu przykładach, motyw bezwzględnego, morskiego rozbójnictwa przeszedł niezwykle długą drogę. Ewoluował płynnie od bardzo prostych, czarno-białych opowieści o męskim honorze i dźwięku szpady, poprzez autorskie, mroczne wizje reżyserów i brawurowe, kolorowe baśnie dla najmłodszych, aż po fascynujące kino z gatunku fantastyki naukowej i wstrząsające dramaty oparte na prawdziwych wydarzeniach z pierwszych stron gazet.
Wymienione wyżej produkcje filmowe to niezbity dowód na to, że niezależnie od epoki historycznej, wielkości budżetu czy wybranej przez twórców konwencji gatunkowej, w nas, widzach, zawsze będzie tkwiła głęboka tęsknota za absolutną wolnością, wspaniałą przygodą i radosnym odkrywaniem tego, co nieznane. Hipnotyzujący szum fal rozbijających się o burtę, łopot ogromnych żagli na wietrze i błysk ukrytego złota w starej skrzyni to uniwersalny język światowego kina, który z pewnością nigdy się nie zestarzeje i nie wyjdzie z mody. Zanim więc pewnego wieczoru po raz kolejny, z sentymentu, włączycie płytę z przygodami sympatycznego Jacka Sparrowa, warto otworzyć umysł i dać szansę innym wspaniałym kapitanom, którzy od wielu, wielu lat nieustannie żeglują po wzburzonych morzach celuloidowej taśmy.
Przeczytaj również
Komentarze (8)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych