Filmy lata 90.

Te filmy lat 90. mogę oglądać w nieskończoność. Klasyki, które polecam każdemu

Kajetan Węsierski | 04.10, 22:00

Choć na lata 90. załapałem się - i tu nie ma co się czarować - ledwie rzutem na taśmę, to jednak miałem przyjemność chłonąć magię tego okresu. Szczególnie jeśli dołożymy do tego fakt, że Polska była nieco pod tym względem „zacofana” i ten klimat wlewał się jeszcze mocno na początku XXI wieku. To jednak wyłącznie zaleta, albowiem osoby, które urodziły się w drugiej połowie lat 90., również mogły to wszystko poczuć. 

Z tamtego okresu pamiętam masę wspaniałych rzeczy… Anime w polskiej telewizji (u mnie na czele z Dragon Ballem), wspaniałe słodycze w sklepach, które były niejako bramą do wielkiego świata, kapitalne czasopisma dla młodych, zabawki w stylu sprężynek, klik-klaków i pistoletów na kulki, a także magiczne Tamagotchi i pierwsze gry wideo. Dla mnie był to więc nie tylko początek życia, ale również pasji, które ciągnę do dziś. 

Ogromne znaczenie w tamtych czasach miały też filmy! Niestety pochodzę z miasta, gdzie kino było, ale… Byłem tam raz czy dwa i to ze sporym szczęściem. Nigdy nie oferowało nic dobrego, o ciekawym i szerokim repertuarze można pomarzyć, a fakt, że błyskawicznie splajtowało, było najlepszym dowodem jego marności. Na szczęście rządziły wtedy wypożyczalnie VHS. I to tam poznałem filmy, które są nieśmiertelne i które chciałbym Wam dziś zaprezentować! 

Oto 10 produkcji z lat 90., które jestem w stanie polecić dosłownie każdemu! Pamiętajcie jednak, że są to subiektywne wybory, związane z tym, co sam najlepiej zapamiętałem. Aby więc odpowiednio urozmaicić listę, koniecznie dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze ulubione produkcje z tamtego okresu! 

Pulp Fiction

Zaczynamy od fenomenalnego filmu od Tarantino! Jedna z jego pierwszych dużych produkcji i jednocześnie taka, która na stałe zapisała się w annałach popkultury. Kultowe są dziś sceny, teksty, a nawet same postaci. Kapitalna fabuła, genialny dobór aktorów i po prostu całość, która spinała się w niecodzienne i fenomenalne przeżycie. Co ciekawe, za każdym razem wciąga tak samo - nawet znając finał. 

Kosmiczny Mecz

Nie chciałem wrzucać do takiego zestawienia animacji, ale „Space Jam” jest nią tylko częściowo. Wszystko dzieje się tu przecież w realnym świecie, a główną rolę gra najlepszy z najlepszych w historii - sam Michael Jordan. I jeśli są wśród Was, Drodzy Czytelnicy, jacyś młodzi fani koszykówki, którzy widzieli wyłącznie sequel… Koniecznie nadróbcie oryginał, bo to kino na zupełnie innym poziomie. 

Titanic 

Choć nigdy nie pałałem przesadną sympatią do tego filmu, to nie mogę odebrać mu pewnej kultowości i tego, że chcą czy nie chcąc, oglądałem go mnóstwo razy. I pewnie wielokrotnie jeszcze będę miał przyjemność to zrobić. Mam bowiem wrażenie, że w tym przypadku trzeba było po prostu nieco dorosnąć. Wiecie, to jedno z tych dzieł, gdzie niekoniecznie możemy mówić o happy endzie, a dla dzieciaka to zbrodnia na fabule. 

The Matrix

Uhuhu! Jeśli kino jako ogół było dla mnie oknem na świat tamtych czasów, to historia Neo stanowiła coś na wzór okna na przyszłość. Rozpalała wyobraźnię, nie pozwalała się oderwać i sprawiała, że sam niejednokrotnie symulowałem później bullet-time dosłownie przy każdej okazji. I o ile drugą i trzecią część wspominam dość niemrawo, to do pierwszej mogę wracać raz za razem, za każdym razem czerpiąc podobną przyjemność. 

Se7en

Chyba mój ulubiony film z Bradem Pittem - no, a na pewno jeden z ulubionych. Tym jednak, co najbardziej mnie tu kupiło, był pomysł na przestępcę i jego modus operandi. Wybieranie swoich ofiar na podstawie Siedmiu Grzechów Głównych brzmiało niczym coś z Sherlocka Holmesa, którym swego czasu byłem naprawdę mocno zajarany. W każdym razie - po prostu polecam, jeśli jakimś cudem wciąż nie oglądaliście. 

Podziemny Krąg

A jeśli jesteśmy już Pittcie, to obowiązkowo trzeba tu wspomnieć o „Fight Clubie” z 1999 roku. Fenomenalne przełożenie powieści na realia kina, doskonały dobór aktorów i akcja, która zwyczajnie nie zwalniała. W tej produkcji wyjątkowe jest to, iż mam wrażenie, że dorastając, z każdym kolejnym seansem odkrywam kolejne warstwy filmu i nowe rzeczy, które twórcy zamierzali nam przekazać. Iście magiczne doznanie, serio.

Kevin sam w domu

Przy tym filmie nie muszę chyba przekonywać nikogo, że można oglądać go dziesiątki razy i wciąż czerpać z tego mniejszą lub większą przyjemność. Mówimy przecież o produkcji, która rokrocznie wyświetlana jest w bożonarodzeniowym okresie w polskiej telewizji i przyciąga przed ekrany całe tłumny osób. I ma to swój urok. Być może to ta atmosfera i zimowy klimat, a być może po prostu wzorowo zrealizowany film familijny! 

Park Jurajski

Dinozaury od tysięcy lat nie były tak żywe, jak przy okazji premiery „Parku Jurajskiego”! Spełnienie marzeń wszystkich fanów prehistorycznych gadów i znakomita opowieść z dreszczykiem, przy której sami mogliśmy przyjrzeć się temu, w jaki sposób mogłyby potoczyć się losy świata, gdyby ktoś w niekontrolowany sposób spróbował zwyciężyć matkę naturę… Przestroga, ale i kawał dobrego kina. 

Skazany na Shawshank

A mówiąc o kawałku dobrego kina… Ten film to klasyk w pełnym tego słowa znaczeniu. Znakomita opowieść o życiu, chęci zmiany oraz tym, jak duże znaczenie ma dla nas samo otoczenie. A to wszystko w otoczce więziennego życia i próby wyrwania się z niego za wszelką cenę. Bo to, co dla jednego jest końcem i ostateczną porażką, dla kogoś innego może okazać się wszystkim i czymś w rodzaju spełnienia. Piszę niezrozumiale? Obejrzyjcie film! 

Forrest Gump

Na sam koniec listy (choć trzeba zaznaczyć, że jest ona w kolejności całkowicie losowej) najlepszy film z Tomem Hanksem i prawdopodobnie jednego z moich ulubionych pełnometrażowych doznań. Ta produkcja dowozi po prostu pod każdym względem i sprawia, że choć całość może wydawać się pozornie rozmyta, to koniec końców nie da się oderwać, ani nudzić. I przy każdym kolejnym podejściu rozczula tak samo. 

cropper