Zapowiedź nowego sezonu tego serialu to ŚWIETNA wiadomość. Dotychczas dowoził na całego!
Kiedy pewne seriale ogłaszają nowy sezon, człowiek nawet nie potrzebuje teasera, żeby poczuć ten znajomy skok adrenaliny. Wystarczy sama informacja, jedno krótkie zdanie rzucone na konferencji... I nagle wracają wszystkie emocje, cliffhangery, niedopowiedziane wątki i to specyficzne uczucie, że czeka coś, co znowu wytnie kilka wieczorów z kalendarza.
A najlepsze jest to, że w tym przypadku naprawdę jest na co czekać. O poprzednich odsłonach można było powiedzieć wiele - że były intensywne, świetnie napisane, pełne charakteru i pomysłów, które zostawały w głowie długo po seansie. Ten tytuł nie przejadł się nawet przez chwilę, nie zgubił formy i nie próbował na siłę udawać czegoś, czym nie jest. Dlatego nowy sezon to znakomita wiadomość!
Jeden z najciekawszych projektów HBO
„Biały Lotos” - bo o tym serialu mowa - zaczął się niepozornie. Jako satyryczna miniseria o gościach luksusowego hotelu, których perfekcyjne wakacje szybko zaczynają pękać pod ciężarem własnych sekretów. Ale wystarczyło kilka odcinków, by stało się jasne, że HBO trafiło w żyłę złota. To serial, który operuje kąśliwą obserwacją, subtelnym humorem i napięciem narastającym z każdą kolejną sceną, aż wreszcie odpala prawdziwą bombę.
Każdy sezon to nowa lokalizacja, nowa grupa bohaterów i nowa historia o tym, jak łatwo luksus zmienia się w klaustrofobiczny teatr pozorów. I choć w centrum zawsze stoi hotel White Lotus, to tak naprawdę to ludzie są tu główną atrakcją - ich uprzywilejowanie, popędy, obsesje i drobne dramaty, które stają się groteskowo pięknym widowiskiem.
Nie można też nie wspomnieć o aktorach. „Biały Lotos” w każdym sezonie przyciąga obsadę, która z miejsca przykuwa uwagę - od Jennifer Coolidge i Alexandra Daddario, przez Aubrey Plazę, po niesamowite włoskie trio w drugim sezonie. Każdy wypada naturalnie, intensywnie i cholernie ciekawie, budując postaci, których nie da się pomylić z żadnymi innymi we współczesnej telewizji.
Do tego dochodzi klimat - ten specyficzny miks wakacyjnego luzu, cichej paniki i moralnego rozkładu. To serial, który sprawia, że zaczynasz patrzeć na luksusowe kurorty trochę inaczej. Już nie jako na raj, ale bardziej na miejsce, w którym ludzie mogą sobie pozwolić na zbyt wiele. Po trzech sezonach „Biały Lotos” stał się jedną z najbardziej charakterystycznych produkcji HBO - i teraz pozostaje czekać na kolejny!
A dlaczego czekam?
Informacja, że nowy sezon „Białego Lotosu” trafi do Francji bardzo mnie ucieszyła. Ten serial zawsze błyszczał wtedy, gdy mógł połączyć piękne lokacje z dramatem, napięciem i podszytym ironią komentarzem społecznym. A Francja - ze swoim filmowym klimatem, architekturą, kontrastem między luksusem a lokalnym życiem - nadaje się do tego idealnie. I pokuszę się o stwierdzenie, że samo to może dowieźć.
Taka mieszanka ekscytacji i lekkiego niepokoju sprawia, że czekam na sezon czwarty bardziej niż na poprzednie. Mike White pokazał, że potrafi wykorzystać lokalizację niczym osobnego bohatera - Sycylia była piękna, ale niepokojąca, Hawaje idylliczne, ale duszne, Tajlandia kojąca, ale mroczna. Wersja francuska może być jeszcze ciekawsza.
Niezwykle ciekawi mnie też nowa obsada - bo każdy sezon „Białego Lotosu” udowadniał, że to właśnie ona popycha historię do przodu. Wybór aktorów w tej serii zawsze zaskakiwał, a później zamieniał się w festiwal nieoczywistych, błyskotliwych ról. Jeśli HBO utrzyma poziom, to czeka nas kolejny zestaw postaci, który może imponować (jak ostatnio Walton Goggins).
I może najważniejsze: „Biały Lotos” to serial, który nie stoi w miejscu. Każdy sezon wygląda inaczej, ma inny temat, inne napięcie, inną strukturę relacji. Czwarty zapowiada się jak kolejny krok w tę samą stronę - krok pewny siebie, stylowy i oparty na pomyśle, który już dwa razy działał znakomicie. Jeśli więc dalej jakimś cudem przechodziliście obok tego dzieła - nadróbcie przed premierą kolejnych odcinków.
Oglądajcie koniecznie!
„Biały Lotos” to ten rzadki przypadek serialu, którego każdy sezon trzyma wysoki poziom. Każda odsłona udowadnia, że można bawić się konwencją, zmieniać miejsce akcji i bohaterów, a przy tym zachować ten sam, charakterystyczny smak - mieszankę luksusu, napięcia i społecznej satyry.
Dlatego wieści o przeniesieniu akcji do Francji działają jak idealny akcent: obietnica, że dostaniemy kolejny sezon, który nie będzie odcinał kuponów, tylko znowu zaproponuje coś świeżego. I nawet jeśli nie wiemy jeszcze, kto tym razem zagości w hotelowych korytarzach, to pewne jest, że HBO znów szykuje coś, co będzie trzeba oglądać na bieżąco.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych