Skasowany, zapomniany, wciąż świetny. Nadróbcie ten serial
Nie każdy dobry serial ma szczęście do czasu, w którym się pojawia. Czasem trafia na zły moment, ginie w natłoku premier albo po prostu nie dostaje wystarczającej szansy, by się rozwinąć. A potem znika – bez fanfar, bez pożegnania, powoli wypadając z obiegu, choć jakościowo nie ustępuje produkcjom, o których wciąż się mówi.
To właśnie takie tytuły są najbardziej niewdzięczne do odkrywania po latach. Bo wiesz, że historia się urywa, że nie dostaniesz pełnego finału, a mimo to warto poświęcić im czas. Są seriale, które mimo kasacji bronią się klimatem, pomysłem i czymś nieuchwytnym, co sprawia, że po seansie zostają w głowie na dłużej. I o jednym z takich przypadków warto dziś przypomnieć.
O jaki serial chodzi?
The OA! Tak, od samego początku było serialem, który nie próbował się nikomu przypodobać. Zaczynał się jak zagadka i bardzo szybko skręcał w stronę czegoś znacznie dziwniejszego - opowieści balansującej między dramatem, science fiction i duchowym doświadczeniem. Historia Prairie Johnson, dziewczyny, która wraca po latach zaginięcia i twierdzi, że była „gdzieś indziej”, od początku budowała niepokój, zamiast oferować proste odpowiedzi.
Pierwszy sezon stawiał przede wszystkim na atmosferę i tajemnicę. Niewiele było tu klasycznej akcji, za to mnóstwo rozmów, symboli i niedopowiedzeń. The OA wymagało cierpliwości i zaufania - do twórców, do tempa narracji, do tego, że sens nie zawsze przychodzi od razu. To serial, który bardziej się czuje, niż rozumie, przynajmniej na początku.
Drugi sezon poszedł jeszcze dalej. Zamiast porządkować świat przedstawiony, rozszerzył go w sposób, którego mało kto się spodziewał. Nowe rzeczywistości, inne wersje bohaterów, coraz odważniejsze pomysły formalne - The OA stało się projektem totalnym, ryzykownym i kompletnie nieprzewidywalnym.
Co ważne, całość była realizowana z ogromną konsekwencją. Niezależnie od tego, czy ktoś kupował te pomysły, czy nie, trudno było odmówić serialowi własnego głosu. The OA nie przypominało niczego innego w ramówce Netflixa. I ta odrębność sprawiła, że dla wielu widzów stało się czymś wyjątkowym.
Przykry koniec
Dla mnie The OA było jednym z tych seriali, które ogląda się z pełnym skupieniem. Choćby dlatego, że czułem, iż twórcy dokładnie wiedzą, dokąd zmierzają. Każdy odcinek dokładał kolejną warstwę, a im dalej wchodziło się w tę historię, tym bardziej wciągała swoją dziwnością i emocjonalnym ciężarem.
Ogromną satysfakcję dawało mi też to, że serial nie traktował widza jak kogoś, komu trzeba wszystko wyjaśnić. Były momenty niezręczne, momenty kontrowersyjne, ale też takie, które zostawały w głowie na długo. The OA potrafiło być intymne, osobiste i jednocześnie kosmiczne w skali - rzadkie połączenie, a działało.
Dlatego tym bardziej bolała informacja o skasowaniu serialu. Drugi sezon kończył się w momencie, który ewidentnie był zapowiedzią kolejnego etapu, a świadomość, że ta historia nigdy nie zostanie domknięta, zostawia poczucie straty. Nie dlatego, że wszystko było idealne, ale dlatego, że ktoś odważył się opowiedzieć coś innego i nie dostał szansy, by to dokończyć.
The OA to dla mnie przykład serialu, który mógł stać się czymś naprawdę wyjątkowym na pełną skalę. Nawet w tej niepełnej formie daje jednak ogrom satysfakcji - i równie dużo smutku. Bo to jeden z tych przypadków, w których czujesz, że historia została przerwana w pół zdania, a nie zakończona. I właśnie dlatego wciąż o niej myślę, mimo że minęły już lata od ostatniego odcinka.
Podsumowanie
The OA pozostaje więc jednym z tych seriali, które nie starzeją się mimo upływu czasu. Nawet urwane w pół drogi, wciąż broni się pomysłem, atmosferą i odwagą, jakiej próżno szukać w większości współczesnych produkcji. To historia, która nie daje prostych odpowiedzi, ale właśnie dzięki temu zostaje w głowie na dłużej i prowokuje do myślenia jeszcze długo po zakończeniu seansu.
Smutek po jego skasowaniu nie bierze się tylko z braku finału, ale z poczucia, że straciliśmy coś naprawdę wyjątkowego. The OA było dowodem na to, że w streamingu jest miejsce na eksperymenty, na ryzyko i na opowieści wymykające się schematom. I choć tej historii już nikt nie dokończy, warto do niej wrócić - nawet po to, by zobaczyć, jak wygląda serial, który naprawdę próbował być czymś więcej.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych