Xbox 360 ma już dwadzieścia lat? Te gry z konsoli zapamiętam NA ZAWSZE
Kto by pomyślał, że coś tak niepozornego jak zakurzone pudełko po starej konsoli potrafi odpalić lawinę wspomnień? Xbox 360 kończy dwadzieścia lat, a ja mam wrażenie, że wystarczyłoby podłączyć go dziś pod telewizor, żeby natychmiast wrócił klimat tamtych czasów: partyjki online do świtu i gry, które otwierały oczy na to, jak może wyglądać nowa generacja. Dla mnie to był początek zupełnie innego etapu grania.
Może i minęły dwie dekady, ale gdy wracam myślami do niektórych z tamtych produkcji, czuję dokładnie to samo ekscytujące mrowienie, które towarzyszyło mi ówcześnie. Xbox 360 był domem dla tytułów, które pod wieloma względami definiowały całe gatunki. Do dziś mam kilka takich hitów, które - niezależnie od nowinek i kolejnych generacji - zostaną ze mną na zawsze. I dziś chciałbym się nimi podzielić
Halo 3
To była ta gra, dla której kupowało się Xboxa 360. Halo 3 zamknęło jedną z najważniejszych trylogii w historii gier i zrobiło to z rozmachem, którego wtedy nikt nie potrafił przebić. Kampania była epicka, multiplayer uzależniał, a społeczność potrafiła tworzyć cuda zanim „tworzenie map” stało się modne. Dla wielu to wciąż wzór strzelanki sci-fi i trudno się dziwić.
Gears of War
Kiedy Marcus Fenix wyłamał pierwsze drzwi, a piła w lancerze wgryzła się w ciało Locusta, było jasne: oto rodzi się gigant. Gears było brutalne, ciężkie, gęste od klimatu i absolutnie przełomowe w kwestii walki z wykorzystaniem naturalnych osłon. Ale… Najbardziej zapamiętam kooperacyjną kampanię!
Forza Motorsport 4
Najlepsza symulacja na konsolach swojej generacji, kropka. Forza 4 była piękna, szybka i cholernie dopracowana. Modele aut wyglądały jak żywcem wyjęte z katalogów, a prowadzenie było przyjemnością nawet wtedy, gdy śmigało się najtrudniejszymi trasami. Dla fanów motoryzacji - absolutny must-have 360-tki. I jestem pewien, że wielu się zgodzi.
Fable II
To gra, która miała w sobie coś magicznego - tę specyficzną bajkową atmosferę, humor, świat pełen decyzji i konsekwencji. Fable II było pełne uroku, zaskoczeń i ciepła, a jednocześnie potrafiło mocno przywalić emocjonalnie. Do tego świetna oprawa i pies, którego kochał każdy gracz. To jedna z najbardziej „Xboxowych” gier, jakie powstały.
Lost Odyssey
Kiedy Xbox 360 postanowił udowodnić, że potrafi mieć swojego dużego jRPG-a, wyszło coś absolutnie szczególnego. Lost Odyssey było klasyczne w najlepszym możliwym znaczeniu: świetna fabuła, mocny system walki, piękne światy i pamiętne „Thousand Years of Dreams”. To gra, którą wielu do dziś nazywa najważniejszą perłą 360-tki.
Kinect Adventures
Jeśli ktoś miał Kinecta, to miał też Kinect Adventures - i zazwyczaj był to zestaw startowy, który zaskakująco dawał radę. Gra była śmiesznie prosta, ale jednocześnie idealna do pokazania, że granie ciałem może być naprawdę frajdą. Skakanie, wyginanie się przy przeszkodach, wspólne zdjęcia z potyczek… Dostałem swojego X-a na Święta i kolejne dwa dni z siostrą graliśmy od rana do wieczora.
Naruto: Rise of a Ninja
To była jedna z tych niespodzianek, które zostają na lata. Rise of a Ninja nie tylko wyglądało świetnie, ale też jako pierwsza gra z serii opowiedziało historię Naruto z tak dużą dbałością o klimaty i emocje anime. Otwarta Konoha do eksplorowania, system walki, świetna muzyka i ogromny szacunek do materiału źródłowego sprawiły, że tytuł stał się kultowy!
Crackdown
Skakanie po dachach, nabijanie kolejnych poziomów mocy, rozwalanie całych gangów i eksploracja miasta, które z każdym levelem stawało się placem zabaw - to było uzależniające jak diabli. Crackdown był idealnym „piątkowym” tytułem, żeby się wyluzować po szkole i dać porwać. Kontynuacje mi nie podeszły, ale ten projekt wspominam doskonale.
Przeczytaj również
Komentarze (14)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych