Graliśmy w Pragmata na Nintendo Switch 2. To może być duża niespodzianka 2026 roku

Graliśmy w Pragmata na Nintendo Switch 2. To może być duża niespodzianka 2026 roku

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 19:08

Capcom nie próżnuje i już wkrótce zaprosi graczy do zupełnie nowego IP. Twórcy długo dłubali przy Pragmacie, ale wygląda na to, że tym razem naprawdę zmierzamy do premiery... i co ważne, gra jednocześnie trafi także na Nintendo Switcha 2. Czy warto czekać na ten tytuł? Poznajcie nasze wrażenia.

Pragmata to projekt, o którym przez lata mówiło się przede wszystkim w kontekście przesuwanej premiery, a nie tego, czym ta gra właściwie jest. Capcom zapowiedział produkcję dawno temu, karmił nas enigmatycznymi zwiastunami, po czym... kilka razy zmieniał plany, aż spora część graczy zwyczajnie zaczęła o tytule zapominać. Na tle regularnych powrotów Resident Evil czy Monster Huntera, nowe IP gdzieś się rozmyło, a w pewnym momencie pojawiło się nawet to niekomfortowe pytanie: czy ten projekt w ogóle jeszcze istnieje? Na szczęście Japończycy wrócili z konkretami... i tym razem nie kończy się na CGI, bo do ogrania trafiło wreszcie demo.

Dalsza część tekstu pod wideo

Capcom znów pokazuje, że nie chce żyć wyłącznie z kilku żelaznych marek. Pragmata od początku wyglądała jak coś dziwniejszego, bardziej ryzykownego i mniej oczywistego dla masowego odbiorcy - sci-fi z tajemniczym światem, nietypową relacją bohaterów i pomysłem na rozgrywkę, która ma mieszać eksplorację, akcję i odrobinę eksperymentu. Takie projekty nie zawsze „siadają” każdemu, ale właśnie tego typu świeżej krwi branża potrzebuje, kiedy gracze coraz głośniej proszą o „coś nowego”, a nie wyłącznie kolejną numerowaną odsłonę znanego cyklu.

Dlatego sprawdzenie Pragmaty w akcji było dla mnie czymś więcej niż zwykłym pokazem - tym bardziej, że Capcom przywiózł do Frankfurtu wersję na Nintendo Switcha 2. W teorii brzmi to jak odważny ruch: ambitne, klimatyczne sci-fi z efektami na hybrydowej konsoli, która z definicji jest słabsza od dużych maszyn stacjonarnych. W praktyce jednak ten pomysł zaczyna mieć sens. Mogłem nie tylko zobaczyć, jak Pragmata wypada na nowej platformie Nintendo, ale też sprawdzić, czy to faktycznie ten typ gry, na który warto było czekać tyle lat... i czy hybrydowy charakter Switcha 2 przypadkiem nie okaże się jednym z jej największych atutów.

Dwóch bohaterów dla jednego gracza

Pragmata - playtest - Switch 2 - bohaterowie
resize icon

Pragmata od pierwszych minut mocno stawia na duet bohaterów... i dokładnie to czuć w fragmencie, który mogłem ograć na Nintendo Switch 2. Z jednej strony mamy Hugh’a: faceta od „brudnej roboty” w skafandrze, który zamiast ratować świat w hollywoodzkim stylu po prostu próbuje przywracać zasilanie w kolejnych sekcjach księżycowej stacji badawczej. Z drugiej jest Diana - tajemnicza dziewczynka-android, która nie tylko wspiera go technicznie (hakowanie, otwieranie przejść, obchodzenie zabezpieczeń), ale też nadaje całej historii bardziej osobisty, emocjonalny ciężar. To nie jest klasyczne „gość i gadatliwy towarzysz”, tylko relacja oparta na wzajemnej zależności: bez niej Hugh praktycznie nie ruszy do przodu, bez niego Diana nie ma szans przetrwać w tym wrogim, odhumanizowanym środowisku.

Fabularnie (przynajmniej w prezentowanym wycinku) Capcom gra bardzo oszczędnie, ale z wyczuciem. Wiemy, że na placówce wydarzyło się coś grubego, wiemy, że Hugh próbuje krok po kroku „ożywiać” kolejne moduły i znaleźć wyjście z sytuacji, ale nikt nie zasypuje gracza ścianami tekstu. Zamiast tego dostajemy krótkie wymiany zdań, drobne poszlaki, migawki z przeszłości i przede wszystkim świetnie podaną atmosferę miejsca, które wygląda jak przejęte przez zbuntowaną sztuczną inteligencję i wrogie maszyny. Każdy uruchomiony generator i każdy odblokowany korytarz działa jak mały postęp w śledztwie: co tu się właściwie stało.

Najbardziej podoba mi się to, że Capcom chce, byśmy „kupili” najpierw tę dwójkę, a dopiero później wielkie kosmiczne tło. Hugh jest zmęczony sytuacją, ale wciąż potrafi rzucić suchym żartem, Diana balansuje gdzieś między dzieckiem a maszyną: ciekawska, momentami zbyt dosłowna, a chwilami zaskakująco „ludzka”. W połączeniu z klaustrofobiczną stacją, urywanymi komunikatami systemów i ciągłym wrażeniem, że coś obserwuje nas zza kamer i czujników, dostajemy bardzo obiecujący punkt wyjścia. Po tej próbce mam przede wszystkim apetyt na więcej: chcę zrozumieć, kim naprawdę jest Diana, co stoi za buntem AI i jak daleko Capcom odważy się pójść z relacją tej dwójki w świecie, który już dawno przestał być przyjazny ludziom.

Pragmata - playtest - Switch 2 - walka
resize icon

Pragmata bardzo szybko pokazuje, że to nie jest zwykła kosmiczna strzelanka, w której wystarczy podnieść większy karabin i sprawa sama się rozwiąże. Hugh faktycznie znajduje po drodze kolejne giwery, ale standardowe strzelanie jest tu raczej narzędziem do przetrwania niż sposobem na komfortowe czyszczenie korytarzy. Wrogie maszyny mają grube pancerze, przyjmują zaskakująco dużo obrażeń, a wrażenie „gąbek na pociski” pojawia się właściwie już w trakcie pierwszego starcia.

Cały system zaczyna nabierać sensu dopiero wtedy, gdy do gry wchodzi Diana. Androidka siedząca na plecach bohatera nie jest fabularnym ozdobnikiem, tylko centrum całej mechaniki walki. Podczas starć Hugh skupia się na utrzymaniu dystansu, unikach i „podtrzymywaniu” presji ogniem, a my jednocześnie odpalamy mini-grę w hakowanie: za pomocą Diany próbujemy dobrać się do systemów wrogich maszyn. Krótkie sekwencje w stylu „lewo, prawo, góra, góra, prawo” wymagają skupienia i dobrego wyczucia momentu... trzeba znaleźć sekundę względnego spokoju, gdy przeciwnik nie zasypuje nas gradem pocisków, bo każde potknięcie oznacza powrót do mało skutecznej broni przeciwko opancerzonej puszce.

Gdy jednak poprawnie „wbijemy” sekwencję, gra nagradza to bardzo czytelnie: pancerz przeciwnika dosłownie się „otwiera”, odsłania wrażliwe elementy, a Hugh nagle zaczyna zadawać konkretne, satysfakcjonujące obrażenia. Przez chwilę strzelanie wreszcie ma pełen sens - magazynki topnieją, ale wraz z nimi znika pasek życia maszyny, a każdy dobrze wymierzony strzał w odsłonięty punkt daje przyjemne poczucie dominacji nad przeciwnikiem. Ten rytm (nerwowe utrzymanie się przy życiu, szybkie hakowanie i krótka faza „prawdziwego” ataku) sprawia, że starcia są ciekawsze niż klasyczne „celuj i strzelaj”. System realnie wymusza współpracę bohaterów i mocno podkreśla jedną rzecz: bez Diany Hugh byłby tu po prostu kolejnym martwym astronautą dryfującym po stacji.

Pragmata - playtest - Switch 2 - stacja kosmiczna
resize icon

Nawet nie macie pojęcia, jakie to jest przyjemne i jak bardzo satysfakcjonujące, gdy cały ten system w końcu zadziała. Akcja potrafi być naprawdę dynamiczna: przeciwnicy potrafią wpaść na nas z dwóch, czasem nawet trzech stron, robi się gorąco, a zwykłe strzelanie służy głównie do tego, by kupić sobie kilka sekund oddechu. I właśnie wtedy wchodzi Diana - jedno skuteczne hakowanie, poprawnie wbita sekwencja i następnie każdy kolejny atak ma sens. Ten moment, gdy w sekundę z obleganego „gościa z beznadziejną bronią” zamieniamy się w myśliwego czyszczącego korytarz z maszyn, daje taką dawkę mocy, że aż chce się odpalać kolejne starcia tylko po to, by znów idealnie zgrać strzelanie z hakowaniem.

Podczas rozgrywki sprawdziłem też kilka sekwencji platformowych i tu duet Hugh-Diana wypada równie dobrze. Bohaterowie przedzierają się przez uszkodzone fragmenty stacji, przeskakują przepaście, omijają wyrwy, a co chwilę muszą się zatrzymać, żeby Diana zdalnie zhakowała terminal. Współpraca jest kluczowa: Hugh robi „fizyczną robotę” i musi dobrze ustawić się w przestrzeni, a androidka na jego plecach dba o to, by w ogóle było dokąd iść. Dzięki temu eksploracja nie jest tylko przejściem z punktu A do B, ale ma rytm i sens wynikający z relacji tej dwójki.

Świetnie wypadło też starcie z bossem, które ponownie opiera się na mieszance hakowania i strzelania. Potężny przeciwnik zasypywał mnie pociskami, zmieniał wzorce ataków i wymuszał ciągły ruch, a w tle cały czas musiałem pilnować krótkich sekwencji hakowania, żeby na moment odsłonić jego słabe punkty i zadać maksymalne obrażenia. Na tym etapie trudno jeszcze przesądzić, czy schemat „strzelanie-hakowanie-strzelanie” po kilkunastu godzinach nie zacznie męczyć, ale podczas testów bawiłem się naprawdę świetnie i z przyjemnością sprawdziłbym, jak Capcom ten pomysł rozwija dalej.

Pragmata na małym ekranie?

Pragmata - playtest - Switch 2 - boss
resize icon

Grając w Pragmatę na małym ekranie Nintendo Switch 2, kilka razy miałem ten moment: „ej, to serio działa na hybrydzie?”. Produkcja wygląda zaskakująco dobrze - metaliczne wnętrza stacji, migające kontrolki, zimne światło neonów i te długie, rozbudowane korytarze budują kapitalny klimat w wersji przenośnej. Przeciwnicy są wyraziści, dobrze zaprojektowani, a ich sylwetki świetnie odcinają się od tła, dzięki czemu nawet przy szybszej akcji łatwo ogarnąć sytuację. Szczególnie podobały mi się efekty strzałów i wybuchów: iskry, dym, rozbłyski, drobne odłamki... to wszystko daje bardzo „mięsiste” wrażenie, które na małym ekranie potrafi działać zaskakująco mocno.

Oczywiście widać też kompromisy i nie ma co udawać, że Switch 2 nagle zamienia się w stacjonarne monstrum. Najłatwiej wyłapać je na włosach Diany, które w porównaniu do mocniejszych platform wyglądają trochę gorzej: mniej detalu, prostsze animacje, momentami czuć, że to był jeden z pierwszych elementów „do cięcia”. Podobnie z wybranymi teksturami w tle - z bliska nie robią aż takiego wrażenia, a część powierzchni jest po prostu bardziej płaska. Tyle że w trybie przenośnym te różnice szybko przestają mieć większe znaczenie: gdy skupiasz się na walce, hakowaniu i ogólnym „przetrwaniu na stacji”, liczą się przede wszystkim czytelność i klimat, a z tym Switch 2 radzi sobie naprawdę świetnie.

Pragmata - playtest - Switch 2 - przeciwnik
resize icon

Na pokazie miałem też okazję sprawdzić Pragmatę w doku, na dużym telewizorze... i dopiero wtedy widać pewne różnice. Obraz jest ostrzejszy, kontury stabilniejsze, a efekty potrafią wyglądać bardziej wyraziście. Mimo to najbardziej zaskoczyło mnie właśnie to, jak mało tracimy, wracając z dużego na mały ekran. Spodziewałem się typowego „okrojonego portu”, a dostałem wersję, która w ruchu nadal wygląda bardzo solidnie i ani przez chwilę nie sprawia wrażenia gry przepchniętej na siłę na słabszy sprzęt. To jest dokładnie ten przypadek, kiedy po wyjściu z sali pokazowej czujesz, że hybrydowy charakter platformy ma realny sens... bo ta gra działa niezależnie od trybu.

Pod względem płynności też nie mam się do czego przyczepić. Tytuł działał w 30 klatkach na sekundę i jasne, można marzyć o 60 FPS, ale w praktyce (podczas większych bitew czy starcia z bossem) nie widziałem żadnych nerwowych spadków animacji. Hakowanie, uniki, strzelanie: wszystko reagowało tak, jak trzeba, bez irytujących przycięć i bez nagłych zacięć w najmniej odpowiednich momentach. Przy takiej jakości oprawy i efektów na Nintendo Switch 2 to naprawdę uczciwy kompromis - po kilku minutach przestajesz myśleć o liczbie klatek, a zaczynasz po prostu cieszyć się tym, że tak efektowne sci-fi od Capcomu możesz mieć dosłownie w dłoniach.

O tej grze musicie pamiętać!

Pragmata to dla mnie jedną z większych niespodzianek ostatnich miesięcy. Zamiast kolejnego generycznego sci-fi, Capcom serwuje intrygującą historię opartą na relacji dwójki bohaterów - walczącego o przetrwanie Hugh’a i tajemniczej Diany. Ten duet niesie całą opowieść, nadaje sens kolejnym misjom i sprawia, że naprawdę chce się wiedzieć, co wydarzyło się na stacji oraz kim tak naprawdę jest dziewczynka, która potrafi uratować nas z opresji jednym, dobrze zagranym hackiem.

Do tego dochodzi rozgrywka, która już teraz wygląda na solidny fundament pełnej wersji. Połączenie strzelania i hakowania działa zaskakująco świeżo, wymusza myślenie, wyczucie momentu i faktyczną współpracę bohaterów... a nie tylko bezmyślne trzymanie palca na spuście. System „otwierania” opancerzonych maszyn po udanym włamaniu świetnie porządkuje rytm walk: najpierw nerwowe utrzymanie się przy życiu, potem krótka sekwencja koncentracji, a na koniec kilka sekund czystej, satysfakcjonującej demolki. Dorzućmy do tego zaskakująco dobry port na Nintendo Switch 2 (przyjemną oprawę w handheldzie i stabilne 30 FPS) i dostajemy kolejną bardzo mocną robotę Capcomu na hybrydowym sprzęcie.

Jest jednak jedna rzecz, której mi tu brakuje: mocniejszej promocji. Mam wrażenie, że Pragmata wciąż ginie w cieniu największych marek wydawcy, a przecież to projekt, który ma szansę stać się jednym z ciekawszych nowych IP w portfolio Capcomu - zwłaszcza jeśli zostanie dobrze pokazany szerszej publiczności. Oby firma dorzuciła jeszcze konkretne zwiastuny, więcej materiałów z rozgrywki i wyraźniejszą kampanię, bo ten tytuł na to zasługuje.

Źródło: PPE.pl
Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper