
Niekończąca się opowieść. Czy doczekamy się w końcu filmowej adaptacji Splinter Cell?
Rozpoczęta w 2002 roku seria gier Ubisoftu “Splinter Cell” jak dotąd doczekała się sześciu odsłon i ogromnej popularności, której pokłosiem są setki tysięcy wpisów w Internecie domagających się jej kontynuacji. Już w październiku tego roku na Netflixie ma się pojawić produkcja animowana, przypominająca o projekcie pełnometrażowego widowiska, nad którym pracowano od 2005 roku, a które ostatecznie nie doczeka się premiery kinowej.
Netflixowa produkcja, o której mowa to “Splinter Cell: Deathwatch”. Projekt ten rozwijano od 2020 roku, kiedy to pojawiły się pierwsze pogłoski o współpracy pomiędzy przedstawicielami streamingowego giganta a Ubisoft Film & Television. Wkrótce ogłoszono, że głównym scenarzystą produkcji ma być sam Derek Kolstad, odpowiedzialny głównie za rozwój serii o Johnie Wicku, a projekt ten pomyślany jest nie na jeden, a co najmniej dwa sezony. Sam Kolstad niedługo potem wyjawił jednak, że zielone światło otrzymał tylko pierwszy sezon tej produkcji, ewentualny drugi zależy więc pewnie od statystyk oglądalności. Od początku też zastrzegł, że upłynie sporo czasu zanim seria ostatecznie pojawi się w streamingu.
Ostatecznie okazał się dużo dłuższy niż prognozowane przez Kolstada w 2021 roku półtora do dwóch lat, bo seria ostatecznie pojawi się na stronie 14. października tego roku i ma się składać z ośmiu odcinków, od 20 do 30 minut każdy. Sporo komentarzy wywołała dużo wcześniejsza wypowiedź Michaela Ironside’a, do czasu “Blacklist” użyczającego głosu Samowi Fisherowi we wszystkich grach z serii, o tym że nie został on zaangażowany do realizacji serialu animowanego, wspominającego również o tym, że aktorem, który go zastąpi będzie Liev Schreiber. Przedstawiciele Netflixa potwierdzili to w kolejnych miesiącach, gdy do sieci trafiła pierwsza zapowiedź serialu, w którym oprócz niego zagrali również Janet Varney, Kirby Howell-Baptiste i Joel Oulette.




Nad całością czuwał duet reżyserski Guillaume Dousse and Félicien Colmet-Daage, a realizacją animacji zajmowały się Sun Creature Studio (mające na koncie jeden z odcinków serialu “Miłość, śmierć i roboty”) i francuskie Fost Studio. Niewiele wiadomo o fabule, w której centrum ma stać jednak starszy, bardziej doświadczony Fisher, który uwikła się w misję, mającą dla niego również wielką, osobistą stawkę, po tym jak o pomoc zwróci się do niego młodsza agentka. Wspomniany już Derek Kolstad stanął przed trudnym zadaniem dostosowania nieco oldschoolowego charakteru gier, by opowiedzieć historię współczesną, na czym najwyraźniej polegli twórcy filmu fabularnego, rozwijanego od połowy pierwszej dekady XX wieku, która ostatecznie nie doszła do skutku.
Fisher na dużym ekranie

Historia kinowej adaptacji „Tom Clancy’s Splinter Cell” sięga jeszcze 2005 roku, kiedy to w menu gry Chaos Theory ukazał się teaser zwiastujący przeniesienie opowieści o agencie Samie Fisherze na wielki ekran. Dopiero jednak w 2011 roku Ubisoft oficjalnie zapowiedział, że pracuje nad trzema filmami na podstawie swoich gier – Splinter Cell, Ghost Recon i Assassin’s Creed; przy czym zadeklarowano jednocześnie, że firma chce zachować pełną kontrolę nad produkcją, scenariuszem i obsadą. Kolejne lata przyniosły wzrost zainteresowania – w 2012 media donosiły, iż w produkcję filmu jest realnie zaangażowany Tom Hardy jako odtwórca głównej roli, a scenariusz miał przygotować Eric Warren Singer. To wszystko budziło nadzieję, że seria “Splinter Cell” może się stać podstawą wciągającego, a ze względu na specyfikę rozgrywki także oryginalnego widowiska akcji.
W 2013 roku do projektu dołączyła firma New Regency, z producentem Basilem Iwanykiem, właścicielem własnego zespołu produkcyjnego Thunder Road Films. Rok później ogłoszono, że za kamerą stanie Doug Liman; twórca kojarzony wtedy głównie z “Tożsamości Bourne’a”, a także “Pan i pani Smith”, który jednak w tym czasie pracował nad mocno chwalonym zarówno przez widzów, jak i krytyków “Na skraju jutra”, które pojawiło się w kinach w czerwcu 2014, stając się sporym hitem w box office. W jednym z wywiadów z tego okresu sam Tom Hardy wspominał o tym, że przedstawiciele studia liczyli, że zdjęcia do filmu ruszą w sierpniu tego roku, ale ostatecznie nie udało się ich wtedy rozpocząć, bowiem sporym problemem okazał się scenariusz.
Nic więc dziwnego, że do zespołu mającego pracować nad skryptem do obrazu dołączały coraz to nowe osoby, takie jak choćby Sheldon Turner, a w prace nad jego rozwojem włączyli się ostatecznie również sam Liman i Hardy. Początkowo myślano o tym, by skupić się na przygodach młodszego Sama Fishera, otwierając sobie drogę na bardziej dynamiczne widowisko, do którego będący wtedy jeszcze przed 40-stką Hardy pasowałby idealnie. Jeszcze w końcówce tamtego roku Iwanyk stwierdził, że zdjęcia do filmu mają ruszyć na początku 2015, co jednak okazało się kolejną nietrafioną zapowiedzią.
No i nie udało się, ale czy w ogóle mogło się udać?

Niestety z uwagi na brak progresu w pracy nad tą produkcją w kwietniu 2015 roku z funkcji reżysera ustąpił Doug Liman, kierując się w zupełnie inną stronę. Jego następcą miał być Joseph Kahn, znany w tym czasie głównie z realizacji muzycznych teledysków i ciekawego krótkometrażowego filmu “Power Rangers”, będącego interesującym spojrzeniem na znaną ale niekoniecznie poważaną franczyzę. Kolejnym scenarzystą, zatrudnionym do poprawy skryptu, był Frank John Hughes. Dwa lata później Basil Iwanyk ogłosił, że skrypt został ukończony i przesłany do oceny samemu Hardy’emu, tłumacząc że w tym czasie pracowano nad filmem wyróżniającym się własnym stylem, w obrębie kina sensacyjnego, wciąż mieszczącego się jednak w PG-13.
Zadanie to najwyraźniej tak mocno przerosło twórców, że media niezbyt często później powracały do tematu ekranizacji “Splinter Cella”, bowiem temat odżył dopiero w końcówce 2024 roku, tylko po to by następnie umrzeć śmiercią naturalną. Na listopad datuje się bowiem ostateczne ogłoszenie końca prac nad obrazem, mimo iż producenci do końca utrzymywali, że sam film - gdyby tylko udało się zakończyć nad nim prace - byłby niezwykły i niepowtarzalny. Z dalszych wypowiedzi wynika, że na przeszkodzie w rozpoczęciu realizacji produkcji stanął głównie rozdźwięk pomiędzy potrzebami, wciąż poprawianego, scenariusza a rosnącym budżetem samego widowiska.
Fakt, iż nad wspomnianym skryptem pracowano tak długo może być dla fanów growej rozgrywki pocieszający. Niezwykle łatwo byłoby bowiem uczynić Sama Fishera kolejnym herosem kina akcji, który wyróżniałby się w zasadzie wyłącznie tym, że od czasu do czasu zakładałby kostium i słynne gogle, będąc zmuszonym do przejścia przez pewną lokację niezauważonym. Podobny los spotkał przecież Agenta 47 i to dwukrotnie, bo zarówno w filmie Christophera Gansa z 2007 roku, z Timothy Olyphantem, jak i w absolutnej abominacji osiem lat później. W obu przypadkach nie widać w ogóle pomysłu w jaki sposób filmy te miałyby się odróżniać od typowych sensacyjnych widowisk, wykorzystując do tego specyfikę rozgrywki. Wyjątkowo nieudane produkcje pokazały, że trudno przetłumaczalny na polski przymiotnik “stealth” (“skradankowy” brzmi pociesznie, ale i niepoważnie w kontekście filmu), z którym jednoznacznie kojarzy się seria gier Ubisoftu, wciąż stanowi dla filmowców nie lada wyzwanie.
Na dobrą sprawę bowiem ciężko sobie przypomnieć pozycję, która opierałaby akcję filmu na motywie przenikania niezauważonym, eliminowania rywali w taki sposób, by nie wzbudzić mobilizacji wśród wszystkich przeciwników, nie będąc jednocześnie przedstawicielem typowego “heist movie”. Nieprzypadkowo w tym kontekście pojawia się zwykle “Rambo” Teda Kotcheffa (głównie za sprawą końcówki), “Święty” z Valem Kilmerem czy też “Nożownik” Williama Friedkina. Być może rację mają też ci, którzy przedłużające się prace nad siódmą częścią dzieła Ubisoftu tłumaczą faktem, iż współcześni gracze nie mają już cierpliwości do tego typu rozgrywek, wybierając bardziej dynamiczniejsze strzelanki. Na filmowego “Splinter Cella” być może zwyczajnie nie ma już miejsca, choć należy z ciekawością obserwować jak przyjęty zostanie animowany serial Netflixa. Być może bowiem, w przypadku ogromnego sukcesu, temat pełnometrażowej ekranizacji powróci, choć już pewnie bez Toma Hardy’ego w roli głównej.
Przeczytaj również






Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych