Nie lubię wracać do tych samych serii, ale… To anime oglądałem wielokrotnie
Zwykle nie wracam do tych samych serii. Kiedy historia się kończy, wolę zamknąć ten rozdział i szukać czegoś nowego - świeżych światów, innych bohaterów, kolejnych emocji. Nawet jeśli coś bardzo mi się podobało, zazwyczaj zostawiam to w pamięci. I właściwie od wielu lat tego nie robią (bo za dzieciaka wyglądało to inaczej… ;)).
Są jednak wyjątki. Takie tytuły, które mimo upływu lat wciąż przyciągają, działają równie mocno i za każdym razem odkrywają coś nowego. Anime, do którego wracałem wielokrotnie, nie dlatego, że było łatwe czy komfortowe, ale dlatego, że za każdym razem potrafiło trafić dokładnie w to samo miejsce. I to właśnie o nim chcę dziś opowiedzieć, choć pewnie już kiedyś miałem przyjemność to zrobić.
Death Note
Tak jest - anime, które od samego początku gra na zupełnie innych zasadach niż większość popularnych serii. Nie zaczyna się od wielkiej walki, treningu czy drogi bohatera od zera do legendy. Zamiast tego dostajemy prosty, wręcz banalny pomysł - zeszyt, który pozwala zabijać ludzi, znając tylko ich imię i twarz. I ta pozorna prostota sprawia, że całość działa tak dobrze, bo bardzo szybko okazuje się, że to nie historia o mocy, a o konsekwencjach jej używania.
W centrum opowieści stoi Light Yagami - uczeń niesamowicie przystojny, ponadprzeciętnie inteligentny, nad wyraz ambitny i śmiertelnie znudzony światem, który uważa za zepsuty. Death Note staje się dla niego narzędziem do „naprawiania” rzeczywistości (co sam stwierdza), ale serial nie daje prostych odpowiedzi, czy jego motywacje są słuszne. Wręcz przeciwnie - z każdym kolejnym odcinkiem coraz trudniej jednoznacznie określić, gdzie kończy się poczucie sprawiedliwości, a zaczyna czysta megalomania.
Drugą osią serii jest pojedynek umysłów, który z czasem staje się jej największą siłą. Starcie Lighta z L (wyjątkowym detektywem) to nie klasyczna walka dobra ze złem, tylko gra pozorów, manipulacji i logicznych pułapek. Każda rozmowa, każdy gest i każda decyzja mają znaczenie, a napięcie budowane jest nie przez akcję, lecz przez dialog i myśl. Szafy w 5D? Pewnie można to tak określić…
Death Note wyróżnia się też tonem i atmosferą. Jest mroczne, chłodne i momentami wręcz duszne, ale nigdy nie popada w tani dramatyzm. Świat przedstawiony jest bliski rzeczywistości, a nadnaturalne elementy - jak shinigami - pełnią raczej rolę katalizatora wydarzeń niż ich centrum. Taka bardziej rozwinięta symbolika. I dzięki temu historia pozostaje zaskakująco uniwersalna i aktualna, niezależnie od tego, ile razy się do niej wraca.
Nieśmiertelna historia o śmiertelnikach
Sama produkcja zachwyciła mnie przede wszystkim tym, jak bardzo ufa widzowi. Nie prowadzi za rękę, nie tłumaczy wszystkiego wprost i nie próbuje co chwilę podbijać emocji muzyką czy krzykiem postaci. Zamiast tego stawia na napięcie wynikające z samej sytuacji i z inteligentnie napisanych dialogów. Za każdym razem, gdy wracałem do tej historii, miałem wrażenie, że oglądam coś, co traktuje mnie poważnie.
Ogromną rolę odgrywa tu też fakt, że Death Note świetnie znosi kolejne seanse. Przy pierwszym oglądaniu liczy się zaskoczenie, tempo i zwroty akcji. Przy drugim i trzecim zaczynasz dostrzegać drobne detale - spojrzenia, pauzy w dialogach, pozornie niewinne decyzje, które później mają ogromne znaczenie. Wciąż można wracać, dostrzegać kolejne smaczki i analizować posunięcia obu stron.
Zachwyca mnie również to, jak konsekwentnie poprowadzono postacie. Light nie staje się nagle kimś innym tylko dlatego, że fabuła tego wymaga - jego przemiana jest powolna, logiczna i momentami przerażająco wiarygodna. Podobnie L, który mimo swojej ekscentryczności pozostaje postacią niezwykle ludzką. Ich relacja to serce całej serii i właśnie ona sprawia, że nawet znając zakończenie, nadal chce się wracać do początku i jeszcze raz przeżyć ten pojedynek umysłów.
I wreszcie - Death Note po prostu się nie starzeje. Tematy, które porusza, są dziś równie aktualne jak kilkanaście lat temu: władza, moralność, potrzeba kontroli i granica między sprawiedliwością a tyranią. To nie jest anime, które ogląda się tylko dla nostalgii. To historia, która za każdym razem potrafi wywołać dyskusję i zostawić widza z pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi. Bo właściwie gdzie kończy się moralność, a zaczyna bezduszność? Gdzie jest granica bohaterstwa, za którą stoi czynienie zła?
Podsumowując…
To jedna z tych historii, które zostają w głowie na długo po seansie i wracają przy zupełnie innych okazjach - w rozmowach, w porównaniach, w refleksjach nad innymi tytułami. Niezależnie od tego, ile czasu minie, wciąż mam poczucie, że to seria kompletna, domknięta i świadoma tego, co chce powiedzieć. Bez przeciągania, bez zbędnych dodatków, bez potrzeby dopisywania kolejnych rozdziałów.
I być może właśnie dlatego tak łatwo do niej wracać. Death Note nie męczy, nie starzeje się i nie traci na sile przy kolejnym seansie. Za każdym razem działa trochę inaczej - raz bardziej jako thriller, innym razem jako moralny eksperyment, a jeszcze innym jako studium ambicji i pychy. To rzadki przypadek anime, które nie potrzebuje nostalgii, by bronić się po latach.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych