Resident Evil Requiem pokazuje, że świetne gry zawsze się obronią

Resident Evil Requiem pokazuje, że świetne gry zawsze się obronią

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00

W świecie gier wideo, zdominowanym przez tabelki w Excelu i pogoń za trendami, Resident Evil Requiem jawi się jako potężny manifest. To dowód na to, że prawdziwa jakość nie potrzebuje sztucznego oddychania w postaci agresywnej monetyzacji, by stać się fenomenem. Capcom, zamiast gonić za nowoczesnymi „usługami”, postawił na fundamenty, które budowały tę markę przez dekady, udowadniając, że świetne gry zawsze obronią się same.

Warto zauważyć, że mamy do czynienia z kolejną pełnoprawną odsłoną głównej serii. Choć spin-offy w uniwersum Resident Evil bywały różne - od genialnych po zupełnie niepotrzebne - to numeryczna (choć zatytułowana podtytułem) ścieżka rozwoju marki pozostaje nienaruszona. Japoński deweloper po raz kolejny pokazał, że potrafi serwować świeże pomysły, nie tracąc przy tym tożsamości, która przyciągała nas do ekranów kineskopowych telewizorów pod koniec lat 90.

Dalsza część tekstu pod wideo

Największym atutem Requiem jest bez wątpienia odwaga w projektowaniu doświadczenia. Gra nie stara się być wszystkim dla każdego, lecz precyzyjnie uderza w struny strachu i ekscytacji. Jej konstrukcja opiera się na gęstym klimacie, który osacza gracza już od pierwszej wizyty w hotelu Wrenwood. To nie jest tanie straszenie „jump scare’ami”, ale budowanie autentycznego niepokoju, który zostaje z nami długo po wyłączeniu konsoli.

Kolejnym filarem sukcesu jest warstwa narracyjna. Capcom dokonał niemal niemożliwego, spinając wieloletnie wątki w jedną, spójną i satysfakcjonującą całość. Opowieść o Grace i jej traumatycznej przeszłości, spleciona z misją legendarnego Leona S. Kennedy’ego, tworzy emocjonalny rollercoaster. Scenarzyści udowodnili, że w horrorze jest miejsce na głębokie portrety psychologiczne i odpowiedzi na pytania, które fani zadawali sobie od lat.

Nowości w Resident Evil

resident evil requiem
resize icon

Nie można pominąć ewolucji, jaką przeszli nasi najstarsi znajomi - zombie. W Resident Evil Requiem żywe trupy przestały być jedynie powolnymi workami treningowymi. Ich sztuczna inteligencja została wyniesiona na zupełnie nowy poziom. Są mądrzejsze, potrafią zaskoczyć gracza zmianą tempa poruszania się, a ich nieprzewidywalność sprawia, że nawet pojedynczy przeciwnik w wąskim korytarzu stanowi realne wyzwanie.

Fascynującym detalem jest fakt, że niektórzy zarażeni wykazują szczątkowe zachowania z okresu przed infekcją. Widok zombie-pokojówki, która w makabrycznym transie stara się „sprzątać” korytarz, dodaje grze niesamowitej głębi i tragizmu. To małe rzeczy, które sprawiają, że świat przedstawiony staje się namacalny i przerażająco realny, a nie tylko tłem dla mechaniki strzelania.

Prawdziwym majstersztykiem okazała się jednak decyzja o wprowadzeniu dwóch grywalnych bohaterów z diametralnie różnymi stylami rozgrywki. Capcom nie poszedł na łatwiznę, dając nam po prostu dwie skórki dla tej samej postaci. Grace i Leon to dwie różne filozofie przetrwania, które wzajemnie się uzupełniają, tworząc najbardziej kompleksowe doświadczenie w historii serii.

Grając jako Grace, zanurzamy się w klasycznym survival horrorze. Pierwszoosobowa perspektywa potęguje poczucie bezbronności, a nacisk na skradanie i oszczędne gospodarowanie zasobami przypomina nam, za co pokochaliśmy siódmą odsłonę cyklu. Jej strach jest autentyczny, co słychać w każdym oddechu i widać w drżeniu rąk podczas próby oddania celnego strzału z małego rewolweru.

Z drugiej strony mamy Leona - ikonę serii, która wnosi do gry dynamikę znaną z remake’u Resident Evil 4. Perspektywa trzecioosobowa pozwala nam docenić jego sprawność i doświadczenie. Leon to siła rażenia, akrobacje i pewność siebie, która daje graczowi chwilę wytchnienia od przytłaczającej atmosfery etapów Grace. To genialne rozwiązanie sprawia, że gra ani przez moment nie staje się monotonna.

Ta dwoistość stylu rozgrywki to strzał w dziesiątkę. Pozwala ona dawkować napięcie - po ciężkich, klaustrofobicznych momentach skradania się w hotelu, wchodzimy w buty profesjonalisty, który sprząta lokacje z brutalną precyzją. Capcom zbalansował te dwa światy w sposób niemal idealny, sprawiając, że obie postacie czują się równie istotne dla przebiegu całej opowieści.

Capcom wykonał kawał solidnej roboty

resident evil requiem
resize icon

Warto również pochwalić projekt poziomów. Klinika, będąca jedną z głównych lokacji, to wzór tego, jak powinno się budować środowisko w grach przygodowych. Labiryntowa struktura, inteligentnie rozmieszczone skróty i konieczność wracania do wcześniej odwiedzonych miejsc z nowymi kluczami to czysty hołd dla korzeni gatunku. Wszystko to wykonane z dbałością o najmniejszy detal, który cieszy oko na silniku RE Engine.

Techniczna strona gry również zasługuje na najwyższe noty. Oświetlenie, animacje twarzy i szczegółowość otoczenia stoją na światowym poziomie. Co istotne, gra jest przy tym świetnie zoptymalizowana, oferując płynną rozgrywkę bez konieczności ciągłego żonglowania trybami graficznymi. To rzemiosło w najczystszej postaci, choć trzeba przyznać, że w grze brakuje destrukcji otoczenia, a większość elementów jest wręcz przyklejona do ziemi.

Resident Evil Requiem to także triumf gier single-player. W dobie, gdy wielu wydawców twierdzi, że tradycyjne kampanie fabularne odchodzą do lamusa, Capcom udowadnia coś zupełnie przeciwnego. Sukces tej produkcji pokazuje, że gracze wciąż łakną zamkniętych, dopracowanych opowieści, które oferują skończone i satysfakcjonujące doświadczenie od początku do końca.

Aby gra odniosła sukces finansowy i zyskała uznanie milionów, wcale nie potrzeba mikroplatności ukrytych za każdym rogiem. Nie są potrzebne gry online z wymuszonym progresem, które codziennie domagają się naszej uwagi. Requiem nie posiada przepustek sezonowych ani płatnych skórek wpływających na statystyki, a mimo to stało się jednym z najgorętszych tematów w branży.

Capcom poszedł drogą wytyczoną przez takie giganty jak Sony ze swoimi hitami: God of War czy The Last of Us. Pokazali, że wystarczy świetna, angażująca opowieść dla jednego gracza, by stworzyć produkt, o którym będzie się mówiło latami. To powrót do czasów, gdy płacąc za grę, otrzymywaliśmy kompletny produkt, a nie tylko „podstawę pod przyszłe aktualizacje”. Podejście „jakość przede wszystkim” zawsze wygrywa w długofalowej perspektywie. .

Ten felieton mógłby być znacznie dłuższy, bo o zaletach Requiem można pisać bez końca, ale najważniejsza lekcja płynąca z tej premiery jest prosta: pasja i rzetelne rzemiosło są nie do podrobienia. Capcom stworzył grę, która nie tylko kończy pewien etap w historii Resident Evil, ale też otwiera oczy całej branży na to, co w elektronicznej rozrywce jest najważniejsze.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zanurzyć się w mrokach hotelu Wrenwood lub stanąć u boku Leona w jego ostatecznej walce, zróbcie to jak najszybciej. To jedna z tych gier, o których będziemy opowiadać przez wiele lat.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Resident Evil Requiem.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper