Od filmu dla dorosłych po blockbustery Marvela. Sylvester Stallone ma wiele twarzy, ale żadnej nie znacie

Od filmu dla dorosłych po blockbustery Marvela. Sylvester Stallone ma wiele twarzy, ale żadnej nie znacie

Łukasz Musialik | Wczoraj, 18:00

Sylvester Stallone to nazwisko, które dla milionów widzów na całym świecie stało się synonimem kinowej akcji i nieugiętej determinacji. Jego postacie, przede wszystkim bokser Rocky Balboa i weteran wojenny John Rambo, na zawsze wpisały się do panteonu filmowych legend, kształtując obraz bohatera, który nawet w obliczu przytłaczających przeciwności losu znajduje w sobie siłę do walki.

Te dwie role zapewniły mu status globalnej supergwiazdy i definiują jego dziedzictwo do tego stopnia, że wielu widzów nie jest w stanie wyobrazić sobie aktora w innym kontekście niż ring bokserski czy dżungla pełna wrogów. Jednakże takie spojrzenie na karierę Stallone’a jest dalece niepełne i nie oddaje prawdziwej skali. Za fasadą mięśni i karabinów maszynowych kryje się znacznie bardziej złożony i zaskakująco różnorodny aktor, który przez ponad pięć dekad podejmował się ról, które często burzyły oczekiwania i wykraczały daleko poza sprawdzony schemat „twardziela z sercem na dłoni”.

Dalsza część tekstu pod wideo

Historia jego kariery to nie tylko saga o dwóch ikonach popkultury, ale także fascynująca podróż przez gatunki filmowe, od komedii i musicalu, przez dramaty społeczne, po science fiction i animację komputerową. Gdybyśmy spojrzeli na jego filmografię jak na mapę, to obok dobrze znanych autostrad, którymi są „Rocky” i „Rambo”, odkrylibyśmy całą sieć mniej uczęszczanych dróg i ścieżek, które prowadzą przez naprawdę zaskakujące i nieoczekiwane rejony jego talentu. Ta podróż zaczyna się w miejscu, z którego mało kto spodziewałby się rozpoczęcia kariery przyszłej gwiazdy akcji - w tanim, softcore’owym filmie erotycznym z 1970 roku.

I Play Rocky
resize icon

„Rola” za 200 dolarów 

To właśnie tam, w roli „Studa” w filmie „The Party at Kitty and Stud’s”, młody i bezrobotny Sylvester Stallone podjął się pracy, która była dla niego jedynie sposobem na przetrwanie i zarobienie 200 dolarów, tylko po to, aby nie umrzeć z głodu . Wtedy nikt, w tym on sam, nie przypuszczał, że ten krok będzie punktem wyjścia dla jednej z najbardziej spektakularnych karier w Hollywood. Początki jego drogi aktorskiej to pasmo drobnych, często nieujętych w napisach ról epizodycznych. Można go dostrzec na ułamki sekund jako jednego z ulicznych bandytów w komedii Woody’ego Allena „Bananas” z 1971 roku, gdzie wciela się w postać groźnego „Zbira z metra”. Tego typu zlecenia były chlebem powszednim dla każdego aspirującego aktora w Nowym Jorku lat 70., ale w przypadku Stallone’a nabierają one symbolicznego znaczenia - świadczą o uporze i determinacji, które później stały się wizytówką jego największych bohaterów.

Dopiero sześć lat po tym debiucie, w 1976 roku, przyszedł przełom, który zmienił wszystko. Film „Rocky” nie tylko wyniósł go na szczyt, ale był w dużej mierze jego dziełem - to Stallone napisał scenariusz, uparcie lobbując, aby głównej roli nie oddać nikomu innemu. Jednak zanim jeszcze świat pokochał niepokonanego boksera z Filadelfii, Stallone zdążył już zrealizować inny, bardzo osobisty projekt. Napisał on scenariusz do dramatu sportowego „Paradise Alley” jeszcze przed „Rockym”, a po swoim wielkim sukcesie nie tylko zagrał w nim jedną z głównych ról, ale również sam zajął się reżyserią, debiutując na tym polu. To pokazuje, że od samego początku myślał o sobie nie tylko jako o wykonawcy, ale przede wszystkim jako o twórcy, który ma coś do opowiedzenia. Wcielenie się w postać Cosmo Carboni, sprytnego cwaniaka z Hell’s Kitchen, który próbuje zarobić na życie poprzez walki uliczne, to zupełnie inne oblicze jego talentu - bardziej kameralne, oparte na grze charakteru i dynamice rodzinnych relacji. Ta wczesna faza kariery, pełna niepewności, kompromisów i artystycznej głodu, jest kluczem do zrozumienia, dlaczego Stallone tak często w późniejszych latach sięgał po role, które nie miały nic wspólnego z prostym schematem akcji. Pragnął udowodnić, że jest więcej niż tylko mięśniami i że jego umiejętności aktorskie wykraczają daleko poza wymachiwanie pięściami.

Cop Land
resize icon

Zaczynał od zera…

Choć postacie Rocky’ego Balboy i Johna Rambo zdominowały obraz Sylvester’a Stallone’a i ugruntowały jego pozycję króla kina akcji, sam aktor nigdy nie pozwolił, aby stały się one jedynym wyznacznikiem jego kariery. Wręcz przeciwnie, świadomie i konsekwentnie podejmował się wyzwań, które miały na celu obalenie tych mitów i pokazanie się publiczności z zupełnie innej, często nieoczekiwanej strony. Już w 1978 roku, na fali sukcesu „Rocky’ego”, zagrał Johnny’ego Kovaka w dramacie „F.I.S.T.”, wcielając się w postać inspirowaną postacią Jimmy’ego Hoffy - pracownika magazynu, który staje się przywódcą związkowców. Była to rola wymagająca nie siły fizycznej, ale intelektualnej zażartości, charyzmy i zdolności do prowadzenia złożonych dialogów, co pokazało jego aspiracje do bycia aktorem dramatycznym o poważniejszym repertuarze.

Jednak prawdziwe artystyczne zaskoczenia przyniosły lata 80. i 90., kiedy Stallone zaczął eksperymentować z komedią i lekkimi formami filmowymi, radykalnie odchodząc od wizerunku twardego faceta. Kulminacją tych poszukiwań był bez wątpienia musical „Rhinestone” z 1984 roku, w którym zagrał u boku Dolly Parton. Wcielenie się w Nicka Martinellego, aroganckiego nowojorskiego taksówkarza, którego piosenkarka musi zamienić w gwiazdę country, było samo w sobie absurdalnym i komicznym pomysłem. Film, choć nie odniósł sukcesu komercyjnego, stał się kultowym przykładem aktorskiej odwagi, a sama Parton wspominała później, że Stallone z entuzjazmem podszedł do wyzwania, nagrywając z nią nawet kilka piosenek na potrzeby ścieżki dźwiękowej.

Rocky
resize icon

Siedem lat później, w 1991 roku, Stallone ponownie sięgnął po komedię, tym razem w filmie „Oscar” w reżyserii Johna Landisa. Wcielił się w Angelo „Snapsa” Provolone, gangstera z lat 30., który na łożu śmierci swojego ojca składa obietnicę porzucenia przestępczego życia i zostania uczciwym obywatelem. Ta rola była czystą farsą i slapstickiem, wymagającą od aktora precyzyjnego timing komediowego i gry na całego ciała, co stanowiło przeciwieństwo jego dotychczasowego, powściągliwego stylu gry. Nawet w kinie akcji Stallone szukał nieoczywistych wyzwań. Filmy takie jak „Cobra” (1986), gdzie zagrał policyjnego mściciela, czy „Demolition Man” (1993), w którym budził się z kriogenicznego snu w futurystycznym świecie, miały w sobie elementy pastiszu i świadomego bawienia się konwencją. Jednak najbardziej kultowym i niedocenionym przykładem z tego okresu jest „Sędzia Dredd” (1995).

Ekranizacja brytyjskiego komiksu o tytularnym bohaterze, będącym jednocześnie policjantem, sędzią i katem w dystopijnej metropolii, była rolą, która na papierze idealnie pasowała do jego wizerunku. Mimo to film podzielił widzów i krytyków, a sam Stallone przez większość czasu występuje w charakterystycznym hełmie, co ogranicza jego ekspresję twarzą i zmusza do polegania na głosie i sylwetce. Dziś obraz ten jest często postrzegany jako film, który wyprzedził swoje czasy, a rola Dredda jako prekursora współczesnych, mrocznych adaptacji komiksów. Całe to dziesięciolecie to dowód na to, że Stallone nie bał się ryzyka i nieustannie testował granice swojego wizerunku, starając się udowodnić, że jest aktorem o znacznie szerszym zakresie możliwości, niż sugerowałyby to jego najbardziej kasowe produkcje.

Na krawędzi, Cliffhanger, Sylvester Stallone
resize icon

Nowe stulecie! Mrok, komiksowe adaptacje i dubbing postaci

Nawet po wejściu w nowy wiek i dojrzewaniu kina akcji w stronę bardziej realistycznych i mrocznych tonacji, Sylvester Stallone nie przestawał zaskakiwać. Jego poszukiwania nowych form wyrazu i chęć przekraczania własnych granic nie ustały, a w niektórych przypadkach przybrały nawet bardziej radykalny i innowacyjny charakter. W 2000 roku zdecydował się na wcielenie w postać Jacka Cartera w remake’u klasycznego brytyjskiego thrillera „Get Carter”.

Była to rola znacznie bardziej zniuansowana i psychologicznie złożona niż jego wcześniejsze kreacje. Carter to bezwzględny gangster i morderca na zlecenie, który powraca do Seattle, by zbadać podejrzane okoliczności śmierci brata. Film nie odniósł sukcesu, ale pozwolił Stallone’owi zagrać postać moralnie dwuznaczną, pozbawioną typowego dla niego heroizmu, co było ciekawym zwrotem w jego karierze. Jednak prawdziwie niespodziewanym zwrotem akcji okazało się jego późniejsze zaangażowanie w duże franczyzy superbohaterskie, gdzie przyjął na siebie role, które nie wymagały od niego pokazywania muskułów, lecz... głosu.

Rambo
resize icon

W 2017 roku pojawił się w „Strażnikach Galaktyki Vol. 2” jako Stakar Ogord, lider kosmicznych piratów Ravagers i mentor postaci granej przez Michaela Rookera. Ta niewielka, ale znacząca rola otworzyła przed nim drzwi do świata Marvel Cinematic Universe, gdzie mógł dotrzeć do zupełnie nowej generacji widzów, która znała go głównie z legendarnych, ale już historycznych ról. To jednak dopiero preludium do jego najbardziej kreatywnego i artystycznie odważnego przedsięwzięcia w tym zakresie. W 2021 roku Stallone użyczył swojego charakterystycznego, chropawego głosu postaci King Sharka, czyli Nanaue, w filmie Jamesa Gunna „The Suicide Squad”.

Była to rola czysto głosowa, w której aktor musiał stworzyć w pełni wiarygodną postać wyłącznie za pomocą swojego instrumentu, nadając antybohaterowi o wyglądzie rekina mieszankę dziecięcej naiwności i zabójczej instynktowności. Fakt, że jeden z największych twardzieli w historii kina wcielił się w postać, która na ekranie była cyfrową kreacją, a on sam na planie pojawił się jedynie w studiu nagraniowym, jest najlepszym dowodem na jego otwartość na nowe technologie i brak strachu przed podważaniem własnej legendy. Te ostatnie lata jego kariery pokazują, że Stallone nie żyje w przeszłości, ale aktywnie uczestniczy w ewolucji kina, szukając nowych dróg wyrazu i pozostając istotną częścią współczesnej popkultury. Jego droga jest dowodem na to, że prawdziwa gwiazda nigdy nie boi się zmian.

Rocky
resize icon

Dziedzictwo poza ringiem, czyli ewolucja twórcza

Podróż przez filmowy świat Sylvester’a Stallone’a, która wykracza daleko poza utarte ścieżki Ringu i dżungli, ukazuje portret artysty o znacznie większej głębi i skali, niż sugerowałby jego wizerunek ikony akcji. Jego kariera to fascynujący dowód na to, jak siła woli i determinacja, które tak pięknie sportretował w postaci Rocky’ego Balboy, przełożyły się na realne życie i nieustanne dążenie do przekraczania własnych granic.

Od wczesnych, kompromitujących nawet epizodów, takich jak występ w softcore’owym filmie erotycznym, po świadome wybory ról komediowych w „Rhinestone” i „Oscarze”, Stallone konsekwentnie dążył do tego, by nie dać się zaszufladkować. Każda z tych decyzji, nawet te nie zawsze udane komercyjnie, była aktem odwagi artystycznej, próbą udowodnienia sobie i światu, że jest więcej niż tylko mięśniowym herosem. Jego wczesne dramaty, takie jak napisany i wyreżyserowany przez niego „Paradise Alley” czy związkowy dramat „F.I.S.T.”, pokazują jego ambicje bycia nie tylko aktorem, ale przede wszystkim twórcą opowiadającym ważne społecznie historie.

Rambo
resize icon

Ikona popkultury 

Nawet w późniejszym etapie kariery, gdy mógł spokojnie korzystać ze statusu żywej legendy, nie poprzestał na powielaniu sprawdzonych schematów. Zgadzając się na role w remake’u „Get Carter” czy wcielając się w postać Sędziego Dredda, wciąż testował swoje możliwości i eksplorował różne odcienie mroku i moralnej dwuznaczności. Jego najnowsze dokonania, jak występ w serialu Tuska King to wisienka na torcie tej niezwykłej drogi. Użyczając głosu Stakarowi Ogordowi i King Sharkowi, udowodnił, że nie tylko nie boi się nowych technologii, ale że jego aktorski potencjał jest wciąż na tyle uniwersalny, że może budować porywające postacie nawet bez pokazywania się na ekranie. 

W ten sposób Sylvester Stallone, którego myślimy, że znamy, wciąż potrafi nas zaskoczyć. Jego filmografia to nie tylko lista tytułów, ale kronika nieustannej ewolucji, poszukiwań i artystycznej ciekawości. I to właśnie, obok niezapomnianych postaci Rocky’ego i Rambo, stanowi prawdziwe, trwałe dziedzictwo tego niezwykłego aktora.

Łukasz Musialik Strona autora
Pasjonat gier od samego dzieciństwa, kiedy to swoją pierwszą konsolę dostał od rodziców. Od tamtej pory zafascynowany grami i ich światem, ponieważ jako dorosły uważa, że to nie tylko rozrywka, ale także sztuka, która może nas uczyć, inspirować i poruszać emocje. Nieustannie poszerza swoją wiedzę i doświadczenie w dziedzinie gier i konsol, aby móc dostarczać innym jak najbardziej wartościowe treści.
cropper