Szukacie oryginalnej koreańskiej produkcji? Koniecznie sprawdźcie ten miniserial na Disney+

Szukacie oryginalnej koreańskiej produkcji? Koniecznie sprawdźcie ten miniserial na Disney+

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00

Ogromna nadprodukcja nowych seriali, z jaką mamy do czynienia w ostatnich latach, sprawia, że niezwykle trudno powrócić do produkcji, które zostały przeoczone, a pojawiły się w dystrybucji w poprzednich latach. Takim przypadkiem jest z całą pewnością koreańskie “W stronę światła”. Ośmioodcinkowa, zamknięta miniseria, nietypowo jak na twórców z tego kraju nie dotykająca tak mocno kwestii społecznych, a zajmująca się tym razem przede wszystkim sprawami ostatecznymi. 

Niewyczerpalnym źródłem inspiracji dla koreańskich twórców w ostatnich latach pozostają webtoony — internetowe serie komiksowe publikowane na popularnych platformach, często śledzone przez miliony czytelników. Nie inaczej było w tym przypadku. Na początku poprzedniej dekady na platformie Kakao Webtoon zadebiutowała nowa seria zatytułowana „Jomyeonggage”, której autorem był jeden z najpopularniejszych twórców web-komiksów Kang Do-yeong, szerzej znany jako Kang Full. Publikowana między czerwcem a grudniem 2011 roku, w krótkim czasie zdobyła ogromną popularność, w niezwykle sugestywny sposób łącząc elementy fantastyki z poruszającą refleksją nad ludzkimi emocjami — przede wszystkim tymi związanymi ze stratą najbliższych.

Dalsza część tekstu pod wideo

Już wtedy było jasne, że prędzej czy później materiał ten doczeka się ekranizacji, choć pewnym zaskoczeniem okazało się to, kto sięgnął po niego jako pierwszy. W 2023 roku premierę miał bowiem film chiński, znany na Zachodzie pod tytułem „Love Life Light”, w którego centrum znalazł się — doskonale znany z komiksów Kang Fulla — tajemniczy sklep z oświetleniem. Droga do serialowej adaptacji okazała się jednak znacznie dłuższa i zdecydowano się na nią dopiero po ogromnym sukcesie długiego, bo aż 20.-odcinkowego, serialu superbohaterskiego „Niezwykli”, opartego na wcześniejszej twórczości Fulla. Seria ta stała się prawdziwym hitem, przede wszystkim w krajach azjatyckich, co dało zielone światło kolejnej produkcji opartej na webtoonie. "W stronę światła", którego reżyserem został debiutujący w tej roli popularny koreański aktor Kim Hee-won, ostatecznie zadebiutowało w sieci w grudniu 2024 roku, niemal powtarzając sukces poprzednika — co akurat nie może dziwić.

Light Shop
resize icon

Serial koncentruje się na grupie pozornie obcych sobie osób, zamieszkujących tajemniczą dzielnicę, rozświetlaną wyłącznie przez działający nieprzerwanie sklep z żarówkami, prowadzony przez anigmatycznego mężczyznę, który nigdy nie zdejmuje okularów przeciwsłonecznych. Wśród bohaterów znajduje się m.in. młoda pisarka, uczennica regularnie odwiedzająca sklep, by kupić żarówkę dla swojej matki, młody student, detektyw prowadzący osobliwą sprawę tajemniczej śmierci starszego mężczyzny, a także młoda kobieta, która za każdym razem pojawia się na tym samym przystanku autobusowym. Od samego początku staje się jasne, że losy tych nieznajomych są ze sobą powiązane — podobnie jak ze wspomnianym już sklepem, do którego prowadzi ciemna droga, na której często można natknąć się na tajemnicze, niepokojące istoty.

Licząca sobie ledwie osiem odcinków koreańska produkcja często jest łączona z gatunkiem horroru i o ile pod względem audiowizualnym ma z nim sporo wspólnego, o tyle nie należy się tym zbytnio sugerować już w trakcie seansu. Bliżej tej produkcji choćby do popularnego jeszcze jakiś czas temu podgatunku urban fantasy, a w ostateczności okazuje się on przede wszystkim połączeniem nadprzyrodzonego thrillera z dramatem psychologicznym. Seria w interesujący sposób nakreśla główne pytanie, jakie będzie nurtowało widza przez kilka następnych odcinków: czym właściwie zajmuje się sklep z oświetleniem, a także co łączy go z głównymi bohaterami opowieści. 

Light Shop
resize icon

Choć odpowiedź na to pytanie otrzymujemy dość szybko serial wcale nie nuży, bo nie opiera się wyłącznie na samej intrydze. Ogromnym atutem tej produkcji są świetnie rozpisane historie głównych bohaterów, a także ich bliskich starających się rozbudzić w nich wolę do walki o życie, która często niestety wiąże się z pogodzeniem ze stratą ukochanej osoby i zamiast wybawienia przynosi wyłącznie udrękę. Ogromnym atutem koreańskiej produkcji jest również znakomita oprawa audiowizualna, którą widać choćby w scenach w samym sklepie, którego oświetlenie robi duże wrażenie. Twórcy umiejętnie igrają również ze wspomnianą już wcześniej konwencją horroru, co widać zwłaszcza w zakończeniach poszczególnych odcinków, zachęcających do włączenia kolejnego.

Choć scena po napisach sugeruje możliwość kontynuacji, w praktyce byłoby to bardzo trudne i szczęśliwie nikt (na razie!) nie wspomina o powrocie do tej historii. “W stronę światła” to kolejny przykład tego, że większość najlepszych współczesnych seriali to produkcje zamknięte w obrębie jednego sezonu, które wzorowo rozpisują wiele wątków, po to by w finale wszystkie znalazły właściwe zakończenie. Ponownie objawia się tu również niezwykła wręcz umiejetność koreańskich twórców do nasycania swych opowieści skrajnymi emocjami, które okazały się tak ożywcze dla kina początku XXI. wieku, tu uwiarygadniające uniwersalną historię, której doskonałą puentą okazuje się tytuł największego hitu grupy The Smiths “There is a Light That Never Goes Out”. 

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper