Długie filmy

Avatar 2 będzie bardzo długi, ale nie tak, jak te hollywoodzkie produkcje

Kajetan Węsierski | 05.11, 17:00

W miniony weekend do Internetu wypłynęła dość ważna informacja - zwłaszcza dla fanów twórczości Jamesa Camerona. O czym mowa? A o tym, iż poznaliśmy czas seansu filmu „Avatar: Istota Wody”. Sequel głośnej produkcji sprzed lat ma nas przykuć do kinowych siedzeń na niemal 200 minut. Mówimy więc o naprawdę długiej pozycji, która bez dwóch zdań będzie mogła stawać w szranki z wieloma premierami minionych kilkudziesięciu miesięcy. 

Jest jednak tak, że długi film nie oznacza bynajmniej „więcej dobra”. Może się bowiem okazać, iż w praktyce wpłynie to na przesadne rozciągnięcie całego wątku, niepotrzebne wynudzenie odbiorców, a nawet monotonię, która będzie wkradała się w momentach przeplatających te wypełnione akcją. Mamy do czynienia z bardzo ryzykowną zagrywką, która… Może się jednak udać. 

Najlepszą nauczycielką jest przecież historia, a ona pokazuje, że były już filmy podobnej długości, które cieszyły się sporym poklaskiem ze strony odbiorców. Powiem więcej - były nawet takie, które znacznie przekraczały czas emisji Avatara 2! I dziś chciałbym Wam je przedstawić! Oto dziesięć hollywoodzkich premier filmowych, które mogą pochwalić się naprawdę wielominutowymi seansami. Sprawdźcie sami! 

Ojciec Chrzestny 2 (200 minut)

Zestawienie otwieramy filmem, który zna każdy i którego prawdopodobnie muszę absolutnie nikomu przedstawiać. Mowa oczywiście o sequelu kultowego Ojca Chrzestnego, który… Wypadł naprawdę dobrze. To jeden z tych produkcji, gdzie czas mógłby być jeszcze dłuższy, a wciąż z przyjemnością kąpałoby się w tym klimacie i atmosferze gangsterskiego świata. Znakomite dzieło, polecać pewnie nie muszę. 

Olbrzym (201 minut)

Jeśli miałbym doszukać się definicji rozmachu, to w przypadku tego filmu jest ona aż nadto widoczna. Znakomita opowieść, gdzie w tle możemy obserwować transformację stanu Teksas i jego przekształcenie ze zwykłego rancza w coś znacznie większego. Sama główna historia nie jest pełna zwrotów akcji i dynamizmu, ale niewątpliwie angażuje. I główna tu zasługa świetnej gry aktorskiej oraz scenografii. 

Władca Pierścieni: Powrót Króla (201 minut)

I kolejny film, którego nie trzeba opisywać. Cała trylogia Władcy Pierścieni cieszy się ogromną popularnością i jest szeroko rozpoznawalna. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że to jedne z największych dzieł w historii popkultury i jestem tego w pełni świadomy. A Powrót Króla wypadł naprawdę bardzo dobrze mimo zaszczytu bycia tą najdłuższą odsłoną (choć warto wspomnieć, że pozostałe dwie części wcale do krótkich nie należały).

Irlandczyk (209 minut)

Najnowsza produkcja w całym zestawieniu i na swój sposób wyjątkowa - jej głównym miejscem premiery nie było kino, a Netflix. Film od Martina Scorsese (które nie wolno oglądać na małym ekranie, według słów samego reżysera) zdecydowanie mógł trafiać do fanów gangsterskiego klimatu. A jego ogromnym plusem było to, jakich aktorów mieliśmy przyjemność podziwiać - prawdziwa śmietanka Hollywood. 

Ben-Hur (212 minut)

Aby przejść do dłuższego filmu, musimy dość mocno cofnąć się w czasie - aż do 1959 roku. Wtedy bowiem debiutował film w reżyserii Williama Wylera, który opowiadał o pewnym wygnańcu. Ów pewnego dnia spotyka na pustyni samego Chrystusa, a ten całkowicie odmienia jego postrzeganie świata oraz zasad na nim panujących. Naprawdę udany dramat kostiumowy, a liczba Oscarów jest tego najlepszym dowodem. 

Dziesięcioro Przykazań (220 minut)

Przy okazji poprzedniej pozycji pojawił się Chrystus, a jeszcze dłużej trwał film z 1956 roku, który opowiadał o biblijnym Mojżeszu! Właściwie jest to ekranizacja najważniejszej Księgi Kościoła Katolickiego i opowieści o mężczyźnie, który miał za zadanie uwolnić Izraelitów spod niewoli nałożonej przez Egipt. Ogląda się to naprawdę dobrze - nawet pomimo bardzo długiego seansu i stosunkowo archaicznej formuły. 

Lawrence z Arabii (222 minuty)

Tym razem dramat w reżyserii Davida Leana, który zrobił niemały szum na początku lat 60. ubiegłego wieku. Co ważne, bardzo mocno bazuje on na rzeczywistej historii o pewnym oficerze, który postanawia przekonać Arabów, aby ci wzniecili bunt przeciwko nękającym ich Turkom. Wszystko zostało opatulone we Wschodnie klimaty, więc jeśli nie jesteście fanami takiego typu, to raczej nie przetrzymacie tak długiego seansu. 

Przeminęło z Wiatrem (238 minut)

A teraz przyznawać się - kto przy obowiązku szkolnej lektury wybrał film?! Jestem przekonany, że głównie z tego powodu znajdzie się sporo osób, które spędziły niemal cztery godziny na seansie ekranizacji powieści od Margaret Mitchell. Melodramat, będący najstarszym filmem w całym zestawieniu (premiera przypadła na końcówkę 1939 roku) jest niezwykle znany i… Otwiera podium naszego zestawienia! 

Hamlet (242 minuty)

Pozostając przy lekturach szkolnych, przejdźmy do Hamleta. I mamy w tym przypadku do czynienia z filmem, którego seansu to ponad cztery godziny. Rozumiecie to? Cztery bite godziny! Premiera z 1996 roku dziś zostałaby podzielona przynajmniej na sześcioodcinkowy serial. Wtedy została rzucona jako jedno. Cóż, trzeba oddać twórcom, że doskonale udało im się utrzymać uwagę widzów. Po prostu da się to obejrzeć i nieźle się bawić (choć raczej na 2-3 razy). 

Kleopatra (248 minut)

A najdłuższym hollywoodzkim filmem w naszym zestawieniu (choć zaledwie o kilka minut dłuższym niż „Hamlet”) jest Kleopatra z 1963 roku, którą wyreżyserował Joseph L. Mankiewicz. I oczywiście sam tytuł zdradza nam, że fabuła kręci się tu wokół tytułowej przywódczyni Egiptu, która miała plany dalece wykraczające poza obszar jej panowania. Zdecydowanie wybitna jednostka w skali historii świata i warto je historię poznać. 

Komentarze (17)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper